Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
wtorek, 24 września 2013
Francuski dziennik telewizyjny oskarża Polaków o sadyzm w Buchenwaldzie
.

List do Ambasady Polskiej w Paryżu


Piszę do Państwa w związku z bolesnym dla mnie i z pewnością dla wielu Polaków incydencie, jaki miał miejsce w mediach francuskich.  W dniu 23 września, w głównym wydaniu dziennika telewizyjnego France 2 o godz. 20, prowadzący program p.D. Pujadas odkrył przed francuskimi widzami, nową, jak sam określił, wizję życia w obozie zagłady Buchenwald. Posłużył się do tego 2 cytatami z nowo wydanej książki "Journal de Buchenwald", Jean'a Hoen'a. Przewodnią myślą tego reportażu, jak się okazało, nie było okrucieństwo Niemców w hitlerowskim obozie zagłady. W ogóle nie zostało wyraźnie podkreślone, iż chodzi o niemiecki obóz koncentracyjny. Szkoda , bo wiedza na temat II wojny światowej jest we Francji niewielka, a Francuzi, jeszcze do niedawna, w ogóle nie uczyli się o jej historii w szkołach. Wielu z nich nigdy, nie słyszało o obozie w Buchenwald, znając głównie historię obozów koncentracyjnych na terenie Polski. Świadectwa tej epoki są we Francji mało znane, a literatura, od ponad półwiecza - milczy. 

Podstawową informację, jaką przekazał pan Pujadas w poniedziałkowym wydaniu dziennika, było natomiast okrucieństwo, cytowana "przyjemność z sadystycznego" zachowania się Polaków w stosunku do francuskich więźniów. Mieli w ten sposób brać odwet, za brak interwencji Francji w momencie wybuchu wojny. 
Jean Hoen miał możliwość opisywania swoich przeżyć przez 2 lata pobytu w obozie Buchenwald. Kartki, jak i tusz były mu prawdopodobnie dostarczane przez rodzinę, w paczkach, do jakich mieli prawo francuscy więźniowie. Nigdy nie słyszałam o tym, żeby takie samo prawo mieli Polacy, Żydzi czy inne narody. I żeby w ogóle było możliwe pisanie pamiętnika w warunkach obozu koncentracyjnego. Ale jak widać wiele z tej książki można się dowiedzieć. 

 Nie wiem, jaka jest prawdziwa zawartość tego pamiętnika. Z pewnością poznam ją już wkrótce. Z żalem jednak stwierdzam, iż współczesny dziennikarz francuski wyciąga jako cytat przewodni właśnie ten fragment , poświęcony rzekomemu sadyzmowi Polaków, którzy sortowali w obozie ubrania , trupy i znęcali się na Francuzach. Dodaje przy tym bezwarunkowo, iż książka ukazuje nową prawdę o obozach koncentracyjnych. 

We francuskim dzienniku telewizyjnym  nie tylko przeczytano, ale podkreślono, wydrukowano na ekranie, fragment dotyczący zachowania Polaków. Nie przypomniano ani razu, iż katami byli Niemcy, a nie moi rodacy. 

 Reportaż ma wydźwięk wyjątkowo antypolski. Jest tendencyjny i nie ma nic wspólnego z reklamowaniem nowej książki o tematyce wojennej. 
Polaków pokazano jako oprawców. Hoen, jako dzielny weteran I wojny światowej i bojownik francuskiego podziemia, okazał się niemalże ich ofiarą.

Pan Pujadas nie pierwszy raz w informacjach stara się pokazać Polaków w świetle negatywnym, żeby nie powiedzieć niesprawiedliwym. Manipuluje w ten sposób opinią publiczną, co według mnie, jest obecnie modne, w tendencyjnych, lewicowych mediach publicznych. Zgodne z ówczesną niechęcią francuskich socjalistów do liberalnych Polaków, polskich hydraulików, budowlańców, którzy według wielu , bezwzględnie zabierają miejsca pracy Francuzom. Zgodne z propagandą socjalistyczną, gdzie wciąż szuka się winy z zewnątrz, miast krytycznie spojrzeć na własne błędy, źle prowadzonej polityki ekonomicznej kraju.

Pujadas jawi się jako dziennikarz sztandarowy obecnego rządu, którego popularność jest znikoma. W sposób skandaliczny oczernił imię polskich ofiar hitleryzmu, bezkrytycznie cytując fragmenty książki, której wartość historyczna jest jeszcze do przedyskutowania i sprawdzenia.

