Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
poniedziałek, 31 marca 2014
Książka o życiu we Francji

W związku z listami, jakie dostaję i pytaniami dotyczącymi kupna "Mojej Francji", chcę wyjaśnić, że książka jest dostępna w księgarniach Empik na terenie całej Polski, jak i w księgarniach internetowych. Wystarczy w wyszukiwarkach wbić tytuł "Moja Francja" Patrycja Todo, i wyskoczą wszystkie referencje sprzedaży.

Książka nie jest wydanym blogiem! To dogłębna analiza moich doświadczeń i opinii, jakie wyciągnęłam po wieloletnim życiu we Francji. Jest to również próba obalenia pewnych stereotypów, lub potwierdzenia ich, jak i chęć zrozumienia Francuzów, z którymi dzielę moją codzienność od przeszło18 lat. Książka zawiera 300 stron tekstu i 30fotografii. Parę z nich było publikowanych na blogu, niektóre wystawione podczas wielu międzynarodowych wystaw, a kilka, zostało nawet sprzedanych na aukcji zorganizowanej przez Fundację Kościuszkowską w Nowym Jorku.

*

*

Z książki dowiecie się Państwo jak wychowuję od 13 lat na Polaków i Francuzów dwójkę moich dzieci. Jak funkcjonuje rodzina dwujęzyczna i dwukulturowa. I czy życie młodej Polki na emigracji jest rzeczywiście łatwiejsze jak w Polsce. Wielu moich rodaków deklaruje chęć wyjazdu, warto może wiedzieć wcześniej, jak to wygląda po drugie stronie lustra. :)

 W książce jest szereg cennych myślę doświadczeń, w jaki sposób udaje mi się wychować synów tak, żeby czuli, myśleli i mówili idealnie po polsku,  mimo, że mają ojca Francuza, urodzone są i wychowywane poza Polską. Może to zaciekawić nie tylko emigrantów, ale i pomóc niejednej osobie w podjęciu decyzji, jak od małego można nauczyć dziecko mówić w dwóch językach. 

"Moja Francja", to również próba znalezienia w historii Francji odpowiedzi, na wiele nurtujących mnie problemów, jakie poruszam na blogu. Chęć przybliżenia obrazu życia na co dzień we współczesnej Francji.

Nie jest to ani przewodnik, ani poradnik turystyczny i zwłaszcza, nie jest to obiektywna opowieść o największym kraju Europy.

*

Chcę również wszystkich zaprosić do odwiedzenia strony:

http://dekolandia.blogspot.fr/2014/03/moja-francja-o-ksiazceo-czytaniu.html

To interesujący blog o estetycznej sztuce życia, gdzie ku mojemu zaskoczeniu, przemiła pani, wykorzystuje "Moją Francję" do celów dekoratorskich. Dziękuję bardzo za tę nową funkcję, jaką spełnia moja książka. :)

*

Z wiadomości "od kuchni", książka sprzedaje się bardzo dobrze, mimo braku reklamy w mediach i mam nadzieję, że jeszcze wiele osób po nią sięgnie. Napisałam ją z potrzeby serca. Z chęci podzielenia się moją wiedzą, jak i emigranckim, trudnym, acz i wesołym doświadczeniem.

Dzięki tej pracy, udaje mi się być szczęśliwszą, czego życzę wszystkim moim czytelnikom.

Patrycja Todo 

  

  

środa, 19 lutego 2014
Zapowiedź ksiązki "Moja Francja"

!!!!

.

http://wydawnictwofeeria.pl/pl/ksiazka/moja-francja

.

Drodzy mili Czytelnicy. Od jakiegoś czasu "groziłam" pojawieniem się książki o tym samym tytule co blog, jaki regularnie odwiedzacie. Słowo ciałem się stało :).

"Moja Francja"- to książka, jaką napisałam niezależnie od znanej Wam strony internetowej. To, co opisuję w blogu na bieżąco, jest wieloletnim dziennikiem.

