Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
poniedziałek, 24 grudnia 2007
Życzenia

Nadeszły Święta Bożego Narodzenia. Jestem w Warszawie. Jestem szczęśliwa z rodziną w moim ukochanym mieście. Moja Francja została na chwilkę gdzieś daleko.

Wszystkim mnie odwiedzającym życzę spokoju ducha. Niech wielkie problemy i złe choroby omijają Was jak dalekie wiatry. Życzę Wam drodzy Państwo radości przy wigilijnym stole. Aby nikt nie był samotny, głodny ani opuszczony. Życzę dostrzegania piękna w drobnostkach i braku umiaru w śmiechu. Oby ludzka życzliwość nigdy o Was nie zapomniała.

Dziękuję za wizyty, komenatrze. Dziękuję Wszystkim za cierpliwe czytanie moich myśli. Ogromnie miło mi, że Państwo ciągle do mnie wracacie. Emigracja to trudna droga życiowa. Blogi jakie prowadzę pomagają mi w momentach tęsknoty, bo czuję się bliżej Państwa, takich samych Polaków jak ja. Spędzajcie te Święta w radości i oby dobre duchy opiekowały się Wami, Waszymi rodzinami, tu i tam i wszędzie , wszędzie gdzie są. 

Patrycja Todo 

piątek, 14 grudnia 2007
Dlaczego Francuzi palą samochody na ulicach ? cz1

Pytanie jakie zadaję sobie zawsze oglądając wiadomości telewizyjne : dlaczego oni palą samochody? - pozostaje ciągle bez odpowiedzi.

Regularnie co parę miesięcy słyszy się o podpalaniu samochodów na przedmieściach francuskich miast. Niszczone są szkoły, kościoły, biblioteki. Miejsca służące społeczności gdzie ludzie spotykają się żeby przeżyć wspólnie ciekawe chwile, żeby razem się zastanowić nad sobą, życiem, nad innymi. Sale, w których tworzy się sztukę ulegają dewastacji. Ofiarami padają również restauracje, kluby, zakłady fryzjerskie, mechanicy samochodowi i inne usługi. Wszystko to, co służy ludziom jest niszczone przez współczesnych barbarzyńców.

Dla mnie akt trudny do zrozumienia. Każdy wandalizm zaskakuje mnie, odrzuca i tak będzie do końca mych dni. Podobnie oburzona i zdziwiona jest znaczna część francuskiego społeczeństwa. Skąd bierze się tyle głupoty w autorach tych niecnych czynów? Dziennikarze, politycy, gwiazdy mediów zastanawiają się nad problemem przedmieść. Nad beznadziejną agresją młodych mieszkańców osiedli. Każdy stara znaleźć jakąś mądrą opinię, wytłumaczenie i definicję tego co dzieje się od wielu lat we Francji.

Powszechnie już znana jest sytuacja wybuchowych dzielnic. Ogromne bezrobocie, bieda, brak kin, teatrów, dobrych szkół i dobrze rozwiniętego transportu doprowadziły do totalnej izolacji blokowisk i oddalenia ich od starej Francji. Wymieszane kulturowo tanie przedmieścia lat 70tych zamieniły się w bastiony prymitywnego islamizmu i afrykańskich zabobonów. Kto może, kto ma trochę więcej energii i inteligencji zwiewa ze smutnych dzielnic do "innego ", „lepszego” świata, w tym samym państwie.

Obrazy jakie pokazuje telewizja dość szybko można odnaleźć w rzeczywistości. Czasami wystarczy tylko przejść się parę metrów, by posmakować atmosfery szarych przedmieść.

Mieszkam w małej miejscowości tuż pod Lyonem. Malownicza Dolina Rodanu pełna jest podobnych do mojego miasteczek. Składa się ono z części "lepszej"- willowej i z tej „gorszej”, z państwowymi blokowiskami. Podział był prawdopodobnie naturalną ewolucją jak dokonała się na przestrzeni ostatnich 30 lat. Wybudowano tanie bloki w pobliżu małych podmiejskich domków. Zamieszkali w nich najubożsi Francuzi . Z czasem pozostali sami emigranci, czyli  Arabowie, Murzyni i Turcy. Rodowici Francuzi wyprowadzili się gdzie indziej. Mimo, że też biedni , nie chcieli dzielić tego samego podwórka z kolorową ludnością. Dlaczego? Pewnie dlatego, że po prostu nie pasowali do siebie. Prawda wydaje się byc zbyt bolesna ale taka chyba właśnie jest. Do czego we Francji nie chce się nikt publicznie przyznać. Może przecież natychmiast być posądzonym o rasizm. Nikt otwarcie nie chce powiedzieć, że rodowity, chrześcijański najczęściej Francuz, różni się od afrykańskiej ludności tradycjami, przyzwyczajeniami, zachowaniem. Że jest inny i inaczej patrzy na wszystko co go tacza. W imię równości praw człowieka jesteśmy przecież wszyscy tacy sami!!! A tu taki pech! Dziwny tok historii! Społeczna wpadka! Okazuje się bowiem , że może i jesteśmy wszyscy tacy sami, ale mając inne korzenie, inną przeszłość nie potrafimy zawsze żyć w zgodzie i szczęściu. Mimo największych ambicji filozofów istnieją kultury i cywilizacje, które są niekompatybilne pod jednym dachem.  

