Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
poniedziałek, 13 lipca 2009
Myśli

Kiedy zaczęłam pisać na tym blogu kierowała mną chęć pokazania innym Polakom w jakiej Francji żyję. Dość mało piszę o mojej prywatności albowiem nie było to celem zakładania tej strony internetowej. Od tego czasu pisałam raz wiele, raz mniej. Obowiązki nie zostawiały mi wiele miejsca na ten miły kontakt ze światem wirtualnym. Robiłam zdjęcia na spacerach z dziećmi i w samochodzie. Szybko łapiąc moment, chwilę, zatrzymywałam czas. Chciałam Państwu pokazać to, co przyciągało moją uwagę.

Niektórzy z moich czytelników podzielali moje poglądy. Sami mieszkają we Francji i zgodzili się ze mną. Inni, choć też znają kraj dobrze, nie mają takiego samego punktu widzenia. Wielu przyszło do mnie, żeby znaleźć jakieś informacje, bo Francja pociąga Polaków. Mam nadzieję, że znaleźli coś więcej niż w zwykłych przewodnikach turystycznych.

Ile osób, tyle żyć i równie wiele spostrzeżeń. Kiedyś, ktoś zarzucał mi,że pokazuję na zdjęciach wyidealizowany obraz rzeczywistości. A ja tylko dzieliłam się tym, jak widzę świat, jak go postrzegam. Życie jest piękne,a Francja, mimo wielu wad, to kraj wyjątkowo urodziwy. Nigdy jej jednak nie pokochałam, ani z pewnością nie pokocham. Moje serce należy do Polski i Warszawy.

Jestem Polką z urodzenia, wychowania i choruję na bezgraniczną miłość do mojego kraju. Jednak Eros rzucił mnie w ramiona Francuza. Z nim założyłam rodzinę, mamy dzieci, psa i kanarki. Nasi dwaj synkowie w wyniku wychowania dwujęzycznego i dwukulturowego noszą w sercach dwie ojczyzno-matczyzny. Skazaliśmy nasze dzieci na dwukochanie, tęsknotę, ale i otworzyliśmy przed nimi świat. Ciekawi ich inność i akceptują ją. Będą obywatelami bez granic. 

Żyje nam się spokojnie choć czasami mamy problemy. Raz więcej, raz mniej pieniędzy. Raz przygniata mnie nostalgia, raz uspokaja smak Francji. Czasami się złoszczę, a czasami śmieję z tutejszej codzienności. Niepokoi mnie na przykład ogromny wzrost zainteresowania Islamem radykalnym. Zwłaszcza od 11 września 2001. Wielu Francuzów popada w skrajne postrzeganie wiary i aplikuje w życiu codziennym normy, jakie gwałcą godność ludzką w imię błędnego interpretowania religii. Mam naturalnie na myśli wzrastającą ilość kobiet które zakrywają kompletnie twarze i ciała. Wielu wyznawców Islamu jest zaniepokojonych tym, podobnie jak ja. Bo Francja to kraj wolności, jak i podstawowego prawa człowieka do posiadania własnej Twarzy. Radykalizm religijny nie pasuje do laickiej Francji i rzeczywiście może wzbudzać kontrowersje. Redukuje byt kobiet do izolacji społecznej. Niestety wielu Polaków nie rozumie tego, odbierając moje spostrzeżenia jako brak tolerancji. Gdzie jednak zaczyna i kończy się Tolerancja? Czy zbyt szerokie pojmowanie wolności nie doprowadza do uwięzienia? Czy akceptacja czyjegoś wyboru nie ociera się czasem o ignorancję?

  Nie jest to dzisiaj jednak sprawa przytłaczająca moją codzienność. Tylko drobiazg, który powraca na stronach tego blogu i budzi wiele emocji.