"Moja Francja" -  to już zupełnie coś nowego. Książka nie jest zatem przedrukiem blogowych notek. Gorąco namawiam do jej kupienia, albowiem więcej w niej prawdy, przemyślanych spostrzeżeń i ciekawych opisów, jak i fotografii, których w większości jeszcze nie publikowałam. Znajdziecie w niej dogłębne przestudiowanie wielu zagadnień, opisy miejsc, jak i prawdziwej natury przeciętnych Francuzów.

"Moja Francja " to również opowieść z życia wzięta. Odpowiedź na pytania jak w nowoczesnym, zachodnim świecie znaleźć równowagę między emancypacją a tradycją, miłością a pragmatyzmem. To zwłaszcza chęć potwierdzenia, że można być Polką wszędzie, i wychować dzieci w szczęśliwej polskości w każdej części świata.

To wreszcie chęć pogodzenia się z tym, co razi, denerwuje i niepokoi w kraju, gdzie stworzyłam dom rodzinny i który jest jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi. 

Blog przyniósł mi wiele radości i mam nadzieję, nie zawiódł tych, którzy tu trafili. Będę nadal tu opisywała, pokazywała moją codzienność w tym tak pasjonującym zakątku Europy.

Debiut książkowy jest początkiem mojej literackiej drogi. Pisałam przez wiele lat do szuflady, od teraz będę publikować moją twórczość. Pracuję obecnie nad nową książką, już nie związaną z Francją. Fotografia i pisarstwo stają się powoli sensem mojego życia. Chłopcy rosną i nim się obejrzę, nie będą potrzebowali matczynego parasola. Mam nadzieję, że ten debiut uda się tak, jak bardzo szczęśliwe jest moje życie. I mimo trudnych chwil, cienia nostalgii i częstego osamotnienia, ciągle uważam że warto było przeżyć to, co za mną.

Chciałam również podziękować Panu Dariuszowi Rossowskiemu i Pani Katarzynie Białkowskiej z Feerii, za zaangażowanie, wspaniałą współpracę i wydawniczy profesjonalizm.  Wydawnictwo Feeria w sposób niezwykle zróżnicowany dobiera tematykę książek i namawiam wszystkich do przeglądania tej oferty.

Dziękuję przede wszystkim Wam, moi drodzy Czytelnicy za ciągłe powroty i podtrzymywanie mnie w chwilach czasami trudnych, jakie pojawiały się w moim życiu. Dziękuję za wytrwałość w czytaniu jak i Wasze ciągłe, mądre uwagi, z którymi liczyłam się przy pisaniu książki.

Dziękuję wreszcie mojej cudownej rodzinie, moim synkom , mężowi i rodzicom za wiarę we mnie. Dziękuję Mamie za jej ogromną mądrość i wielkie serce, za babciną determinację w wychowaniu wraz ze mną moich dzieci. Mama jest również moją pierwszą czytelniczką :).

Dziękuję Tacie, za ogromną pomoc w pracy nad redakcją tekstu,  jego dziennikarskie doświadczenie często studziło moje literackie emocje.  

Dziękuję wreszcie Francji i wszystkim Francuzom , bez których nie byłoby tej mam nadzieję interesującej książki.

Od 5 tego marca będzie można zakupić "Moją Francję" w Empikach. A już za niedługo pojawi się jej wersja francuska nad Sekwaną.

