Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
poniedziałek, 30 maja 2011
DZK, czyli d... z króla

Od dwóch tygodni wielu Francuzom jest źle. Już prawie wybrali króla, a został im tylko zadek.

Słońce rozpala niebo i ziemię. Czereśnie czarne, słodkie i już prawie się kończą. Truskawki przeminęły z wiatrem. Wiosna kalendarzowo w pełni, a tu właściwie po dożynkach. Majowe lato wypala ostatnie skrawki zielonkawej ziemi. Siano żółto skwierczy na polach. A koniki polne udają cykady. W miastach natomiast japonki na francuskich trotuarach wypierają wszystkie inne włoskie trzewiki.
W duszach jednak straszno, duszno, nieprzyjemnie. Bo Francuzom źle ze świadomością, że ich przyszły król okazał się najzwyklejszym w świecie draniem. Mowa oczywiście o Dominiku Strauss-Kahnie, którego we Francji określa się potocznie trzyliterowym skrótem DSK.

Nie tylko jego się nazywa literowo. Francuzi bardzo lubią skróty. Jest PS czyli Partia Socjalistyczna, jest CP czyli zerówka, jest BHL czyli Bernard Henri Levy, gwiazda paryskiej inteligencji, jest SM czyli sadomasochista , czy  ENA Ecole nationale d'administration, czyli kuźnia polityków.
Jest jeszcze bardzo wiele skrótów nazw, nazwisk i pojęć . Każdy z chęcią ich używa ku rozpaczy cudzoziemców , którzy nie są w stanie zrozumieć o czym właściwie mówią Francuzi.

 
A oni, od wielu dni mówią głównie o DSK. Każde spotkanie towarzyskie, w pracy, u lekarza czy u kosmetyczki wypełnione jest: "winny czy niewinny?". Jedne kciuki idą w górę, inne w dół, ale generalnie coś zgrzyta i jest mało ładnie.

Świat szybko zapomniał o byłym szefie MFW. Ach te skróty.... Czas jak gilotyna ścina głowę partaczom. A Francuzi nie mogą ciągle strawić, że ich wielki człowiek... to wstyd jak beret. I trudno im się dziwić. Bo jak zaakceptować, że król jest goły?!

Od miesięcy lewica patrzyła w przyszłość dumnie. Bo DSK miał pobić Sarkoziego. Być nowym mesjaszem socjalnej Europy. Ratować biednych od bogatych, od wstrętnego kapitalizmu i wszelkiego zła, a tu taaaka wpadka. Z powodu jednej "d" zapomniano nawet jak odważny Dominik obronił euro, jak miał wyciągnąć Grecję z tarapatów, a może jeszcze wielu innych bankrutów. 

Ach ci niedobrzy policjanci w Nowym Jorku, zamknęli Francuza w areszcie jak byle kogo. Potem pokazali w tv i wszyscy ze zgrozą zobaczyli amerykański show. Purytańska Ameryka zarzuca gwałt na pokojówce. Żona Anna, piękna gwiazda francuskiego ekranu na szczęście ratuje chłopa z opresji. Upycha w apartamencie jak na króla przystało ...  Ach jakoś to będzie, może będzie dobrze?
 
Ale chyba nie do końca. Nie da się już ubrać tego, kto od wielu lat jest kreowany przez lewicowe, tzn, prawie wszystkie media, jako nadzieja narodu. Niby taki uczciwy z lewa, a tu nagle - milioner. Niby taki mądry, ale chyba arogant. No i co zrobić z całą tą opinią, hipermężczyzny, co to własnego ptaka nie jest w stanie utrzymać we własnych gaciach.
 
Niczym grzyby po deszczu sypały się opinie obrońców. W końcu każdy się utożsamia z rodakiem. Nieśmiało kiedyś zgwałcone kobiety powiedziały, że może jednak zawinił i trza pomyśleć o biednej pokojówce. Nawet sama zaczęłam wątpić i chcąc nie chcąc zastanawiać się. Ale scenariusz pułapki jakoś się nie klei. Jest zbyt prosty, zbyt prymitywny. Bo niby kto, co? Zresztą cała ta sytuacja trąci prehistorią.

Trudno połączyć obraz przyszłego kandydata na fotel prezydencki. Potencjalnego wygranego w wyborach. Szefa polityki monetarnej świata, z obrazem jurnego samca alfa, rzucającego się na każdą parę piersi, jaka pojawia się  w jego zasięgu, i to w hotelu Sofitel. A jednak...

No tak , ale rzeczywistość narzuca wnioski. Przecież każdego dnia, gdy jadę do Lyonu, przy ciężarówkach-burdelówkach wciąż widzę wystawne samochody. Tam też eleganckich panów z komputerami . Może jest mniej wygodnie jak w Sofitelu , no ale muszą być jakieś proporcje. Murzynka na poboczu - dyrektor firmy, personel Sofitelu - prezes MFW. Ciekawe jak spełnia się prezydent? Ale nie. Francuzi są profesjonalistami. Obecny prezydent .... nigdzie, tylko w domu, i "uciążowił" swoją żonę. To się nazywa zawodowiec!

