Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
niedziela, 20 maja 2007
Nawet Orzeł..

http://plfoto.com/1236840/zdjecie.html  

Francja Francją a w ojczyźnie strach o jutro - moim zdaniem warto podać dalej takie jak wyżej zdjęcia w ramach protestu przeciwko obecnej sytuacji w Polsce.

09:42, fabella
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 maja 2007
Wiadomość dnia

Francja ma nowego ministra spraw zagranicznych - Bernard'a Kouchner'a. Z niczego chyba tak się nie cieszę jak właśnie z tego wyboru. Twórca organizacji Lekarzy bez Granic jest według mnie w każdym calu Humanistą walczącym o godność i prawo do wolności każdego człowieka. Socjaliści nie doceniali Kouchner'a, jego wielkości i ponad politycznego charakteru jego działalności. Myślę, że Francja znowu wróci do postawy obrońcy mniejszości narodowych, słabszych i gwałconych przez hegemoniczne mocarstwa. Od dawna przecież prezydenci i ministrowie Francji nie postawili wyraźnego veto w sprawie Tybetu czy masakry Czeczenii. Myślę , że Kouchner inaczej będzie prowadził politykę zagraniczną Francji, że ze spokojem będzie walczył o równe prawa wszystkich narodów, bez względu na kolor skóry, płeć, wiek i język.

Obudziły się również we mnie nadzieje na zmiany w Europie i na ocenę klarowną tego co dzieje się w Polsce. Pan Kouchner to przecież wieloletni znajomy profesora Geremka. A zatem może i tu uda się nareszcie wywrzeć presję na naszą straszną scenę polityczną. Może uda się ukrócić totalitarne i skandalicznie nietolerancyjne sprawowanie władzy obecnej ekipy rządzącej Polską?

Jest jeszcze jeden detal z którego bardzo się cieszę. Sarkozy zadał poważny cios tutejszej lewicy. Wykradł jej jednego z najbardziej lubianych, poważanych i znanych na scenie światowej polityków. Tym samym wydał jednak na siebie wyrok samokontroli. Bo gdyby władza zbyt bardzo uderzyła mu do głowy - to właśnie Kouchner pierwszy będzie oponował i da wyraźny sygnał opinii publicznej , że czas na protest. A przecież protestować to Francuzi potrafią jak mało kto.

Kolorowy świat
 

Świat jest kolorowy. Jednak niektórzy ludzie nie chcą postrzegać barw jakie ich otaczają. Pewna Francuzka która odwiedziła Polskę w latach siedemdziesiątych powiedziała mi, że zaskoczyła ją szarzyzna ulic Warszawy. Pomyślałam wtedy, iż w mojej pamięci wcale nie było tak bezbarwnie. Dzieciństwo jest wszak czasem kolorów. Tak właśnie zapamiętałam Warszawę tamtych lat. Żyjąc w PRLu potrafiliśmy My Polacy tworzyć również i radosną rzeczywistość. W końcu słońce, niebo, chmury i trawa wszędzie mają podobną barwę. Ale czy aby na pewno? 

Gdy byłam mała rodzice jeździli na wakacje do Bułgarii. Maluchem zabierali mnie z misiem, z całą masą rzeczy jakich mogło zabraknąć w drodze no i kanistrem benzyny na wszelki wypadek. Malutki fiacik kręcił dzielnie kółeczkami z wypiętrzonym od toreb dachem. W bagażniku było miejsce tylko na tę benzynę... Mimo iż samochód jak wiadomo maleńki , mało wygodny i mało bezpieczny , był naszym oczkiem w głowie bowiem niósł nas ku słońcu i gdzieś gdzie jest inaczej. Złote lata gierkowskie pozwalały wielu takim rodzinom jak moja podróżować po Europie Wschodniej. Wtedy wydawało mi się wszystko jeszcze bardziej kolorowe. Brzoskwinie, winogrona, morze i biel Złotych Piasków przewijają się przez wspomnienia do dziś jak w kalejdoskopie. I nawet wtedy gdy wracaliśmy do Polski jesienią, Ona absolutnie nie wydawała mi się szara jak to postrzegała owa Francuzka. Łazienki w wielobarwnym listowiu , malowane wrześniem Aleje, opalone twarze rodziców...nie, nie było bezbarwnie.Nawet zimą kiedy czerwień kwitnie tylko na zmarzniętych policzkach ludzi a blady śnieg gnije w miejskim błocie nie było mi tak jak tej galijskiej pani - strasznie szaro. A może ona nie potrafiła dojrzeć tego kolorytu mojego wówczas świata? A może świat dziecka jest zawsze kolorowy?

Na początku lat 80tych znalazłam się w Afryce Północnej. Ziemia jest tam koloru czerwonego, czerwone jest słońce i czerwone pomarańcze. Ciepło wymieszane z zapachami tamtego świata sprawiły iż zawsze będę już tęsknić do Pustyni Libijskiej. Zieleń pustyni jest zawsze zmęczona, zawsze pokryta słoneczną patyną. W okresie burz piaskowych zwanych gibli świat tonął w ceglanym pyle. Ubrania , włosy, wszystko absolutnie stawało się czerwone. Wtedy marzyłam o mazowieckiej łące, o zieleni i o jabłkach.

