Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
piątek, 13 października 2017
Chrzan z harissą
*
W maju byłam w Polsce na kilkudniowej wycieczce samochodem. W tym samym czasie, jeszcze wtedy kandydat na prezydenta - Macron, chcąc się podlizać elektoratowi robotniczemu we Francji, głośno krytykował polski liberalizm ekonomiczny. Wytykał dumping socjalny w UE, jaki toczy się między krajami starego bloku wschodniego, a zachodnim kapitalizmem socjalistycznym. 
Chodziło konkretnie o ogłoszoną na wiosnę likwidację francuskiej fabryki Whirlpool'a i przeniesienie jej do Polski. Winę za utracone miejsca pracy miał ponosić polski system, gdzie pracownik opłacany jest dużo mniej niż francuski robotnik.
Niesprawiedliwość międzynarodowa czy konsekwencja nieuregulowania podstawowych problemów w Europie?
.
Tymczasem sprawa jest prosta. We Francji od lat firmy płacą gigantyczne podatki i świadczenia socjalne na niespotykanym w innych krajach poziomie. Koszt produkcji jest znacznie większy a marże małe. Przemysł obumiera i ogromna ilość inwestorów regularnie przenosi od lat produkcję do bardziej atrakcyjnych krajów. To właśnie się stało z Whirlpool'em.
.
Macron chciał wygrać wybory i je wygrał. Naturalnie nie tylko dzięki jego beznadziejnym poglądom na temat braku socjalizmu na Wschodzie. Ktoś mu chyba powoli zaczął tłumaczyć, że polska specyfika ekonomiczna jest związana właśnie z dziedzictwem post socjalistycznym. Do tego Niemcy, nie mając zbyt ochoty kłócić się z ich wschodnimi sąsiadami, dość szybko wyciszyli krzyk Francuza. Udało mu się jednak stworzyć obraz prezydenta, który znowu daje lekcje innym, jak mają żyć. Stara, sprawdzona francuska metoda leczenia kompleksów narodu, który kiedyś był mocarstwem.
 .
Znowu winę za problemy francuskie ponosił zewnętrzny wróg. To nie socjalizm, tylko liberalizm ekonomiczny odpowiada za nieszczęście francuskich robotników! Arogancją antypolską zdobył serca wielu rodaków, ale inni nie nabrali się na tę fanfaronadę. Macron nie jest kochany we Francji, nie jest też odrzucany. Wszyscy czekają na to czego dokona. 
W Polsce, wrogowie PISu cieszyli się naiwnie, że nareszcie ktoś nastąpił na piętę Kaczyńskiemu i osłabi obecny rząd.
 
