Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
sobota, 27 września 2008
Domy Francji

.

La Belle Vie -  Piękne życie

.

La Belle Vie by you.

.

czwartek, 18 września 2008
Obrazy Francji

Alet Les Bains, średniowieczne miasteczko położone u stóp pirenejskich gór, 100km na południe od Tuluzy. Leży w sercu krainy Katarów. Zamieszkiwane przez około 500 mieszkańców, posiada źródła wody z jakiej bezpłatnie korzystają mieszkańcy całego regionu. 

 

środa, 17 września 2008
Pocieranie bułki

Eliot (7lat) - No rusz się chłooopie! - pokręcając z dezaprobatą głową krzyknął maluch na stojącą przed nami ciężarówkę, która nie pozwalała nam pojechać dalej.

Jego cztero i pół roczny brat Armand, dodał łapiąc się za głowę - No właśnie juszaj chłopie, nie ma się czego bać. Oj chłopie, chłopie. Mama już dawno by juszyła!

Ach ta emancypacja....myślę.

W chwilę później Eliot patrząc na stojącą na poboczu ciężarówkę-burdelówkę( by zrozumieć patrz na http://mafrance.blox.pl/2006/10/Sex-we-Francji.html ):

-Oj mamo ta, to już chyba na amen się zepsuła. Ta czarna pani nie może jej już ruszyć. Ona stoi i stoi. Jak przed wakacjami.

Armand: - Mamooo a co będzie jak ona nie juszy?

-Synku pewnie ten pan ją zreperuje - myślę śmiejąc się do siebie w duchu.

Eliot na siedzącą w samochodzie obok nas panią w korku.-Ale się krzywi ta pani! No tak, typowa Francuzka. Czemu wszystkie są takie niezadowolone.

- Ależ nie , przecież mama Fanny, twojej koleżanki ze szkoły jest bardzo miła i uśmiechnięta. A przecież tez jest Francuzką! -odpowiadam, chcąc być jak najbardziej przykonywującą.

Eliot z powątpiewaniem - No tak, ale jej mąż jest Polakiem!

........

Wieczorem na kolację zrobiłam kalafior. Armand z dużą satysfakcją zjadł mówiąc - Wiesz co , ja bajdzo lubię taki kalafioj z pociejaną bułeczką. 

.........

 

poniedziałek, 15 września 2008
Wrześniowa Francja

11 września 2001 roku, około 14tej byłam, jak zwykle w tych godzinach, na spacerze z małym Eliotem i moją mamą. Mieszkaliśmy wtedy w Wersalu. Mój tata zadzwonił do mnie na komórkę i mocno zdenerwowany prosił żebyśmy wrócili do domu, a mi poradził zrobić duże zakupy. Powiedział tylko, że może wybuchła kolejna wojna, bo Stany Zjednoczone są zaatakowane, a WTC właśnie płonie.

Pobiegłyśmy wśród ślicznie przystrzyżonych alejek wersalskiego osiedla do domu. W chwilę później płakałyśmy już przed ekranem telewizji. Mój tata jeszcze wielokrotnie dzwonił z Warszawy by na bieżąco powiadamiać nas o tym, co się dzieje. Miał dostęp do najnowszych informacji i wiedział wszystko z pierwszej ręki. Mówił nam o wielu samolotach, których położenie jest sprawdzane i potwierdzane wszędzie w przestrzeni powietrznej. Nie wiadomo było czy kolejne latające bomby nie spadną na Europę. Właściwie nic nie było wiadomo na sto procent. A z trudno uwierzyć w ten czas.

Tego dnia piękna słoneczna pogoda w Wersalu. Eliot właśnie skończył 6 miesięcy. Cieszyłyśmy się z mamą rano z tego szczęśliwego półrocza. Teraz maluch leżał przestraszony zapłakaną babcią i panikującą przy telefonie mamą. Starałam dodzwonić się do bliskich. Przecież mamy tak wielu przyjaciół w NY! Tak wiele czasu spędziłyśmy w tym mieście, które nie wiedzieć, kiedy wpisało się w nasz życiorys. Również bliska kuzynka mieszkała w pobliżu znanych "Bliźniaków". Co się z nią stało?- Kołatało się nam po duszy. Przeraziło nas to, co zobaczyłyśmy na ekranie. Narodził się strach o jutro.

Mój mąż, czyli tata Eliota właśnie miał zebranie w jednym z wieżowców w Kuala Lumpur, w Malezji. Kiedy do niego zadzwoniłam, by powiedzieć mu, co się dzieje, nie chciał uwierzyć? W parę godzin później nie mogliśmy się już połączyć. Linie międzynarodowe były mocno przeciążone. W krótkim czasie, kiedy wiadomo było, iż jest to działanie Al Kaidy, zaniepokoiło nas jak zachowają się kraje muzułmańskie. Malezja jest przecież jednym z nich. Na szczęście nie narodziło się żadne inne zagrożenie. Tata Eliota wrócił dwa tygodnie później, oczywiście cały i zdrów. Tylko świat nie był już ten sam. Zniszczono względny spokój i bezpieczeństwo dnia codziennego, co z trudem udało się zbudować w Europie i Ameryce.