Francja jest równie barwna jak Polska. Wzbogacona o błękit nieba tak bardzo intensywny na Południu iż czasami wydaje się wręcz kiczowaty. To nie przypadek, że impresjoniści tak pokochali Prowansję. Mieni się ona ciepłymi barwami ziemi, wypełnia żółcią mimozy i przeplata czerwień pomidorów z fioletem lawendy.

Północny Wschód Francji to dla mnie granatowa zieleń Bretanii, nasycona zapachem oceanu kontrastuje z bladym niebem. I wszędzie te domy gdzie kamień miesza się z cegłą i tonie w słodkich zapachach konfitur i kremów mleczno-czekoladowych jakimi polewa się naleśniki.

Wreszcie region Złotych Wzgórz wokół Lyonu. W zieleń rozpieszczaną południowym słońcem acz jeszcze nie tak intensywnym żeby zniszczyć jej świeżość wmalowują się łąki i pola makiem czerwone, sady owocowe i kwieciste drzewa jakich nazw nawet nie umiem powtórzyć. Światło ciepłem swym biega po czerwonych kamienicach Lyonu nawet w zimę nie pozwalając oku na smutek czy szarą chandrę.

Zaskakujące są również gorące barwy Langwedocji. Zieleń jest tu wypalona, prawie jak ta w Afryce. Ziemia jakby przyprószona cegłą i przepasana raz winnicami raz migoczącym światłem wszędobylskiego słońca. Zawsze gdy wracam w region przed pirenejski zapiera mi dech w piersiach wielobarwność tego wyżynnego pejzażu. Czasami mówię do męża - Patrz jaki piękny ten Twój kraj. A on się dziwi. Przyzwyczajony do tego widoku od dziecka jakby nie pamięta, że tak tu kolorowo.

 

wtorek, 15 maja 2007
Domy Francji

04.2007

środa, 09 maja 2007
Wnioski powyborcze

Francja ma nowego prezydenta i jak dobrze pójdzie nową obywatelkę za 12 miesięcy. W czasie całej akcji wyborczej przeżywałam frustrację z nie możności uczestniczenia w głosowaniu. Mimo iż mieszkam we Francji od wielu lat nigdy nie chciałam się naturalizować. Mam obywatelstwo polskie i holenderskie. Pierwsze z urodzenia, drugie z faktu iż w dorosłość wchodziłam w Holadii i tam się naturalizowałam. Miało to zresztą ogromny wpływ na mój światopogląd . Mimo wychowania przez moich rodziców w podziwie i sympatii dla Francji nigdy nie chciałam być jej obywatelką. Zwłaszcza od kiedy urodziłam dzieci i dość dobrze poznałam mentalność wielu Francuzów sprawiało mi przyjemność nie bycie ich rodaczką.

Najbardziej przeszkadzają mi „lewicowo chore” poglądy części tubylców. Skutecznie walczę z ich poglądami rzucając zawsze argument iż ja znam ich ideologię z praktyki tymczasem oni tylko o niej gadają. Czynią to zresztą w atmosferze nie rzadko kawiarowo - artystycznej, oderwanej od realiów codzienności i przy totalnej ignorancji historii Europy centralnej. We Francji bowiem ludzie którzy ubierają się w szatki sprawiedliwych społecznie są często bardzo zamożni i opowiadają o humanistycznej równości przy ostrygach, z brylantami na palcach i przy szumie szampana.Nigdy nie było im prawdziwie źle . Nie mają pojęcia co to totalitaryzm, co to znaczy podzielić się z drugim bo musisz a nie dlatego, że chcesz. Nie wiedzą co to znaczy stać w kolejce godzinami po wszystko w imię utopijnych sloganów. I nie wyobrażają sobie nawet jak wygląda taki socjalizm aplikowany w rzeczywstym życiu. Oczywiście są i tacy którzy głupoty socjalistyczne wygadują w skromnych apartamentach , chcą po prostu żeby wszystkim było lepiej i ci troszkę mniej mnie szokują.

Od kiedy zatem mieszkam w kraju Galów dziwię się widząc czasami w tv zebrania ludzi śpiewających międzynarodówkę z podniesionymi pięściami niczym w XIX wieku. Denerwuję się ilekroć ktoś mi mówi o potrzebie socjalistycznej rewolucji w kraju ponoć oświeconym, nowoczesnym , gdzie spisano po raz pierwszy prawa człowieka!

Wybór jakiego właśnie dokonali Francuzi potwierdził coś w co wątpiłam jeszcze parę dni wcześniej. To wielki , dojrzały demokratycznie naród, który potrafi otrząsnąć się z letargu jakim były wieloletnie rządy lewicy i pseudo-prawicowego Chirac'a.