Niestety inaczej to wszystko widziałam. Przy aktualnej, narodowościowo nacjonalistycznej propagandzie PISu, niefortunne wystąpienie kandydata Macrona spotkało się niemal natychmiast z krytyczną reakcją wielu Polaków. Zachowanie kandydata na prezydenta tylko wzmocniło pozycję polskiego rządu wewnątrz Polski. Nie będzie Francuz pluł nam w twarz! Rząd znowu pokazał, że nikt mu nic nie będzie dyktował, a naród to łyknął bez gryzienia.
.
Trzeba przyznać, że Macron zaatakował Polskę z fatalnej strony. Był w totalnym błędzie. Dziś się z tego wycofuje, bo inaczej nie będzie mógł reformować kraju, a takie ambicje ponoć ma. Najgorzej, że to, co było warte krytyki w polskiej polityce , niestety zostało ominięte przez francuską propagandę. A przecież jest co krytykować. problem w tym, że media francuskie mają totalnie w poważaniu to, co wyprawia się nad Wisłą.
.
Jechaliśmy z mężem na Hel, a potem na Mazury naszym francuskim samochodem. Zachwycaliśmy się widokami, objadaliśmy golonkami, pierogami. Z przyjemnością patrzyliśmy na ulice europejskie bez czadorów i przebranych dziwnie ludzi. Uwielbiam wracać do Polski, a mój mąż jest totalnym fanem mojego kraju.
Słuchałam radia i wylewających się zewsząd informacji na temat kryzysu polsko francuskiego. Na światłach trąbili na nas ludzie. Nie zrobiliśmy nic złego. Ruszaliśmy o czasie, nikomu nie przeszkadzając. Ale oni trąbili . Przeszkadzaliśmy? Bez wątpienia inni też słuchali informacji.
 .
Po trzech dniach pobytu w Polsce wracaliśmy do domu. Na autostradzie z daleka w lusterku zauważyliśmy zbliżający się punkt. Jeden z największych modeli BMW, cały pomalowany w panterkę zbliżał się z ogromną szybkością. Mimo ciężarówek i małej ilości miejsca, udało się mężowi zjechać na prawy pas. Wyprzedziła nas para militarna " beemka " i pojechała dalej. W kilka minut później nasze samochody zrównały się. Po mojej prawej stronie widziałam ogromny samochód, a na jego oknach przyklejone flagi Polski. Za kierownicą siedział umięśniony, rosły mężczyzna z wygoloną głową w podkoszulku moro. Na bicepsie widoczny był biało czerwony napis "Wolna Polska", a na czaszce , tuż nad karkiem wytatuowanego miał orła. Mężczyzna z nienawiścią spojrzał się na nas, pokazał nam środkowy palec, dając do zrozumienia , że "nas pieprzy" i przyspieszył z ogromnym warkotem silnika. Serce biło mi mocno, bo spotkanie przy szybkości 130km, oko w oko z patriotą, nie zostawia bez wrażeń. 
- Prawdziwy Polak : przedstawiłam mężowi odjeżdżającego kierowcę i starałam się dalej wyszukiwać bociany na zielonych polach.
. 
Opuszczałam Polskę z mieszanymi uczuciami. Zwłaszcza, że dokładnie w tym samym czasie po ulicach Warszawy przemaszerowały oddziały ONR. Zdjęcia w internecie wyciskały mi łzy z oczu. Czy to aby takiej Warszawy chcieli moi dziadkowie, moje babcie? Czy to tak ma wyglądać nasza nowa Polska? Te zielono czarne flagi, twarze, czarne buty i straszne hasła na Nowym Świecie. Jaki nowy świat? Jakiś demon, koszmar ze źle napisanej historii. Przecież 13 artykuł Konstytucji wyraźnie zabrania odradzania się nazizmu i komunizmu. Nie ma prawa! Nie ma sprawiedliwości! Warszawski bruk nie zasłużył sobie na taki ONRowski marsz w 2017roku!
.
Powróciłam do Francji. W krótkim czasie potem Macron został wybrany na prezydenta. Ponura wizja wygranej nacjonalistyczno socjalistycznej Marine LePen z FN( Frontu Narodowego) odeszła w przeszłość. Nikt, nadal we Francji nie zadaje sobie pytania dlaczego i jak to się stało, że właśnie ta partia doszła do finału?
Nikt nie chce wyciagnąć wniosków, bo trzeba by spojrzeć prawdzie w oczy.
Francuzi mają dość islamskiej mniejszości, nie chcą żyć wg norm zachowania afrykańskiej populacji, mają dość rozdętej, europejskiej biurokracji, przywilejów unijnych technokratów i nie chcą więcej płacić podatków na biedną i wymagającą emigrację z Afryki i Azji. Dlatego zagłosowali na FN i przegrali....do następnego razu.
.
Dziś, prezydent Macron nie mówi już wiele o Polsce. Kilka dni temu w sprawie Whirlpool'a powiedział przyciszonym głosem, że kraje w UE nie funkcjonują dokładnie tak samo i pracownicy francuscy muszą się przygotować na szukanie nowej, innej pracy. Przerażeni wizją zarobkowania nawet 200 km od miejsca ich zamieszkania robotnicy, w niewiadomym jeszcze zawodzie, jakoś mało są usatysfakcjonowani poglądami prezydenta. Od lat we Francji wmawia się im, że socjalizm jest uniwersalną formą idealnego życia.Celem, jaki powinno się osiągnąć w Europie. Od lat związki zawodowe wywalczyły całą masę przywilejów, praw i udogodnień nie licząc się z kosztami, jakie będą one wymagały. Nikt tym biednym ludziom nie powiedział, że zbyt dużo "socjalu" zabije "socjal".
 .
Biznes jest biznes. Nikt nie będzie zmniejszał marży , tylko dlatego, że Francja jest socjalistycznie rozpasana. Głównym celem każdej normalnej firmy, korporacji, fabryki jest zarabianie pieniędzy, a nie miłość międzyludzka o której tak chętnie opowiada bajki francuska lewica. Przemysł, sparaliżowany normami, podatkami i chronicznym nieróbstwem  boryka się z immobilizmem. Od lat produkuje się we Francji mało i wcale nie tak dobrze. Od lat Francja nie może sobie poradzić z gigantycznym bezrobociem i deficytem. Dług francuski sięga 100% PKB. To już nie są żarty!
 