Nowojorski dramat sprawił, iż Francja, jak i reszta świata z niepokojem spojrzały na całą islamską społeczność. Dyskusje i krytyka posypały się z ust Oriany Fallacci, Huellebeck'a i wielu intelektualistów całej Europy. Zwykli ludzie z wyraźną niechęcią zaczęli patrzeć na Arabów i Turków. Sama uległam temu zjawisku, powtarzając ciągle, że oczywiście nie można wszystkich podejrzewać o terroryzm, ale to jednak w imię Allaha zginęło tylu niewinnych ludzi w Nowym Yorku! Nie czułam się już dobrze, gdy mąż rano wyjeżdżał do pracy do La Defense. Odżyły wszystkie wspomnienia ataków terrorystycznych w paryskim metrze i niepokój czy znowu coś się nie stanie złego.

Na szczęście dość szybko wyprowadziliśmy się z Wersalu. Zamieszkaliśmy w Condrieu, małej miejscowości na południe od Lyonu, gdzie wytwarza się jedno z najlepszych białych win. Dom położony wśród winnic, wieczorne śpiewy cykad i lekkie podmuchy mistrala pozwoliły nabrać dystansu do paryskiego hałasu i po wrześniowej psychozy.

Wiadomo już, że nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Długo tworzony pokój i demokracja w Europie noszą w sobie nowego czarta. Przyzwyczaiłam się do ewentualności zagrożenia. Madryt, Bali, Djerba. Londyn... Zadaję sobie czasami pytanie, kto jest następny na liście islamskich szaleńców? Trzeba z tym żyć jak z chorobą chronicznie rozwiniętą. Rdzenni Francuzi uspokoili trochę strach przed ludnością muzułmańską. Na szczęście, bo jest ona bardzo liczna we Francji. Stali się jednak bardziej nieufni do jej rytuałów, wyglądu i tradycji. Wykrzykują głośniej jak kiedyś, iż Republika to głównie państwo laickie a nie religijne! Dostaje się nawet katolikom, protestantom a nawet i Hindusom. Moja znajoma nauczycielka musi skrupulatnie chować swój maleńki komunijny krzyżyk pod sweter, kiedy idzie do szkoły uczyć dzieci fizyki. Jak laicyzm to laicyzm! Tak samo Żydzi muszą chować jarmułki do tornistrów, a muzułmanki zdejmują chustki.

Ma to wszystko jednak również negatywny skutek. Odnoszę pewne wrażenie iż, im więcej podkreśla się laicki charakter Republiki, tym bardziej dochodzi do zaostrzenia w przestrzeganiu szariatu wśród ludności muzułmańskiej. Nagle, tuż po 11 września 2001 roku, obnoszenie się z własną wiarą stało się odpowiedzią na bolącą ksenofobię. Stygmaty zamieniono w symbol przynależenia do danej mniejszości. I nie dotyczy to tylko Arabów. Ich jednak najbardziej widać. Coraz częściej spotykam w pobliskim Givors, kobiety zakryte czarnym czadorem, z nikabem w całości zasłaniającym twarz a nawet oczy. Postawa zupełnie nie widoczna jeszcze pare lat temu! Na targu, w Vienne, zaledwie 30km na południe od Lyonu, większość mężczyzn nosi tradycyjne stroje jak galabija, długie, czarne, brody i białe czapeczki niczym znany Ben Laden. Chcąc, nie chcąc, od 11 września wielu Francuzom, taki portret mężczyzny kojarzy się nieszczęśliwie z islamskim terrorystą. A przecież są to zwykli, normalni ludzie a nie potencjalni kamikadze! Niewiele daje się jednak zrobić z takim stereotypem. Im częściej widzi się zakryte kobiety, zarośnięte twarze i szarawary, tym częściej dostrzegam niesmak i niechęć wśród reszty Francuzów. Nie chcą Iranu w ich własnym kraju.

 Dziś sama już nie wiem czy to ksenofobia doppinguje integryzm islamski, czy może ten drugi karmi narodową nietolerancję we Francji. Nie wiem, które z tych zjawisk jest przyczyną a które skutkiem. Wszystkie natomiast mają ogromną siłę niszczącą tego, o co tak bardzo tutaj walczono, humanizmu ponad kulturowego.

Inne zjawisko jakie zaobserwowałam i które współżyje z tymi dwiema tendencjami w społeczeństwie francuskim jest coś, co ja nazywam pseudo-oświeceniem kawiarowych socjalistów. Zwłaszcza w kręgach bogatej burżuazji w Paryżu czy Lyonie poznałam Francuzów, którzy starają się tłumaczyć wszystko co dotyczy mniejszości i rozgrzeszają z najbardziej negatywnych zachowań. Oni to wielokrotnie chcieli przekonać mnie o słuszności ataku wrześniowego, o karze jaka nareszcie dotknęła bogaty, bezduszny naród amerykański. Taki pogląd chyba najbardziej mnie zaskoczył.  Ludzie którzy mają się za światłych, odcinają otwarcie od rasizmu i ksenofobii, krytykują wszystko co amerykańskie, kapitalistyczne i zamożne. Paradoksem jest fakt iż sami opływają w dobrobyt, z nikim by się nim nigdy nie podzielili, a dzieci posyłają wyłącznie do prywatnych, katolickich szkół. Może praktykują rodzaj duchowego oczyszczenia? A może to ja, ciągle nie rozumiem czym jest prawdziwa Francja?