czwartek, 24 lutego 2011
40 lat minęło i ... nic

... wczoraj, czyli 23 lutego, nie było ani końca świata, ani ziemia nie przestała się kręcić. Ludzie na ulicach tacy sami jak przedwczoraj i jak dzisiaj , czyli wczorajsze jutro. Nikt mnie nie chciał na szczęście zgwałcić, ani ja, nikogo nie skrzywdziłam. A mimo to, przekręciłam licznik czwartego dziesięciolecia. Niestety definitywnie.
I co? I nic?
Żeby jednak zerwać ze schematem , zmieniam jednorazowo styl.  Trzeba trochę zaszaleć , zapomnieć się , powyrzucać pajęczyny i rozluźnić stres. Za oknem jesień, mimo, że właściwie powinno być przedwiośnie. W porównaniu z zimą arktyczną w Polsce, nie narzekam. W koronach moich ogrodowych cedrów, ptaki wychodzą z piór, bo dzieciaki muszą robić , gniazda wić, a wiosna już, tuż, tuż . Tylko patrzeć, gdy się zaraz zbudzi.
Rytm przyrody, chcąc nie chcąc wpływa na samopoczucie. Człowiek witaminowo wyposzczony. Jakiś taki szaro-blady. Zima wydusiła ostatni kolor z oczu. A z zimową karnacją, wygląda się jak żywcem wyjęty z obrazów Prymitywnych Flamandów.
Nawet pies zarósł i przypomina mopa, ale jeszcze nie można go strzyc, bo chłodno, nieprzyjemnie. A wiadomo przecież, że owce, psy, tudzież domowe mopy nie znoszą zimna bez wełny.

Minęły mi urodziny, i co? I ciągle - nic. A miało się wszystko zmienić.
Na świecie Arabowie walczą. Francuzi się dziwią, że im idzie, jak po maśle. Oni przecież robią rewolucję co chwila. Strajkują codziennie,demonstrują, rząd straszą, a i tak, nikt ich nie słucha. A Arabowie proszę, jeden, drugi i trzeci rząd padł. Swoją drogą jakieś do kitu te dyktatury skoro tak łatwo plajtują. Nie to co w Rosji, albo w Korei. A mówi się, że Azjaci nic trwałego nie potrafią zrobić?
Martwię się o Arabię Saudyjską i Kuwejt. Jak dojdzie do zamieszek i wyjadą na ulice Rolls Roycy, albo helikoptery z transparentami... Jak my sobie wtedy damy radę bez benzyny! Już mogłyby się skończyć te arabskie wojny.
Dziwne że Francuzom nie udaje się zmienić rządu mimo,że tylu Arabów tu jest. Zresztą gdyby zmienili, to byłoby jeszcze gorzej, bo we Francji nawet prawica jest lewicowa.
Francuzi nie mogą zmienić rządu, to zmieniają ceny. Alpinizm portfelowy zaczyna dawać się we znaki. W końcu wszyscy dostaniemy zadyszki i nikomu już, nie będzie się chciało zmieniać stylu, ani świętować urodzin.

Poza tym, każdy francuski dziennik, zaczyna i kończy się wyłowieniem kolejnego trupa z rzeki, albo informacją o zaginięciu biegającej kobiety w lesie. Francuzki uprawiają często i namiętnie jogging, a francuscy zboczeńcy - gwałting . I jedni , i drudzy, na łonie natury. A to łono zdaje się być bardzo cierpliwe. Bo jak popatrzeć, to prawie co miesiąc słyszy się o tym, że kolejny zbir dopadł młodą sportsmenkę w naturze. Cichy lasek, a to polanka, a to zagajnik, makabro-hulanka.
Zdecydowanie lepiej być  w mieście. Tu zabijają tylko mężowie. Podobno co dwa dni umiera Francuzka w wyniku pobicia przez domowego mężczyznę. Ale ponieważ oni zabijają własne kobiety, a nie cudze żony. To ja sobie spokojnie chodzę po Lyonie. Zakładam, że mnie, tu nikt nie dopadnie. Jedynie do Rodanu może wrzuci, ale to robią ze studentami po wyjściu z dyskoteki. Ja nie chadzam do dyskotek.
 