.
Nowy prezydent chce oficjalnie tę sytuację zmienić. Dekretami rządzi Francją, omijając parlament, strajki, związki i gadulstwo. Doskonale zna system francuski  i wszystkie jego wynalazki i sprytnie nim manipuluje. Nie wiadomo jakie będą skutki. Na razie , jeśli będzie tak skuteczny, jak w walce medialnej z PISem - cienko to widzę. Ale mam nadzieję że się mylę. Niestety arogancja i bezduszność monologów prezydenckich budzi raczej niesmak u wielu Francuzów. Macron nie posiada klasy Chiraca, elokwencji Mitterranda, i humanizmu Pompidou. Ale wszyscy czekają co będzie dalej. Gorzej jak za Hollanda już chyba być nie może.
.
 
Polityka, polityka... po co ciągle o tej polityce? Chyba do końca się nie da o niej nie myśleć. Jej wpływ jest przecież ogromny na naszą codzienność. Wystarczy kilka informacji w radiu i telewizji, a już rodzą się emocje i ludzie wygrażają ci z samochodów!  
Można starać się wierzyć, że to przesada, nadwrażliwość na reakcje na innych. 
Można w ogóle nie zwracać na to uwagi. Ale nic nie dzieje się bez przyczyny.
.
Ludzie, którzy są u władzy, tu czy tam, doskonale o tym wiedzą. Tylko od naszej indywidualnej mądrości zależy, jak bardzo będą mogli manipulować naszymi myślami i reakcjami. Tylko od naszej skrupulatnej analizy codziennego świata będzie zależało, jak bardzo uda się nam obronić naszą wolność i niezależność myślenia!
.
Za kilka dni będę w Warszawie. Bez francuskiej rejestracji, nie będę testować poziomu niechęci Polaków do Francji. We Francji nie odczuwam raczej żadnych widocznych odczuć do cudzoziemców. Francuzi koncentrują się na nielubieniu Arabów i integrystów islamskich, jak i migrantów afrykańskich, jakich w dużych miastach bardzo widać. Na szczęście wiele osób rozgranicza powtarzając , że nie wszyscy Arabowie są terrorystami. Na szczęście nie wszyscy biali są rasistami. Niestety coraz więcej czarnych się nimi staje.
.
Dla Polaków problemy rasowe, wielokulturowość, wielorelgijność, to tematy z ekranu. We Francji to obsesja i codzienny lejtmotyw. W Polsce jest monochromatyczny monolit katolicki. Polacy dzielą się tylko na propis i antypis i na tych jeszcze, co chrzanią politykę i chcą zarobić na lepsze życie, by podróżować i jeść smaczną karkówkę z grilla. To też sposób na przetrwanie. Tak właśnie chcę dalej żyć. Tak jest bezpiecznie.
.
Tylko dlaczego zadrżało mi boleśnie  serce dwa dni temu, gdy Katalonia wystąpiła o rozwód z Hiszpanią? Bo może...
Ale to już inna historia o czym jutro.  
czwartek, 12 października 2017
Zmiany bez zmiany
Mój ostatni wpis na tym blogu jest z 2 lutego. Pięć dni później umarł w mych ramionach mój ukochany pies. Ogromny, pięcioletni owczarek podhalański Baca. Przez równo rok walczyłam z rakiem na którego zachorował i który uaktywnił , jak się okazało genetyczną padaczkę. Baca znosił dzielnie operację usunięcia połowy pęcherza, dużo trudniej było z epilepsją. Ta ostatnia męczyła mego przyjaciela przez 12 miesięcy , atakami co 3, 4 tygodnie. Cierpiał i wracał do jako takiej równowagi. Dawałam mu lekarstwa dokładnie co do minuty o 7ej i 19tej. Nie można absolutnie zmieniać ani godzin, ani niczego, co mogłoby w jakikolwiek sposób wybić psa równowagi. Starałam się jak mogłam żeby go uratować i ulżyć.
 
