Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
poniedziałek, 27 sierpnia 2007
lawendowa przechadzka

To już koniec lata ? - zapytał się z cieniem smutku w oczach. Żegna się już sierpień i czas wracać do pracy, szkoły, do rytmicznej codzienności szarych obowiązków. - Ale ja nie chcę! - krzyk dziecka porwał lekki wiatr. Wmieszał go w fioletowy zapach lawendy i zabrał ze sobą gdzieś w stronę morza. Ten wiatr coraz mocniejszy  z rwącymi gałęzie drzew ramionami, jeszcze ciepły ale już wkrótce ... znowu będzie chłodził rozgrzaną południowym słońcem ziemię.

 - Mamo to już mistral? - spojrzenie czarnych oczu pytało z przestrachem . Ale jeszcze nie. Jeszcze nie nadszedł czas podmuchów co zrywają korę z bladych platanów. Jeszcze nie czas dudniących o ściany domów ciężkich okiennic. Teraz to zaledwie oddech zmęczonego lata. W nim bukiet rozmarynu, tymianku i innych ziół jakimi Prowansja bogato uszlachetnia francuskie stoły. Zapach dojrzałych oliwek i złotych melonów co żółcą się w tutejszych ogrodach uspokaja zmartwienie chłopca. Jeszcze nie koniec lata. No i bąki walczące z pszczołami o każdy kwiatek lawendy burczą radośnie sierpniowym popołudniem. Kiwają się na suchych, twardych łodyżkach fioletowych pędzelków. Zawrotu głowy można dostać od tego zapachu. Już za kilka dni zawisną w oknach a potem drobne rączki pokruszą maleńkie płatki by wsypać ten wonny pył do bawełnianych torebek. Związane tasiemką pękate woreczki znajdą spokój w koronkach bieliźniarki. Każdego dnia będą wspomnieniem lata. I tak przez cały rok. Nawet wtedy gdy zimny mistral wirować będzie na podwórzu wznosząc tumany jesiennego kurzu. Nawet wtedy gdy orzechy zakrólują na stole wigilijnym . Nawet wtedy gdy mimoza żółcić będzie wiosną sąsiednie ogrody.

- Daj rączkę synku. Przejdziemy się jeszcze raz po ogrodzie. Zobacz jak pięknie kwitnie lawenda. I mimo, że kasztany już ostre nad głowami , to jeszcze jest lato kochany. Jeszcze lawenda w ogrodzie się chwali.

Szli tak po kamiennej ścieżce. Sami ją układali mieszając beton ze znalezionymi na polach pobliskich kamieniami. Szli pomiędzy szumiącymi od owadów krzakami lawendy. Zapamiętywali każde westchnienie, każdy podmuch wiatru. Daleko szeptał szary Rodan. Jeszcze dalej lazurowe morze starało się dorównać bezchmurnemu niebu. Dobrze, że skały wokół  bo kto wie co by się stało, gdyby śródziemnomorska woda wmieszała się w obłoki.

Szli prowadząc się za rękę. Od czasu do czasu kolorowa falbana matczynej sukienki cieniem łaskotała ciemną czuprynę szczęśliwego chłopca....

Jeden dzień, pewnego lata , kiedyś, a może dzisiaj i jeszcze wiele , wiele razy...