Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
czwartek, 22 marca 2018
A właśnie, że METOO!
.
Od 17 lat wychowuję dwóch synów. Czynię to z pełnym zaangażowaniem i miłością. Wielu, którzy wchodzą tu i czytają me blogowe historie znają moje doświadczenia od wielu lat. 
Moi synowie są już duzi i to z nimi jestem na załączonej fotografii. Dzisiaj stają się młodymi mężczyznami i z radością widzę, jak kulturalnie i z respektem zachowują się w stosunku do innych ludzi. Należą do młodego pokolenia mężczyzn , którzy, o ile wychowani w krajach demokratycznych i cywilizowanych , z pewnością będą już żyli inaczej , jak moje pokolenie , lub pokolenia ich dziadków. I będzie to z pewnością związane z inną, postawą kobiet, z definicją tego czym jest godność ludzka i jej pogwałcenie. Jestem zatem optymistką.

Nawet jeśli widać w wielu miejscach na ziemi, jeszcze ogromny wpływ religii monoteistycznych i ich katastrofalne podejście do pozycji i roli kobiet w społeczeństwie, to i tak wszystko dąży do zmian pozytywnych. Wyraźnie rośnie i zwiększa się świadomość ludzi,  że kobieta i mężczyzna nie są tacy sami , ale mają z pewnością prawo do takiego samego traktowania, jak i tych samych praw i obowiązków. Niestety w bardzo wielu kulturach kobiety wciąż mają zwłaszcza obowiązki i wciąż niewiele praw, ale wyraźnie zmienia się to nawet w takich bastionach hegemonii męskiej, jak Arabia Saudyjska, Iran czy Afryka. Niestety ostatnie wyczyny polskich polityków mogą zaprzeczać memu optymizmowi. Niestety Afryka, Azja wciąż tonie w przemocy i wprost tragicznej, niewolniczej sytuacji kobiet. To i tak , dostrzegam, że coś się w babach zbudziło i rośnie , dojrzewa i wyda tylko dobre owoce.

Historia całej ludzkości oparta jest na fizycznej przewadze mężczyzn nad kobietami. Feministyczne ruchy kobiet w XX wieku w różny i wcale nie zawsze dodatni sposób zmieniały życie kobiet na lepsze. Jednak buntem i radykalną postawą doprowadziły do wielu zmian, które dały Europejkom i Amerykankom  wolność i początki równouprawnienia. Nigdy jednak nie utożsamiałam się z tym ruchem. Dokonałam wyborów życiowych wielce nie feministycznych. odeszłam od pracy zawodowej na rzecz wychowania dwóch chłopców wg mojego scenariusza i straciłam niezależność finansową. Ubieram się kobieco i maluję i staram się zachowywać zawsze dość łagodnie z uśmiechem na ustach . Uznaję kobiecość jako atut a nie garb.

 Nigdy nie byłam też zwolenniczką wojny płci. Mam męża, ojca, synów i wielu przyjaciół i uwielbiam ich towarzystwo. Świat męski wydawał mi się bardzo atrakcyjny bo wolny od wyborów przed jakimi zawsze musiałam stawać, już choćby z racji ciąży, moich wewnętrznych, kobiecych ambicji lub ich braku. Świat męski wydawał mi się zawsze inny od mojego , choć przecież zamieszkujemy tę samą planetę. Dlatego nie zgadzałam się z wizją "kobiet na traktorach" albo kobiet murarzy, czy innych bolszewickich pomysłów. Chociaż jeżeli kobieta chce, to czemu nie? 

I mimo tego niemodnego mojego nie feminizmu, wszystkie decyzje jakie podejmowałam w życiu , były moimi decyzjami. Nawet ta, gdy zamykałam spółkę na rzecz pieluch. Po prostu nie było dla mnie możliwe, nie umiałam pogodzić pracy w biznesie i wychowywania prawie samotnie moich dzieci. Praca mego męża opiera się na jego wyjazdach i byciu daleko od domu. Zazdroszczę mu, że tak potrafił, bo miał lżejsze ostatnie 17 lat. Ja nie potrafiłam. Emocjonalnie nie umiałam pozostawić mych dzieci "pod czyjąś opieką"  i nie żałuję tego wyboru. Jestem zatem typowym przykładem matki Polki, a on typowym egoistą Francuzem. Jak się takie dwa stereotypy spotkają i się pokochają, to małżeństwo trwa 22 lata i ma dwóch dorastających szczęśliwie synów. Osobiście, mimo nie feministycznych wyborów, oceniam, że jestem kobietą wolną, bo nikt mi niczego nie narzuca. Nie chciałam pracować na dwa etaty - w biznesie i w domu.  Uznałam, że jeżeli mąż zupełnie nie zajmuje się domem i wychowaniem synów i praktycznie odwiedza rzeczywistość domową tylko w weekendy, to musi przynajmniej przejąć odpowiedzialność finansową. 
Niestety w większości znanych mi scenariuszy we Francji , kobiety pracują właśnie na dwa etaty, a panowie tylko na jeden. Z czasem i to się zmieni i tylko mam nadzieję, że nie zapłacą za to coraz mniej dostrzegane, głodne miłości i uwagi dzieci. 
Uważam, że odpowiedzialność za dom i dzieci powinni brać na siebie oboje rodzice. Tak byłoby najbardziej sprawiedliwie i pozwoliło na pracę płatną, zawodową obojga rodziców. 
Czasami jednak się to nie udaje i trzeba sobie radzić z tym, co się ma. Nikt bowiem nie obiecywał, że będzie wyłącznie raj na ziemi. Nie bez małych frustracji, dopasowałam się do sytuacji jaką los mi przyniósł. Dzisiaj jestem szczęśliwa, nie żałuję niczego i robię nowe plany na przyszłość. Każdy kto ma dzieci, rodzinę , musi dokonywać wyborów. I każdy ich dokonuje wg własnego sumienia i potrzeb. Nie oceniam nikogo, staram się zrozumieć losy innych, a tu jedynie przytaczam moje doświadczenie. 
 
