Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
piątek, 14 października 2016
Otwarta zawsze parasolka
Z trudnością wracam do bloga. Prawdopodobnie dlatego, że nie lubię narzekać przy innych i psuć dobry humor. To tak, jakby rozdmuchiwać marzenia niczym dmuchawce na przekwitłej jesienią łące.
Dla Polaków, zwłaszcza wielu Polek, Francja jest piękna, wyjątkowa pod każdym względem. Te pomniki, pejzaże, wszystko to, co opowiada o tym wyjątkowym kraju. Obrazy, filmy, piosenki...miasta, miasteczka, wybrzeża...
Kiedyś zachwytów szukało się w książkach, słuchało radia, telewizji.
Dzisiaj, większość sięga do Internetu...O... coś o Francji...
I wyskakuje mój blog.  I każdy francuskoholik przegląda, czyta ...
Wybaczcie mi, że tyle krytyki, zniechęcenia. Wybaczcie, że nie maluje pastelami..., że pisałam o terroryzmie, o strachu, o tej całej ponurej sytuacji.
....................................................................................
Od prawie dwóch lat staram się odnaleźć i dopasować do tej zmieniającej się na naszych oczach Europy. We Francji socjaliści, za granicą niemieckie wynalazki, a w Polsce PiS, wybrany demokratycznie przez moich rodaków.
Poczułam się, jak laboratoryjna mysz, której jedynym celem istnienia jest przeżyć mimo wszystko . Wszczepia jej się raka, daje przedziwne rzeczy do jedzenia, leczy, przegania po labiryntach i obserwuje. 
Śledziłam informacje, czytałam polityczne książki, dyskutowałam, rodzinnie, koleżeńsko, wszelako i wszędzie. Im więcej, tym gorzej się czułam. Tak, jakby coś dużo silniejszego, niezależnego od mojej woli dyrygowało moim światem .
Nie ma oczywiście żadnego znaczenia fakt, że zupełnie nie podoba mi się sytuacja polityczna Polski. Nie ma znaczenia, co myślę o destrukcyjnej polityce francuskich socjalistów. Jeszcze mniejszą rolę , bo nijaką, ma moje negatywne zdanie na temat europejskiej polityki dotyczącej migrantów, wojny w Syrii czy stanowiska wobec Turcji.
Nie ma znaczenia co myślę, jak czuję i tak, ktoś mnie zaszufladkuje do któregoś z wielu labiryntów. Jak tę mysz. 
Jeśli nie chcę płacić podatków wydawanych potem przez rząd na pomoc emigrantom, to jestem szybko uznana za faszystkę. Jeśli nie chcę ,żeby moje podatki wydawano na budowę kościołów, czy meczetów , jestem diabłem. Jeśli nie chcę, żeby moje dzieci oglądały seriale z całującymi się homoseksualistami w tv, to jestem homofobem. A jak nie wstydzę się opalać nago przy moich dorastających dzieciach , to jestem zboczona. Poza tym mogę nie chcieć patrzeć na całujących się homoseksualistów i akceptować ich małżeństwa. Tak, to jest wykonalne. Mogę nawet zaakceptować, że ktoś jest wierzący w siłę wyższą, ale nie koniecznie uznawać to za objaw mądrości. Mądrość znajduję tylko w książkach, naukowych rozważaniach, empirycznie potwierdzonych teoriach. Nie znajduję w nich boskich decyzji. I to już jest podejrzane. 
Mam problem podstawowy, nie pasuję do żadnej grupy. A, żeby przeżyć w świecie ludzi, trzeba należeć do grupy.
Na przykład grupa zakochanych we Francji , musi rozczarować się moim blogiem i tym bardziej książką. Książka żyje swoim życiem. Ale blog zdycha nie podlewany wielomiesięcznym milczeniem. I nie wiem, czy jest sens podlewać dalej.
.................................................................................
A jednak znowu tu jestem. Czyli może ten blog jest jak kaktus? Kłująca, niemiła roślina, która czasami kwitnie. Tak, jak taki jeden , w parku brukselskim. Podobno kwitnie raz na dziesięć lat. Słyszałam w radiu zachwyty, bo kwiat jest gigantyczny i niesamowicie pachnie. Słuchałam reportażu i myślałam, jak on może pachnąć. Gardenia wymieszana z bergamotkami, a może jaśmin , może imituje róże? uruchomiłam całą wyobraźnię zapachową. Mieszałam cedry z lemonką, konwalie z imbirem....I nagle jeden z biologów wytłumaczył w radiu, że ten wyjątkowy kaktus pachnie, jak rozkładający się trup w śmieciach z odchodami!  
Jak można było mi to zrobić? Zrobiło mi się niedobrze. Tyle zachwytu nad takim morderczym odorem? Nie rozumiem ludzi.
Często mi się zdarzają takie wpadki. Człowiek marzy, cieszy się z realizacji tych marzeń i co ? Nic. Nic poza smutkiem, że rzeczywistość pachnie trupem. Więc milknę. Marzę nadal ale po cichu.
......................................................................................
Mieszkam we Francji. Złoszczę się nadal, że dom, który tu mam, kocham i o niego dbam, w kontekście europejskiej geopolityki jest złą inwestycją w przyszłość. Mimo, iż ograniczam do minimum wpływ mediów informacyjnych na moją codzienność, i tak zalewają mnie przecieki dotyczące praw antyaborcyjnych i religijnego delirium Polaków. Przecieka tak mocno, że otwieram czarną parasolkę. Tak jest najbezpieczniej , żeby szambo politycznej głupoty nie zalało mnie do wyskrobanej śmierci. Od zalania można umrzeć, utonąć. Od zalania można też zapomnieć. Ach gdybym umiała zapomnieć o tych wszystkich beznadziejnych ludziach, których decyzje wpływają na mój mysi świat?
Niestety nie da się zapomnieć. No chyba, że w Nowej Zelandii. Ale tam jest daleko, nikogo nie znam i mój owczarek podhalański źle by zniósł podróż. To wszystko nadal nie jest proste.
Na szczęście mam jeszcze starego bloga, gdzie mogę sobie ponarzekać.
No to podleję jeszcze tego francuskiego kaktusa... I koniecznie pamiętam otwierać parasolkę.  
12:31, fabella
Link Komentarze (17) »