Na jesieni zeszłego roku mój tata dostał udaru. Świat się walił, odległość między Francją , Polską stała się nieznośna. Ale obroniliśmy się. Tata wrócił do zdrowia, ja mogłam szybko przylecieć , odlecieć. Rodzina jest cała. Cieszę się, że się udało. To duża wygrana.
 
Baca chorował dalej i był zmęczony ale wciąż piękny. Młody, w sile wieku owczarek podhalański jest chyba najpiękniejszym ze wszystkich psów. Jego widok pozostanie w mej pamięci jak jedno z najmilszych wspomnień mego życia. Tulił się do nas. Potrzebował spokoju, miłości, opieki . I to dostawał . Ale się nie udało. Po roku rak wrócił i zabrał mi mojego przyjaciela.

Nigdy nie dawałam sobie rady z pożegnaniami. Muszę przyznać, że to cecha, która utrudnia ogromnie życie włóczęgi. Mieszkając w różnych miejscach, wszędzie wiłam gniazdo i znajdowałam znajomych, przyjaciół. Każda przeprowadzka okupiona była oderwaniem się od nich. Każdy wyjazd zakończony bolesnymi pożegnaniami i tęsknotą. Ale śmierć, to coś dużo gorszego. Bo wiesz, że już nie możesz zadzwonić, że nie możesz się spotkać. Że nie ma powrotu! Śmierć psa, kota, nie jest wcale lżejsza od śmierci ludzi. Tęsknimy za dźwiękami, jakimi wypełniają nasz dom, za wzrokiem, ich oddaniem. Tęsknimy i nic tego nie może zmienić.

Baca umarł w lutym. 23ego tego samego miesiąca są moje urodziny. W tym roku, 23 lutego, urodził się w Polsce inny biały piesek. I teraz jest u mnie. I rośnie, i znowu wypełnia dom swoim podhalańskim bytem. Nazwałam go Tango. Jest mi lepiej , bo przyzwyczajona do Bacy , trudno mi było w domu bez naszego ogromnego przyjaciela. Tęsknię jednak do mojego chorowitka. Miłości nie da się zastąpić. Możemy tylko powiększać nasze serce.