Kampania wyborcza była trudnym czasem dla moich nerwów i emocji. Miałam podjąć decyzję opuszczenia Francji w razie dojścia do władzy Ségolène Royal  . Socjalistka przegrała więc zostaję. Po raz pierwszy z nadzieją patrzę na moją i mojej rodziny przyszłość we Francji. Po raz pierwszy wzrasta we mnie przekonanie , że jest szansa na zmianę zdemoralizowanej przez socjalistów francuskiej mentalności. Sarkozy przedstawił program europejsko liberalny. Poza detalami dotyczącymi szkolnictwa zgadzam się z każdym Jego słowem. Podoba mi się wszystko co zrobił we Francji w ciągu ostatnich lat. Nawet oburzające tak wielu wypowiedzi dotyczące bandziorów z przedmieść, nawet polityka emigracyjna, nawet wszechobecne kontrole policji. Sarkozy jest politykiem dojrzałym, godnym Francji. Miejmy nadzieję , że naród wykorzysta szansę jaką dała mu historia bez zbędnego protestowania i wandalizowania ulic, dzielnic. Leniom strach pewnie serca już mrozi, pseudo sprawiedliwym zazdrość żółcią się w brzuchu leje. Ja natomiast raduję się jak nigdy dotąd z polityki.

Wobec tego podjęłam decyzję i jutro składam papiery o naturalizację. Moje dzieci, mój mąż są Francuzami. Ja też się stanę obywatelką ich kraju i będę aktywnie uczestniczyć w tym co tu się dzieje. Z ogromnym napięciem śledziłam wypowiedzi kandydatów, ich pomysły na nową Francję. Ta dotychczasowa zdaje się chorować od dłuższego czasu. Tylko Sarkozy a pięć lat wcześniej Alain Madelain zaproponowali liberalne zmiany zgodnie z moimi pogladami . Pani Royal mimo urody i atutu iż jest kobietą nie wniosła niczego interesującego ani konstruktywnego. Każdy problem we Francji chciała rozwiązywać za pomocą dialogu socjalnego. Zupełnie jakby chciała przerzucać odpowiedzialność na swoich rodaków, bo to przecierz oni mają według niej decydować. A przecież rozmowy z przedstawicielami związków to zbyt mało aby zreformować kraj który od dawna pozostaje w tyle za ponad połową Europy.

Francja to duży , wązny dla świata kraj. Trzeba go znać aby nim mądrze rządzić. Wśród kandytatów poza Sarkozy'm nie było nikogo kto był tak dobrze przygotowany merytorycznie i kto potrafił z taką energią i determinacją mówić o tym jak chce poprawić słabą kondycję ojczyzny. Tego zdania nie byłam tylko ja. Francuzi dokonali wyboru. Dokonali go idąc tłumnie do urn. Nie dość , że jest to moim zdaniem właściwa decyzja, to w dodatku powinno to dać do myślenia innym narodom. Również i Polakom którzy jakoś nie chcą po prostu zrzucić z piedestału władzy nie godnego Ich rządu.

Francuzi wielokrotnie w historii dawali światu dowód swojej wielkości. Jednak ostatnie 25lat niestety nie można zaliczyć moim zdaniem do chwalebnych. Stan francuskiej ekonomii, szkolnictwa, sytuacja małych i średnich przedsiębiorstw, rynek pracy jak i cała postawa wobec tego co dzieje się na świecie pozostawiają wiele do życzenia. Mam nadzieję iż Nicolas Sarkozy dotrzyma słowa i zmieni to tak jak zapowiadał w czasie wyborów. Do tej pory był konsekwentny w swoich poczynaniach. Okazał się również wrażliwym na niedolę kobiet i dzieci. Decyzje jakie podejmował w sprawie wydalenia bezprawnie przebywających osób na terenie Francji były trudne , dramatyczne i musiały wymagać ogromnego przemyślenia. Jednak nie uciekł przed odpowiedzialnością. Francja znowu jest państwem prawa i mam nadzieję , że stanie się również miejscem gdzie docenia się ludzką pracę a nie tylko wygodnictwo i socjalny egoizm.

Wątpliwości mam jedynie co do reform edukacji. Nie jest to łatwy temat i nikt jeszcze nie znalazł złotego środka. Przeszkadza mi w programie liberałów brak wniosku iż poziom podstawowego nauczania zależy głównie według mnie od ilości uczniów w klasach.  Ségolène mówiła o 17 uczniach w grupie, o likwidacji dużych ośrodków. Zgadzam się z nią w tym jedynym punkcie jej programu. Tylko tak będzie można dobrze wykształcić i przygotować dzieci do szkół wyższych. Problem jednak jak zwykle leży w finansach. Francja jest piękną damą w potwornych długach i chyba zdaje się swoich dzieci nie będzie mogła rozpieszczać w najbliższym okresie. Pozostaje mi zatem pomagać jej w nauczaniu moich dzieci i życzyć nowemu prezydentowi cierpliwości w rozwiązywaniu węzłów gordyjskich jakie namotały wcześniejsze rządy. Ja natomiast skromnie poczekam na nowe dokumenty, obywatelstwo i przywilej wpływania na losy kraju który zawsze podziwiałam a który zbyt często rozczarowywał mnie w ostatnich latach.