Dlatego proszę Ambasadę Polską w Paryżu o ustosunkowanie się i interwencję w tej sprawie. Myślę, że Polacy powinni chronić dobre imię naszych przodków. Zwłaszcza wtedy, gdy oddawali krew za naszą i waszą wolność. 
 
    Mój list jest również opublikowany na stronach mojego blogu " Moja Francja". Mam nadzieję, że wielu innych Polaków we Francji, widziało i z równym jak moje oburzeniem, oceniło działalność dziennikarską pana Pujadasa.  
Z poważaniem

Patrycja Todo
poniedziałek, 23 września 2013
A siódmego dnia Bóg powiedział : Bon Appetit
.

.

Obrała warzywa, dodała podudzia z kurczaka i kostkę maggi. Uwijała się żeby zdążyć przed południem, bo między 12tą, a 13tą wszyscy będą głodni. Jeszcze sałatka z pomidorów, bazylia z ogrodu, oliwa... No i czy różowe wino jest w lodówce? Obrus, serwetki , dzbanek z wodą... wszystko jak należy. Teraz jeszcze deser. Ojej jeszcze trzeba lecieć do piekarni,  po bagietkę.... Czy ktoś w tym domu może mi pomóc?!!!!!!!!!!!!!!!

Niedziela to czas odpoczynku. Przecież nawet w Biblii nakazano! Ależ skąd , zależy dla kogo. Z pewnością nie dla Francuzki, ani żadnej innej kobiety prowadzącej dom rodzinny na terenie Francji. 
Bo przecież w południe jest obiad, a przed obiadem aperitif. Po aperitifie zakąska , pod postacią sałatki, melona, albo innej surowizny. Potem ciepłe dania , koniecznie z mięsa, ryb albo drobiu. Do tego muszą być warzywa, pod każdą gotowano-duszono-pieczoną postacią. A potem sery, desery, owoce i kawa.  

Z wypoczynku porannego w niedzielę, pozostaje gonitwa po kuchni minimum w granicach godziny 10 tej. Posiłek trwa aż do 14.30, a nawet 15tej. Potem trzeba posprzątać, na co nie ma nikt ochoty z wyjątkiem tych,  co muszą. Pan domu zazwyczaj daje dyla do łóżka, bo po obiadowa siesta  sprawą świętą, imperatyw nie do ruszenia. A potem, ewentualny spacer z dziećmi, bo jest przecież niedziela!  I nim się odetchnie, już jest 17ta, a to przecież czas podwieczorku. Najlepiej z jakimś ciastem, sałatką owocową i kawą. I nim się obejrzysz już jest siódma. A wtedy zaczyna się znowu aperitif. Winko, pastis, orzeszki i powolne zerkanie w stronę kuchni. Bo o ósmej wieczorem rodzina zasiada do kolacji. Scenariusz powtarza się z południa. Sałatka, warzywa, zupa, albo pieczeń, deser, ser, jogurty i owoce. Gdzieś koło 22ej rodzina odpoczywa po zwykłej, francuskiej niedzieli, a pani domu czeka z radością na poniedziałek. 

Wtedy pójdzie wreszcie do pracy - odpocząć, zje obiad w południe na stołówce, lub w restauracji, a wieczorem, ugotuje makaron i poda go rodzinie z dużą satysfakcją posypując tartym, żółtym serem. Dodając wesoło : Bon appetit !!!


czwartek, 12 września 2013
Dynia z makiem
.
Nic mi się nie stało złego. Nie zabito, nie zgwałcono, nie ukradziono. Nie zostałam wciągnięta do żadnej sekty , ani nawet nie przeszłam , na tak modny obecnie, homoseksualizm. Nie wygrałam również w euro miliona mimo, że bardzo chciałam wygrać. Natomiast przeżyłam dość aktywnie od ostatniego wpisu blogowego. Wynikiem czego, na wiosnę będzie można kupić moją książkę "Moja Francja" w Empiku. Co do detali będę powiadamiać na bieżąco. Książka jest już u wydawcy, napisana, zredagowana, z fotografiami... 

Tymczasem we Francji szaleje socjalizm, dojrzewa islamizm i szerzy się "kryminalizm". Media z lubością mówią o coraz większej liczbie rozbojów, kradzieży i bezkarności łobuzów. Podobno są miasta, gdzie naprawdę strach się bać, a co dopiero wyjść na ulicę. 