Drobny przykład z własnego życia:

Mieszkam w domu z ogrodem. Moi sąsiedzi to głównie starsi ludzie, bez małych dzieci. Ponieważ moje krasnale lubią się bawić z rówieśnikami postanowiłam ruszyć w podbój placyków zabaw. Takowych nie ma w "lepszej" części miejscowości, więc podreptałam do pobliskich bloków. Kilka szczebelków z rozkopaną ziemią i mała grupka arabskich dzieci wydała mi się lepszym miejscem do zabawy, jak nasz cichy ogródek. Z naiwnością matki Polki rzuciłam maluchom piłkę, żeby się razem pobawiły. Inne mamusie siedziały na ziemi, z kolorowymi od henny stopami , w chustkach na głowie i udawały , że mnie nie ma. Starałam się zagadnąć jak to matki czynią. Okazało się , że młode Francuzki nie mówią po francusku. Nie mówią , albo nie chcą mówić? Nie wiem. Dały mi jednak odczuć , że nie jestem mile widziana. Machnęły ręką i odwróciły się jak od jakiejś trędowatej.

Nie zniechęciło mnie to jednak. Przecież chodziło o dzieci. Czarne, białe, żółte czy pręgowane - maluchy powinny się bawić razem. Przynajmniej tak mi się wydawało. Dość szybko okazało się , że tak nie jest. Moje dzieciaki, jak ostatnie ofermy, dały sobie odebrać piłkę, popychane jak niechciane lalki biegały rozczarowane za grupą agresywnych i wulgarnych Arabów, a ja nie wiedziałam co mam robić. W końcu jednak zjawił się chłopiec który chciał pobawić się z moimi synkami normalnie. Jako, że rówieśnik, szybko nawiązał kontakt. Niestety nie na długo. Dziecko bardzo niewiele mówiło po francusku. Trudno mu było rozmawiać z Eliotem. Poza tym zaraz przyszedł tata, albo starszy brat i zwyczajnie zabrał malucha, pociagając go za rękaw z dużym niezadowoleniem. 

W chwilę później grupa wyrostków zajęła podwórko i zrobiło się bardzo męsko i bardzo nieprzyjemnie. Dorastający panowie patrzyli się na mnie, jak na małpę w zoo, a ponieważ bardzo mało wygodna to dla mnie pozycja, ulotniłam się szybko w stronę mojej dzielnicy. Nie mam ochoty już tam wrócić. Nie chciano nas tam i nie pasowaliśmy. Dzieci były jak z innej bajki. Tamte pozbawione zakazów, limitów w zachowaniu, a moje zbyt spokojne i obarczone słowem " tak nie wolno". Nie chcę żeby moi chłopcy bili się wykrzykując wyzwiska  wmieszane w kulawą francuszczyznę. Nie chcę żeby biegali z dziką zgrają źle umytych dzieci ignorując trawniki i spokój przechodniów. Normy ich zachowania nie są moimi. Trudno.

Czasami przejeżdżam obok samochodem. Po uliczkach, w godzinach wieczornych szwendają się grupy młodych, nic nie robiących ludzi. Wyłącznie mężczyzn. Latem widać trochę kobiet, zawsze razem, zawsze w kupie, w chustkach siedzą na trawie. Bloki utrzymane są w bardzo złym stanie. Z jakiegoś okna słychać orientalną muzykę albo ostre rytmy francuskiego rapu. Wywalona pościel na parapet opala się w słońcu. Co jakiś czas przejeżdża granatowe BMW wypełnione młodzianami w złotych łańcuchach i dresach, z podgolonymi karkami. Pozdrawiają wszystkich, bo wszystkich przechodniów pewnie znają. W końcu urodzili się tutaj. Od czasu do czasu przebiega jakieś małe dziecko . Zupełnie jakby pozbawione było opieki. A może jest pozbawione? W myślach błąka się pytanie - czy to jeszcze jest Francja? Pewnie tak, bo obok widzę kogoś z bagietką w ręku. Taką bardzo długą jak to tylko we Francji pieką.

 

 

niedziela, 02 grudnia 2007