Miesiąc temu wróciłam z Tunezji. Spędziłam tam dwa tygodnie wakacji. Pierwszy raz w Tunezji , ale po długiej przerwie znowu byłam w Afryce Północnej. Znam ją dość dobrze. Jej zapachy, kolor, światło, nie są mi obce. W Monastirze nie spotkałam ani jednej kobiety w czarnym, przytłaczającym czadorze. Tylko niektóre noszą chusty i kolorowe, tradycyjne stroje. Większość wygląda jednak jak przeciętne Europejki. Nie spotkałam ani jednego mężczyzny ubranego jak ci islamscy Francuzi z pobliskiego targu w Givors, w Lyonie czy w Vienne. Wszyscy ciężko pracują i cieszą się z przyjeżdżających doń turystów. Z przyjemnością przechadzałam się po monastirskiej medinie. Ze spokojem i nutą wzruszenia przysłuchiwałam się zawodzeniu tamtejszego muezina. Mogłam nawet wejść do meczetu i wszędzie z uśmiechem głaskano i tulono moich synków. Każdy z dumą mówił mi o tym, iż wszystkie dzieci w Tunezji, bez względu na płeć chodzą do szkoły. Każdy starał się mi wytłumaczyć, jak wiele dobrego zrobił dla nich nowoczesny Habib Bourguiba, jak wiele światła wprowadził do mentalności tamtejszego społeczeństwa. Zabronił noszenia chust kobietom pracującym w oświacie i wykonującym publiczne funkcje. Oddzielił religię od państwowości. Dał kobietom prawo samostanowienia i narzucił karę za bicie i przemoc fizyczną. Ze zdziwieniem odkryłam kraj arabski gdzie Arabowie, praktykujący wiarę w Allaha, nie kroczą drogą integryzmu. Starają się pogodzić laicyzm z religią i wcale nieźle im się to udaje. Dlaczego zatem we Francji staje się to coraz trudniejsze? We Francji - sercu mądrej Europy?

Dramat z 11 września 2001 wyrządził ocean bólu i cierpienia rodzinom ofiar. Natomiast we Francji, wywarł piętno na mniejszości muzułmańskiej, jaka starła się żyć w miarę normalnie od wielu lat. Całym sercem jestem przeciwna wszystkim objawom ksenofobii, albowiem często sama jestem jej ofiarą, w tym tak trudnym dla cudzoziemców kraju. Całym duchem buntuję się przeciwko wszystkim objawom nietolerancji i wywyższania się jednych ponad drugimi. Tym bardziej potępiam ciemnotę religijną, deformowanie i błędne rozumienie wiary, jak i rygorystyczne jej pojmowanie. Dobrze, iż Francja idzie drogą laickiej państwowości i religijnej wolności. Źle, że nie każdy chce to zrozumieć i respektować.

Życie toczy się dalej. 11 wrzesnia Eliot skończył siedem i pół roku.

Właśnie wróciłam z wojaży. Odwiedziłam przyjaciół w Belgii i Holandii. Połaziłam po mojej kochanej Warszawie. Nacieszyłam się tunezyjską Afryką i objadłam frutti di mare podczas pobytu w ulubionej Hiszapanii.

Zaczął się nowy rok szkolny.  Mam ochotę pisać, pisać dużo i fotografować świat.

"We Francji zaczął się Ramadan." - jak powiadomił nas niedawno dziennik telewizyjny. Czas dziennego postu dla wyznawców Islamu. Na późną kolację u znajomych zjedliśmy pyszne kuskus. Dziś rano z przyjemnością słuchałam papieża w radiu, bo właśnie zawitał do Francji i mówił mądrze o pozytywnym charakterze laicyzmu, jak i moralnej odpowiedzialności religii za podtrzymywanie duchowych wartości w społeczeństwie.

Jutro zrobię barszcz na obiad, bo znowu tęsknię za rodzicami, a wieczorem wypiję wino z mężem do kolacji. Za oknem padał deszcz , ale jak zwykle już świeci słońce. Chłodno się zrobiło mimo, że jeszcze w kalendarzu mamy lato. Cóż, pani Jesień wprasza się nam do ogrodu a przecież nie wszędzie zaczęto winobranie. Winnice aż uginają się od pełnych soku winogron. Francja, moja Francja. Ciągle trudna, wciąż pachnąca. Kolorowa każdą chwilą, każdą myślą i spojrzeniem. Piękny kraj - trudnych ludzi.