Choroba, śmierć, oddalenie, pożegnania, wszystko to uczy pokory. Od wielu miesięcy staram się jak najmniej oceniać sprawy polityczne, ludzi, wydarzenia. Wychodzi mi to różnie. We Francji były wybory. Jestem niezadowolona z ich wyniku. Chciałam żeby wygrał Fillon. W Polsce toczy się bitwa o Smoleńsk. W Europie nikt absolutnie nie podejmuje żadnych kroków żeby rozwiązać problem migracyjny ludów afrykańskich i muzułmańskich. To zły znak bo ten problem zmienia definitywnie cywilizację europejską. Z każdym miesiącem, coraz bardziej Zachód przyzwyczaja się do myśli, że terroryzm islamski osiedlił się już na stałe. Słyszę zaskakujące poglądy, że w wypadkach samochodowych ginie znacznie więcej ludzi jak od noży szaleńców. To przeraża. Sprawa migrantów obudziła nacjonalizmy. Stare demony kontynentu odradzają się w partiach politycznych, ruchach obywatelskich. Jak hydrze wyrastają nowe głowy o faszystowskich albo komunistycznych marzeniach. ONR, FN i wiele innych. 
Tymczasem media francuskie opowiadają bajki o "szalonych ciężarówkach" (bardzo modny model w świecie zachodniej motoryzacji), o "cierpiących na psychiczne choroby" allahagbarowych nożownikach, o tym, że islam jest miłością, a czadory to "świadectwo wyzwolenia samo o sobie decydujących kobiet". Media francuskie opływają obłudą i oportunizmem.
Z drugiej strony moi polscy rodacy rozciągają wokół granic różańce, jakby to były druty kolczaste, zasieki chroniące święte terytorium królestwa Jezusa! Jakieś  koszmarne zachowania, przygłupiaste zabobony i poglądy stają się nową twarzą Polski. Po moim rodzinnym mieście chodzi co miesiąc jakaś sekta i opowiada o poszukiwaniu prawdy smoleńskiej. O co chodzi w tym scenariuszu? Już NIC nie rozumiem. Nawet się nie staram zrozumieć.
Moje koleżanki chodzą zdesperowane z parasolkami, bo boją się, że ich córki będą dorastały w krainie Mieszka Iego a nie nowoczesnym XXI wiecznym kraju. Ale parasolką nie da się ochronić przed głupotą! to jest absolutnie nie możliwe. Od tego są szkoły. No ale w szkołach uczy się spowiedzi i jakiś dyrdymałów a nie teorii względności.
Oglądam sprawy polskie już zza mgły. Nawet nie chce mi się już czytać o tym, co kto powiedział, i co znowu podpisał prezydent , którego widzimy wyłącznie na kolanach. A swoją drogą, czy nie mógłby w końcu wstać z tych klęczek, bo to do cholery nie podobne, żeby głowa dużego państwa ciągle na ziemi klęczała oczekując na opłatek i chwilę miłosierdzia!

O... i znowu mi się nie udaje obojętnie żyć. Chcąc nie chcąc myślę i zastanawiam się w jakim ja świecie żyję?
Wokół liońskiej szkoły moich dzieci chodzą cały czas żołnierze. Trzy grupy po ośmiu uzbrojonych po zęby wojskowych. To tak na wszelki wypadek. Normalna sprawa w centrum Europy. Dzieci wybiegają ze szkoły . Odsuwają lufy na bok, bo czasami biegnąc do autobusu , wpadają na tych żołnierzy. Mam się cieszyć, bo państwo dba o bezpieczeństwo moich synów. Cieszę się.
Codzienne obrazy Francji mimo tych żołnierzy, nie są dramatyczne. Właściwie nic się nie zmienia. Podatki ciągle płacimy gigantyczne. Benzyna coraz droższa, bo wg nowego rządu , droga benzyna jest bardziej ekologiczna. Islam, którego wyznawców dostrzegam coraz więcej, z racji ich śmiesznych przebrań, jest nadal religią miłości. Sałaty i wino są równie dobre jak kiedyś, ludzie narzekają, jak kiedyś. Nawet codzienny widok siusiających na poboczu mężczyzn nie uległ zmianie. Można nawet powiedzieć, że sikający Francuz jest jakimś kojącym pewnikiem, że cokolwiek by się nie zdarzyło, to Francja jest wieczna i niezmienna. No może troszeczkę. Ale o tym jutro...