Strajki, narzekania, sery, wino, świntuszenie.... ot francuskie życie w Mojej Francji. Wracałam na moją stronę i dzieliłam się "dniem po dniu". Aż przyszedł moment, kiedy spotkałam się dzięki jednej z moich czytelniczek z historią pewnego chorego chłopca. Poprosiłam wtedy Państwa, jak i wielu moich znajomych o pomoc finansową dla Jego rodziny. Wiele osób poczyniło tak jak ja. Udało się kupić materac i zdrowe łóżko dla tego dzielnego dziecka. Było Mu ciut lepiej. 

Ja poszłam dalej i poznałam telefonicznie mamę Michałka. Siedziała od miesięcy przy dziecku, a ja chciałam, żeby choć na chwilę nie myślała o tej strasznej chorobie. Rozmawiałyśmy o życiu, o Francji. Starałam się oderwać Ją na moment od smutku. Jest niezwykle słoneczną osobą. Wysyłałam zdjęcia kolorowych pól brzoskwiniowych, winnic, czereśni. Chłopiec gasł powoli, ale widział jeszcze moje bajkowe krajobrazy.Tylko tyle mogłam zrobić. Tak niewiele, tak na chwilkę. I coraz bardziej przyzwyczajałam się do myśli,że dziecko nie może tak odejść w wieczność, jak na placyk zabaw. Tyle przecież jeszcze miał do zobaczenia, tyle do zdobycia, przeżycia, kochania. W myślach nie dopuszczałam innego scenariusza jak powrót do zdrowia. Stało się inaczej.

Nie moje dziecko, nie moja historia. A jednak pochłonęła mnie tak bardzo , że nie potrafię dziś zaznać spokoju. Dziękuję wszystkim, którzy za sprawą mojego blogowego wpisu pomogli rodzicom Michałka. Nie wiem dlaczego tak właśnie Bóg postanowił, ale chłopiec umarł cztery dni temu. Miał zbyt mało lat żeby umierać. Wierzę szczerze, że tam gdzie jest zaopiekują się nim,że nie będzie Mu tam źle. 

Wybaczcie Państwo, że nie opisuję dziś śmiesznych rzeczy. Wakacje, życie, lato. Czas nie jest dobry na łzy. A jednak zgaśnięcie tej małej świeczki zabolało mnie ogromnie. Nie wiem dlaczego tak jest. Tyle wokół dramatów i cierpienia, tyle piękna i radości. Nie wiem dlaczego właśnie los Michałka tak bardzo przejął mnie. 

Jedno jest pewne, że w tej ogromnej piramidzie uczuć, emocji, szczęścia i bólu, moja codzienność wydała mi się banalnie prosta, zwyczajnie bezproblemowa. Otarłam się zaledwie o życie i śmierć nieznaych mi ludzi, daleko gasnącego chłopca. Ale dzięki temu bardziej poznałam swoje własne jestestwo. Jak wyrwana z letargu opłakuję odejście niewinności, dzieciństwa, niespełnionego życia. Bo chyba właśnie nieodwracalność śmierci i nostalgia jaką po sobie zostawia najbardziej porusza moje serce. I tylko trudno mi z tym się pogodzić. Trudno o tym nie myśleć. Przejść do własnej codzienności. Opłakuję Michałka jak najbliższą osobę.  

Od odejścia mego ukochanego Dziadka mam problem ze śmiercią. Przeraża mnie jej siła i nie umiem sobie z tym poradzić.To pozostawanie z nigdy nie kończącą się tęsknotą wycisza całą moją radość życia.  

Wiara,że gdzieś kiedyś spotkamy się wszyscy daje nadzieję i budzi do następnego dnia. Uśmiech i bieganina dzieci. Spojrzenie mojej ukochanej mamy, ciepłe tulenie ramion mojego taty, pocałunek męża. Mój Boże nawet merdający Bombil. Jak dobrze,że to dzisiaj mam. Oby trwało jak najdłużej. Bo życie ma sens tylko wtedy, gdy ma się kogo kochać. Bez tej miłości wszystko traci wartość, kolor, zapach i smak. Bez kochanych nie ma sensu trwać.