Bądźmy nadal optymistami. Historia nie znosi próżni i ludzkość dzięki inteligencji i wspaniałej komunikacji dokona jeszcze wiele. Kultury się coraz bardziej mieszają, wymieniają doświadczeniami i trzeba być totalnym idiotą , myśląc, że istnieje możliwość do powrotu do stanu neolitu.  Feminizm odchodzi już surrealistycznej wizji "kobiet na traktorach". Feminizm nareszcie zaczął zwracać uwagę na sprawy codziennej dysfunkcji w traktowaniu kobiet przez mężczyzn.
 O ile nie popieram tej całej histerii "#metoo" , bo ani oni z pewnością nie wszyscy tacy wstrętni, ani one takie święte ! 
To muszę panom powiedzieć, że jako kobieta z 47 letnim stażem przeżyłam regularnie pocieranie, obściskiwanie, podszczypywanie, łapanie za piersi, krocze, mlaskanie , dychanie nad uchem, szyją, karkiem ...itd itp w autobusach, metrze, pociągach , w biurach, gdzie pracowałam, w klubie tenisowym gdzie grałam jak byłam licealistką, na pływalni, gdzie pływałam , u lekarza ( tak tak nawet w gabinecie lekarskim!) , w barach, dyskotekach w których spędzałam czas etc etc. 
Unikam dlatego transportu miejskiego, jak i wielu innych miejsc gdzie musiałabym stanąć oko w oko, ramię w ramię czy kolano w kroczu. Uprawiam intensywnie izraelską sztukę samoobrony krav magę bo mam dość tego poczucia bezsilności , jakie towarzyszy mi właściwie od zawsze . Nie chodzę też nigdy sama do baru, ani restauracji, ani nawet do kina. Etc etc
Znoszę te namolne objawy męskiego zachwytu mą kobiecością, choć nie mam i nigdy nie miałam na to ochoty!

 Poza tym sama nigdy żadnego pana za ptaszka, ani jądra nie łapię "bo tak mnie wzięło ", nie cmokam w transporcie, ani nie głaszczę po tyłku w barze....nie wykonuję żadnych gestów, ani żadnych zachowań, które gniotły by intymność lub prywatność panów . Nie daję też żadnych powodów do tego, żeby mnie traktowano w sposób obsceniczny albo niekulturalny.

Więc mimo wyjątkowo paskudnej , bolszewickiej wprost nagonki na mężczyzn  "#metoo", mimo niewątpliwie , niebezpiecznie prowadzonej akcji pomówień personalnych i bezprawnie krzywdzących dla niektórych deklaracji...dodam głośno  : nie szkodzi, że jest zbyt głośno i krzykliwie ! I może nareszcie świat zrozumie, że naprawdę, kobiety mogą nie mieć ochoty na te wszystkie umizgi , które znoszą od zawsze i wszędzie ze strony wielu mężczyzn, każdego wieku, rasy i wykształcenia . 

Jestem kobietą , która przeżywa takie traktowanie naprawdę bardzo często, podobnie jak większość kobiet i mam autentycznie dość i cieszę się, że może choć trochę się coś zmieni. 

A dodam, że spotkałam się z takim traktowaniem właściwie w każdym kraju , gdzie mieszkałam , żyłam a mowa o Europie, o Afryce i o US. I dotyczy to Don Juanów w każdym wieku , pochodzenia, rasy,  jak i pozycji społecznej . 

Po prostu bardzo wielu mężczyzn zachowało się już w sposób nieznośny do mnie, mojej mamy, moich przyjaciółek , znajomych. Każda z nas ma takie doświadczenia . A niby dlaczego tak ma być?
12:25, fabella
Link Komentarze (13) »
piątek, 16 marca 2018
Okno na Południe

- A czy okna to wychodzą na Południe ? ...bo ja to tylko chcę mieć słońce w domu.