Zaprzestałam zatem samotnych spacerów na pod liońskiej wsi. Mój pies jest mały i mnie nie obroni. A poza tym, jeszcze spotkam jakiegoś zoofila i jeszcze Bombilowi się coś stanie. Bo francuskie łono natury, to bardzo niebezpieczne rewiry.
Ostatnio, ofiarą jakiegoś "przyrodnika"padła biegająca o piątej rano, 49latka, koło Tuluzy. Co ją kurcze pchało, żeby wstawać w środku nocy i biegać. To , że ktoś jest dziwny, nie znaczy jednak ,że od razu musi być zgwałcony.  Nie znaleziono biedaczki, ale pewnie już nie żyje. Odkryto plamy jej krwi, wśród traw i krzewów. Zastanawiam się , jak taki łotr funkcjonuje? Siedzi pośród gałęzi godzinami i czatuje. Że mu nie jest zimno, nie niewygodnie, i że mu tyłek w ziemi się nie zakorzeni tak żeby nie mógł się już ruszyć?! Zupełnie, jak jakieś polujące dzikie zwierzę w National Geographic, czeka i unicestwia.

Te historie powtarzają się już niestety regularnie. Są nagłaśniane przez prasę. Ludzie lubią takie straszności i je opowiadają do znudzenia. Myślę, że też wielu zboczeńców podnieca się tymi informacjami. Zew natury i sami na to łono leśne się pakują. Z drugiej strony, może to i dobrze , że się głośno mówi o tych morderstwach i gwałtach, bo natura respekt budzi. Ja, już sama do lasu przestałam chodzić.  Mam teraz dobrą wymówkę, żeby nie uprawiać joggingu o piątej rano. Pozostaje książing, tudzież bloging. Tu przynajmniej nie ma zagrożenia śmierci, ani innych, silnie niepożądanych wrażeń.

Miałam wczoraj czterdzieste urodziny. I co? I nic. Bo niby co miałoby się zdarzyć? Dzieci mnie przebrały za BONY M. Ale śpiewać nie mogę, bo uprawiam grypping. Poza tym nie lubię Rasputina, ani piosenek o ruskich zboczeńcach. Zatem, do następnego spotkania..
I co? I nic.
.



 
środa, 22 września 2010
Szczęścia...

.
Są różne rodzaje szczęścia. Znalazłam w swoim życiu jedno, największe - bycie matką.
środa, 24 lutego 2010
23 luty 2010
Zakończyłam dzień swoich urodzin. Skończyłam 39 lat!

Dla jednych to dużo , dla innych absolutnie niewiele. Dla mnie akurat.

Urodziny  nie są moją specjalnością. Nie lubiłam nigdy ich świętować. Podobnie mam z Nowym Rokiem. A jednak dziś było mi dobrze. Bo wśród rodziców, i dzieci i mojego psa. Czyli najbardziej bezpiecznie, jak to jest możliwe. Dom wypełniony był miłością tak prawdziwą i pozbawioną pretensji ,że musiałam się tym podzielić ze światem.

Jutro już nie będzie moich urodzin. Jestem starsza i starsza. Mam trochę zmarszczek na twarzy i kilka, sporadycznych srebrnych włosów , których jeszcze nie widać. Zatem ciągle jestem młoda w ciele. Mam nadal zbyt mało wspomnień by wspominać.  Zbyt wiele marzeń, by je zrealizować. Mam życie, na jakie sobie zasłużyłam i świat, jaki wybrałam.

Nikt nigdy ode mnie nie wymagał bycia kimś innym niż jestem. To wielki prezent od losu. Jestem chronicznie zachwycona życiem.

Mam tylko jeden żal, że takie chwile jak dzisiaj nie mogą trwać wiecznie. I nie chodzi wcale o przeciekającą młodość przez palce codzienności. A raczej o to, że z każdym dniem mam coraz większą świadomość tęsknoty za tymi, których kocham. Nie da się Ich zatrzymać jak na zdjęciu. Czas zabiera mi wszystkich po trochu. I starszych, i malutkich. A przecież żyję dla Nich.

