Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
środa, 22 września 2010
Szczęścia...

.
Są różne rodzaje szczęścia. Znalazłam w swoim życiu jedno, największe - bycie matką.
poniedziałek, 20 września 2010
11 przykazanie: nie pożądaj cienia sąsiada swego
Mieszkam w dzielnicy willowej. Ulice w dzielnicach willowych we Francji często są prywatne. Wtedy nawierzchnia, pobocze, a nawet cień, jaki dają prywatne drzewa, są prywatne. I nie ma co z tym dyskutować, nie ma co się dziwić. Na mojej, prywatnej ulicy, jaką dzielę z sąsiadami dzieją się prywatne przygody.
Spokój. Ogrody. Domy pełne cichych, życzliwych ludzi.

Każdego ranka wyjeżdżam do Lyonu aby zawieźć moje dzieci do szkoły. W godzinę później wracam do domu i stawiam samochód pod płotem mojego ogrodu. Ale kiedy jest ciepło, samochód nagrzewa się potwornie wystawiony całe popołudnie na pastwę promieni słonecznych. O godzinie 16tej wsiadam do piekarnika na kółkach i jadę odebrać moje pociechy z nauk. Pocę się przy tym potwornie, palę dłonie, pupę i narzekam na świat cały.
Mogłabym wstawić samochód do garażu i nie znosić podróży w rozpalonej puszce. Mogłabym tylko wjechać do własnego ogrodu i ustawić go w cieniu rozłożystych cedrów.
Jednak nie jest to takie proste. Cedry w słońcu wylewają strugi żywicy, a wtedy karoseria pokryta jest kroplami super glue. Chcąc uniknąć masakry dachu i maski, wybieram uliczny upał.
Ktoś mógłby spytać, a czemu nie stawiam auta w garażu? Cóż, odpowiedź jest prosta - leń. Leń zwycięża. Samochód jest duży. A dom jaki wynajmuję zbudował jego właściciel, który jest piekarzem. Piekarze francuscy są utalentowani. Jednak od bułek do architektury droga daleka. Dom jak dom, stoi. Ale żeby wjechać do garażu trzeba pokonać promień skrętu 90stopni, dwa wielkie, czterdziestoletnie cedry zasadzone blisko jak bracia syjamscy i jeszcze uważać aby nie poobcierać boków. Garaż ma wjazd przygotowany raczej dla małego citroena 2CV a nie dużego samochodu terenowego. Jeżeli nawet jestem w stanie dokonywać powyższe wygibasy każdego wieczoru, to jednak nie chce mi się męczyć w ciągu dnia.  Nie otwieram bramy , garażu, nie wprowadzam samochodu do środka, po to żeby w parę godzin później znowu wszystko otwierać, zamykać i składać się w paragraf.
Upał jaki znajduję po całym dniu stania w słońcu stał się z czasem bardzo uciążliwy. Odrzucając opcje ogrodu i garażu zaczęłam się zastanawiać co zrobić. Z pomocą przyszło mi drzewo sąsiada. Mieszka po drugiej stronie naszej, przecież wspólnie prywatnej uliczki. Ruchu u nas nie ma żadnego. Sąsiad jest młodym, sześćdziesięcioletnim, francuskim emerytem. W jego ogrodzie rośnie wspaniała sosna. Wielka jak moje cedry, rozłożysta, nic z niej nie kapie i rzuca wspaniały cień na ziemię. Nie zastanawiając się długo postawiłam samochód obok wąskiego pasa krotko przystrzyżonej trawy, pod płotem murowanym sąsiada. Miejsce absolutnie idealne. Nikt tam nigdy nie staje, przejazd pozostawał bezproblemowy, nie wadziłam nikomu, niczemu. Popołudniu wsiadałam do chłodnego autka i życie stało się piękne.
Jeden, drugi dzień minął. Błogosławiłam sosnę i beztroski spokój naszej prywatnej ulicy. Aż trzeciego dnia pod wycieraczką znalazłam dużą kartkę papieru zapisaną regularnym pismem i podpisaną nieczytelnie jakimś zygzakiem.

" Proszę o nie stawianie samochodu w cieniu mojego drzewa. Mieszkam u siebie i chcę mieć możliwość wygodnego koszenia trawy pod własnym płotem wtedy, gdy warunki atmosferyczne sprzyjają temu i kiedy mam na to ochotę lub nie. Jest wystarczająco drzew u pani w ogrodzie i istnieje możliwość korzystania z własnego cienia a nie mojej sosny!!!! "

..... no i znowu się jest mi gorąco, gdy jadę po moje dzieci do szkoły, a żona sąsiada jak nie mówiła dzień dobry, tak nadal nie mówi. Ja też już nie. A dla pocieszenia wiem,że innym sąsiadom, moja sąsiadka też nie mówi dzień dobry. Nie jestem zatem jedyną której jest dziwnie.

W dzielnicy willowej przy prywatnej ulicy, rosną prywatne drzewa i dają prywatny cień.

Jak dobrze mieć sąsiada co dba o prywatność i jedenaste przykazanie.