Za każdym razem, gdy decydowałam się, by gdzieś zamieszkać, najważniejsze były okna. Miałam widok na pola z krowami w Holandii. Miałam widok na "małomiejską" uliczkę z kocimi łbami, po której powolutku przesuwały się samochody, rowery, rzadziej piesi. Miałam kiedyś w Warszawie okno na podwórze szkolne. W ciągu dnia było tam strasznie głośno i nawet słychać było dzwonek, który przywoływał dzieciaki na lekcje.
We Francji mieszkałam w Lyonie, gdzie okna wychodziły na okna sąsiadów. Wąska uliczka a naprzeciwko kamienica z różnymi historiami. Nawet jeśli nie chciałam , to i tak widziałam, co się dzieje u ludzi. Francuzi nie używają firanek. Mieszkał tam na przykład starszy pan, zawsze przed telewizją. Siadał przy oknie i bokiem patrzył w dół , na chodnik. Telewizję miał ustawioną w taki sposób, że mógł jednocześnie oglądać ulicę i ekran. Spędzał tak całe dnie i wieczory. Czasami zwisała mu głowa na bok. Pewnie znużony był monotonią oglądania ulicznego bezruchu i mantry reklam i programów telewizyjnych. 
Obok emeryta mieszkało małżeństwo. On siedział ciągle przy komputerze, a ona rozwieszała pranie przy oknie, a potem je składała i prasowała. Brudzili chyba bardzo wiele ubrań, bo codziennie widziałam ją z tym praniem. Czasami, gdy nie wieszała prania, siadywała koło mężczyzny i gapiła się w ten jego ekran. Nie widziałam żeby ze sobą rozmawiali. 
Mieszkałam na szóstym piętrze. Miałam widok na całą kamienicę, która była tak bardzo blisko, że gdybym chciała, mogłabym rzucać w ludzi naprzeciwko pestkami od czereśni. Ale okres czereśniowy jest bardzo krótko i właściwie po co miałabym to robić?
Na trzecim piętrze mieszkała dorodna blondyna. Miała duży biust, dużą pupę i duży temperament. Zapraszała do siebie regularnie dużych Murzynów. Chłopaki były wszystkie rosłe i dobrze odżywione. Kiedyś przez przypadek poznałam jednego z nich przed pobliską dyskoteką. Był tam bramkarzem i robił ogromne wrażenie, tak ogromny się zdawał. Patrzył groźnie na każdego chętnego do zabawy. Gdy przychodził do blondyny, nie był już groźny. Brał ją w ramiona , a ona stojąc przy oknie opierała się o szybę i tuliła jego ogoloną głowę do jej wielkich piersi. Przytulali się tak regularnie , a potem Murzyn zawsze robił to samo. Robili to właściwie razem, otwierając uprzednio okno, tak, że radosne jęki i stękania niosły się echem po całej uliczce. 
Ponieważ domy były nowe, a okna dobrze izolowane nikt, a przynajmniej niewiele osób słyszało te miłosne serenady. Ale kiedyś, na wiosnę , wraz z pierwszymi promieniami słońca , wietrzyłam pokój i usłyszałam te ich wzdychania.
Perwersją było patrzeć, hipokryzją byłoby udawanie, że się patrzeć nie chce. No to spojrzałam i już wiedziałam, że ta blondyna bardzo lubi, to co robił ten Murzyn z dyskoteki. Najbardziej zdumiewał mnie fakt, iż potrzebowali to robić przy oknie i na stojący, zupełnie ignorując wszelkie prawa ciężkości i grawitacji. 
Nie wytrzymałam i o wszystkim opowiedziałam mojemu mężowi. Podczas kolejnego, długiego weekendu w maju, znowu usłyszałam znajome dźwięki. Mąż wyskoczył jak z procy do kuchni, z której mieliśmy jeszcze lepszy widok na mieszkanie blondyny. Wchodzę i widzę, że jest blady jak ściana. 
Pytam co mu jest? A on na to, że on tak nie potrafi. Tłumaczyć zaczynam, że ja też nie potrafię, że nie szkodzi, że przecież to duża blondyna i duży Murzyn, a ja jestem mała a on nie jest z Afryki...i wcale nie trzeba żebyśmy tak przy oknie... Rozpaczliwie chcę ratować ego męża, dumę męską wykolejoną jak pociąg na zakręcie. 
Wtedy odsunął się od szyby zrezygnowany. Kątem oka, przy odgłosach spełniającej się kobiety, ukazał mi się starszy pan przed telewizją, z wyciągniętym poza okno na patyku lusterkiem . Ewidentnie namierzał to, co działo się w mieszkaniu jego sąsiadki, Blondyna doskonale widziała akcję dziadka. Murzyn zdawał się być nie do zdarcia. Walczył jak oszalały z biodrami balansującej radośnie kobiety. Jasne jej krągłości odbijały się od masywnej klatki kochanka. Patrzyłam na całą scenę jak w jakimś kinie. 
I nagle, tuż za mną słyszę ogromnie zadowolony głos męża. Z pełną satysfakcją szepnął mi : zobacz, on ma gacie! oni to wszystko symulują! Wiedziałem, że to jest nie możliwe aż tak szaleńczo na stojący!  

 

12:31, fabella
Link Komentarze (3) »