W Lyonie aż tak strasznie nie jest. Wieczorami arabskie chłopaki z przedmieść, odprawiają w centrum rodeo w imponujących Lamborghini i Ferrari. Policja nie reaguje, bo po co. I tak nie ma prawa im nic zrobić, bo to nieletni, a  w więzieniach nie ma już miejsc. Dziś wypuszcza się na wolność nawet tych, co nigdy nie powinni trafić do życia w społeczeństwie. Tym bardziej nie ma co zaprzątać sobie głowy jakimiś miejskimi "piracikami"  z motoryzacyjną fantazją.
  
Młodzi kierowcy nic takiego złego nie robią, poza warczeniem silnikami i jazdą na czerwonym świetle. Skąd mają na takie auta? Nie wiem. Uczono mnie , że nie jest ładnie być ciekawym. Sądząc z wyglądu właścicieli samochodów, to chyba, prawdopodobnie, nie są biznesmenami. Profesorami też chyba nie. Poza tym pracownicy naukowi nie zarabiają dużo. Z tego, co mówią dziennikarze , wynika, że ci energiczni chłopcy, to najprawdopodobniej handlarze narkotyków. Ale ja się nie pytam, bo to nie moja sprawa. Uważam , że trzeba patrzeć optymistycznie, jak prezydent Hollande. Może Ci chłopcy mają po prostu talent do interesów?
 
Siedzę sobie w domu , z dużym ogrodem i staram się zachować równowagę. W Lyonie nie jest niebezpiecznie, tylko czasami trochę "inaczej". Tu gdzie mieszkam, to mam może nie "inaczej", ale za to cicho i według moich własnych zamierzeń. 
Na wiosnę podjęłam decyzję o narodzinach ogrodu. Przekopałam się prawie do jądra ziemi. Dobierałam torf, kwaśność i obserwowałam nasłonecznienie. Kupiłam sobie książki i poradniki. Wzięłam abonament na "Ogród i dom","Grządka twój świat", kwiatki, bliny, krzaki, kłącza i cebulki. Ratowałam pszczoły od pestycydów pobliskich pól i sadów. Doprowadziłam rodzinę do bliskiego bankructwa, z powodu podlewania hortensji w klimacie śródziemnomorskim . Słowem, dorobiłam się ducha ogrodnika i domowego piecucha.

I co teraz ? Zaraz wszystko się zrobi rude, skurczy się w ziemię i będę czekać na to, co ewentualnie wyrośnie na wiosnę. Ziemia uczy cierpliwości. Miałam dużo pracy. Miałam dużo satysfakcji. Mam mniej pieniędzy i obolałe plecy od pracy w ziemi. Ale jakie róże! Jakie kolory, jakie zapachy! Lawenda wmieszana w rozmaryn. Tymianek wpatrzony w miętę.  Proszę państwa, nawet oleandry i pelargonie stanęły na wysokości zadania. 
Natomiast dynia dała plamę. Kwitnie i kwitnie , ale nic z tego nie wynika. Może nie mam ręki do dyni?

Udało mi się w ciągu ostatnich sześciu miesięcy osiągnąć stan wewnętrznego spokoju.  Albo ta praca w ziemi, albo skończenie książki, albo zwykła , kobieca dojrzałość sprawiły , że nie martwię się łobuzami w Lamborghini . Okutane w czadory baby, zupełnie mnie nie obchodzą. Agresorów, jakich wszędzie pełno, nie dostrzegam. Informacje o kolejnych niepowodzeniach socjalistycznych rządów, pomijam wzruszeniem ramionami. Ignoruję nawet kretyńskie wypowiedzi francuskich komunistów i im podobnych klonów.

Francja , podobnie jak wiele innych krajów, weszła na drogę dekadencji. Pogodziłam się z faktem , iż nie mam na to żadnego wpływu. Chyba udało mi się być szczęśliwą, mimo tej niemocy.

Bardzo wzruszyłam się wpisami, pod poprzednią notką. Jako osoba dość samotna w tłumie, bardzo się cieszę, gdy ktoś okazuje mi sympatię i zainteresowanie. Blog jest, trwa i towarzyszy w tej spokojnej codzienności. Pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło.

  
13:23, fabella
Link Komentarze (8) »