Sama czuję, że jestem tylko pyłkiem. Nic mi do losu i historii. Ale ten żal coraz bardziej niepokoi i skłania do refleksji.

Wielki Kołakowski napisał. "Po pierwsze przyjaciele."

Ale tu, raz jeden mnie nie przekonał. I piszę po pierwsze - rodzina.

Lubię swoją datę. Lubię jej cyfry i zapach frezji i róż. Zawsze dostawałam albo jedne , albo drugie. W lutym mało jest kwiatów. To jeszcze nie czas na zapachy wiosny.Ale ja dostawałam pachnące bukiety.

Postaram się zapamiętać te 39 urodziny. Byłam szczęśliwa beztroską kochanych.

niedziela, 17 stycznia 2010
Zaproszenie na relację z wystawy w NY

Zapraszam do relacji z aktualnej wystawy Emocjonalistów w NY, gdzie można obejrzeć również moje prace . Dziękuję Wszystkim za odwiedziny.

Patrycja Todo

.

 http://malapolska.in/mediadetails.php?key=2d6c0847bbd76d057fd6&title=EMOTIONALISTS-PHOTO+TEAM%2C3

.

http://malapolska.in/search_result.php?tid=895&title=Todo

sobota, 09 czerwca 2007
Czereśnie

W ogrodzie mam drzewa czereśniowe. Już na początku maja zbierałam pierwsze owoce. Ale najsmaczniejsze, te czarne jak południowe wino dojrzały teraz. Ciężkie tak bardzo,że biedne drzewo się ugina pod sznurami czerwonych korali. Codziennie rano gdy tylko wstaję biegnę do tej czereśni. Jeszcze jest mi ciepło po nocnym przebudzeniu kiedy wkładam w usta chłodne od rosy owoce. Stoję tak ze stopami w wilgotnej trawie. W domu wszyscy powolutku schodzą się do kuchni. Tam zaraz będzie pachnieć kawą, rozgości się słodko gorące dla dzieci kakao ... Ale ja tych kilka minut mam jeszcze dla siebie. I dla tej hojnej czereśni. Czasami słońce mi akompaniuje a czasami kapuśniaczek delikatnie skrapia tę tajemnicę. A trwa to zaledwie tydzień, może kilka dni więcej. Potem owoce zaczynają chorować. Każda czereśnia jest jak dojrzały grzech. Maleńkie robaczki mają ciepłe schronienie przy pestkach i niszczą sobą od środka to co tak kusząco wygląda wśród liści. Dlatego muszę się bardzo śpieszyć ze zrywaniem jeszcze nie zarażonych owoców.

Jak tylko budzę się biorę psa na ręce. Znoszę po białych schodach do ogrodu i biegnę do tej mojej czereśni. Ptaki jak oszalałe ze szczęścia śpiewają w wiecznie zielonych igłach sosen jakie wypełniają ogród. Pachnie żywicą i dziewiczym porankiem. Wilgoć miesza się z cytrynowym słońcem. Nad głową soczysta zieleń i czereśnie jak czerwone korale kiedyś z gliny wypiekane. Delikatnie acz ze zdecydowaniem dłoń ma sięga po kolorowe kulki. Wpycham  łakomie każdą w usta. Sok jak wino czerwone zawsze plami moje przebudzenie. Mój sekret odkryją potem dzieci w kuchni. Też będą chciały zjeść czereśnie. Mam dla nich zawsze w dłoniach schowane. Te najładniejsze. Pękate od cukru i nocnego kropienia.