A może stała się rzecz najbardziej prosta pod słońcem? Globalizacja też ma swoje limity. Tak, jak nikt nie może strawić holenderskiej wolności w paleniu trawki. Tak Francuzom, nie udaje się eksportować ich rozwiązłości. Choć robią chłopcy co mogą.
Kiedy pracowałam we francuskiej spółce w Warszawie, na co dzień spotykałam francuskich dyrektorów. Każdy z nich miał w Polsce kochankę, a we Francji żonę. Każdy bez wyjątku sumiennie wykonywał pracę , ubarwiając rzeczywistość seksem . Rzecz normalna. Tak bardzo normalna , że już sama się zastanawiałam , czy jako szef firmy nie powinnam mieć kochanki. Tylko że ja wolę mężczyzn. Poza tym sama jestem Polką i mam męża Francuza. Zupełny brak odpowiedzialności z mojej strony, albo życiowe poczucie humoru.

Temat wraca na moim blogu, bo miłość i cielesne jej aspekty są tematem przewodnim w ojczyźnie Maupassant'a tudzież DSK. Mężczyzna bez kochanki jest nieudacznikiem, a zazdrosna żona wariatką. Była prezydentowa Mitterand oficjalnie dzieliła się mężem , a plotki na temat podbojów Chiraca, czy Griscarda do dziś upiększają pikanterią nudną codzienność francuskiej demokracji.

W tym kontekście DSK stracił tron, a jego żona zyskała koronę. Bo nie dość że opłaca nowojorski pałac i adwokatów, aby bronić swoje cudo. To jeszcze od lat, wszystkich przekonuje , nawet na swoim blogu, że to nic, że się kochają jak w pierwszych dniach ich miłości. Tak zdobyła dożywotni szacunek u rodaków. Mądra, francuska żona rozumie, że nawet dorośli chłopcy lubią bawić się lalkami. Szkoda ,że  synek ciutek przesadził i chciał zepsuć "zabawkę".
 

Swoją drogą wyemancypowanie Francuzek coraz częściej przypomina trochę "nigdy nie kończącą się historię". Bo aktualnie zyskały to, że wszystkie pracują. Na dom, dzieci zarabiają. Same sobie muszą drzwi trzymać,bo każdy Francuz respektuje wyzwolenie Francuzek i nie będzie im ubliżał podawaniem płaszcza. Kobiety same muszą opierać,karmić rodziny żeby dorodne reproduktory godnie mogły nosić męskość bez uszczerbku. Panie, które nie mają czasu na domowe sprawy, same muszą jednak opłacać pokojówki. A potem przekupywać te ostatnie, żeby nie skarżyły się na gwałcących je mężów. Do tego, jak w przypadku DSK , taka żona, dobra francuska żona, mądrze biedaka wytłumaczy, przytuli... i kto wie.. może jeszcze zafunduje nową akcję wyborczą za pięć lat. Bo teraz to się już chyba nie da.

A jednak Francuzom jest źle. No bo jak to? Jakaś blada moralność? Uczciwość? A dlaczego tak od razu gwałt?
Potrzebuje zmęczony pracą mężczyzna czułości, to od razu powód do więzienia? Okropnie poważni ci Amerykanie. Taka niesprawiedliwość!

A tu kluby "eszanżizmu" czyli wulgaryzując po naszemu, kluby wymiany towarzyskiej to zwykła codzienność. Nasi znajomi na przykład zapraszają nas od jakiegoś czasu bezskutecznie. Idziesz do knajpki. Jesz kolację, a potem, na deser, kumpel siada ci obok, pod, albo nad. Żona kumpla tak samo robi z twoim mężem. Może jeszcze ktoś się przysiądzie? Ciepło, przyjemnie, po chrześcijańsku dzielisz ciało i chleb. A kelner poda kondom na tacy , bo jest higieniczno-ekologicznie. Chciano mi to zafundować na 40te urodziny. W formie prezentu towarzyskiego!

Ojej. Ale nie dla mnie takie klocki. Chyba prymitywna jestem. Ja się zawsze lubiłam bawić w dom i jeszcze z tego nie wyrosłam. No i żeby tak wszystkie misie na raz!  Mi dobrze tylko z mężem, bez obcych i tak mi najlepiej wychodzi. Znajomi ciągle zawiedzeni, bo nie udaje im się nas namówić. A ponoć świetnie się bawią .Tłumaczę, że ja stary, peerelowski model jestem . Wychowana na Wisłockiej, banalnie. Nie mam ich opcji wielofunkcyjnej, żeby tak razem, z obcymi w obcym miejscu. Wtedy oni - nam, że przecież się znamy. A my - im , że owszem, ale inaczej.

A może biedny DSK też tak tłumaczył? I ta uparta pokojówka jemu , że jest stary model, bez tej samej opcji? Ach to nie zrozumienie intencji! Różnice mentalności!

Sade był Francuzem. Jeszcze wielu innych świntuchów było , jest i się narodzi we Francji. Nie ma szans żeby było inaczej. Pisząc odpycham poklepującego mnie męża. Nie przesadzaj ... Och, przecież każdy kraj ma jakiś zbereźników.

 U nas, Fredro też wypisywał różne rzeczy, a mickiewiczowska Telimena, to jakaś wątpliwa sprawa z tymi mrówkami. Jednak we Francji , sex podniesiony jest do rangi pomnika narodowego. No i jak to prawdziwa Republika, ma  teraz d... z króla!