Kawa czarnym ciepłem wypełniła już dom. Zamykam oczy. W chłodnych od ogrodu rękach trzymam zgrabny kubek. Jeden z wielu jakie kupuję wszędzie gdzie jestem. Kolorowe kwiatki porcelany przeciskają się przez palce. Jakby zazdrosne o słodki zapach czereśni jakie jeszcze przed chwilką trzymałam w dłoniach. Zapominam gdzie jestem. Nie ważne czy to Polska, czy Francja czy gdzieś jeszcze. Dzieci z okrągłymi od owoców  policzkami patrzą się wesoło na to moje zapomnienie.

Tak bardzo chce mi się wtedy żyć.

Tak piękne będę miała wspomnienie.



piątek, 23 lutego 2007
36 lat minęło..

jak pół dnia :)...

poniedziałek, 08 stycznia 2007
Zły początek mojego roku

Bardzo wiele osób tu do mnie zgląda. Wynika to ze statystyk i nowych wpisów. Witam i proszę o cierpliwość.Za kilka dni pojawią się pewnie nowe notki, zdjęcia. Wybaczcie jednak,że nic się nie dzieje teraz. W sobotę w moich ramionach zmarła moja trzysnastoletnia psinka. Emigrantka jak ja - nasza podhalanka. Jestem bardzo nieszczęśliwa. Straciłam kogoś bardzo dla mnie ważnego. Gadałyśmy w tym samym języku - bez słowa. Nie potrafię teraz już nic stworzyć ani napisać czegokolwiek interesującego o Francji. Wybaczcie tę niemoc blogową proszę. (W odpowiedzi na pytanie: zdjęcia robię aparatem nikonD70s. Cieszę się,że się podobają.) Pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło i wsłuchana w strasznie głośną ciszę domową wracam do wspomnień, kiedy było mi i mojej rodzinie tak dobrze z moją najwierniejszą z przyjaciółek - Misią.

  

piątek, 15 września 2006
Początek nowej przygody

Witam w moim nowym blogu poświęconym Francji, w której mieszkam prawie od dziesięciu lat. Nie będę opisywać mojej prywatności ale to co uważam za ciekawe w codzienności Polki żyjącej i posiadającej rodzinę w kraju Galów. Opinie jakie bedę tu przedstawiała są wyłącznie subiektywnym spojrzeniem na sprawy jakie mnie dotykają. Moje doświadczenia prawdopodobnie różnią się od tych co inni, odwiedzający mnie blogowicze tu doświadczyli. Opiszę wyłącznie to co odczuwam , co dostrzegam, co mnie cieszy lub razi. Wiele rzeczy zupełnie prozaicznych w jednym kraju staje się zaskoczeniem w innym państwie. Wiele spraw jest tematem tabu a jednak stanowi część naszego życia.

Ponieważ prowadzę praktycznie sama dom rodzinny, z dwójką małych dzieci, które staram się nauczyć polskiego. Ponieważ publikuję inny blog, piszę dużo i jestem w trakcie realizowania planów życiowych. Ponieważ wreszcie internet nie stanowi kwintesencji mojej egzystencji, ale jest wyłącznie jej dopełnieniem, nie będę poświęcać temu blogowi bardzo dużo czasu. Postaram się jednak pisać regularnie nowe notki i pokazywać nowe fotografie .

Będą tu wklejane zdjęcia, które wykonuję zupełnie sama, bez fotoszopowych ugładzeń. Postaram się w sposób najbardziej prosty opisać jak się mi żyje we Francji. Ponieważ nie zamieszkałam w niej jako emigrantka polityczna, ani zarobkowa, a znalazłam się tutaj tylko i wyłącznie przez przypadek, wolna jestem od kompleksów i frustracji, także problemów z jakimi wielu moich rodaków się boryka.

Mam 35 lat, męża Francuza i dwóch synków. Mieszkam 20km od Lyonu w którym spędzam większość czasu. Żyję jak większość przeciętnych Francuzów. Z Polski wyjechałam definitywnie 17 lat temu. Mieszkałam w wielu miejscach, państwach i kontynentach. Teraz jestem we Francji i jej poświęcam tę stronę.