Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
wtorek, 24 listopada 2015
Wolność z widelcem na barykadach
.
Wiele lat temu, w ramach potwierdzania mojej nowo dojrzałej dorosłości, postanowiłam się opalać w toplesie na basenie Warszawianka. Wzbudziłam tym ogromne poruszenie. Młody biust, ładny biust, ale nie to było powodem całego zajścia. Chodziło zwłaszcza o goliznę. Jak można tak bezwstydnie się odkrywać? Bo przecież wartości! Bo przecież kobiecie nie wypada!  
Mimo to, nikt mi nie zabronił dalej się opalać bez stanika. Jedni podglądali, inni uznali, że to moja sprawa, ktoś skrytykował, nawet wielu ktosiów. 
Nie czyniłam tego ani z potrzeby ekshibicjonizmu, ani z chęci zwrócenia na siebie uwagi. Był to mój osobisty krok ku wolności. Wyzwolenia się z seksualnej pruderii ówczesnego świata, peerelowskiej hipokryzji i zwłaszcza chęć pokazania, że kobiecie wolno to samo, co mężczyznom. 
Później, przez całe moje życie opiekowałam się moją wolnością rozumianą na różne sposoby. Raz, było to dbanie o moją polskość, pod każdym możliwym niebem, w każdym scenariuszu. Raz ślub, raz rozwód. Raz poświęcenie własnej kariery macierzyństwu. Raz praca , raz nie. A także zdejmowanie stanika, czy to na zapyziałej Warszawiance, czy rok później na nowojorskiej plaży. Tam jednak policja wyraźnie dała mi do zrozumienia, że goła wolność, to owszem, ale w playboyu. W rzeczywistości mogła mnie kosztować wystawieniem mandatu za 500 USD. Wolałam zrezygnować z opalonych piersi i uratować słuszną sumę. Szybko też wróciłam do Europy, gdzie nikt mnie nie stawiał pod sąd z powodu toplesu.
Idea wolności nie powinna sprowadzać się jednak do gołego biustu, ale w kontekście walki o każdy ukryty włos pod religijną chustką, moja plażowa nagość wydaje się niemalże aktem rewolucyjnym.
Na szczęście los pozwolił mi urodzić się w Polsce. Na szczęście, albo i nie. 
Z punktu widzenia emigracyjnego, sytuacja w ojczyźnie zmienia się w sposób drastyczny, ale takie są prawa demokracji. Z punktu widzenia polskiego, sytuacja francuska, to już jest sprawa śmiertelnego zagrożenia, a nie wyborów demokracji. Pytanie, czy Polacy dojrzeli do tej ostatniej? Jako Polka, która od 20 lat mieszka i płaci podatki poza Polską, powinnam się martwić i nie powinnam wypowiadać na tematy polskie. Jako Polka mieszkająca i płacąca podatki we Francji, powinnam się wypowiadać i z pewnością martwię się sytuacją francuską. Zwłaszcza jednak niepokoi mnie, co z moją wolnością?
O ile we Francji mogę głośno wyrażać opinie na ogólnie wszystkich interesujące dziś tematy, to jednak czynię to coraz mniej. Również na tym blogu. Dlaczego? Czyżbym mniej była odważna jak w wieku 18 lat?
Nie, nie mam problemu z odwagą, a raczej ze świadomością autentycznej , własnej bezradności wobec systemu w jakim żyję. I tak nic nie zmienię, niczego nie osiągnę, a wolności coraz mniej.
Nie chodzi nawet o zagrożenie islamskich terrorystów, których nie podejrzewam o czytanie blogów. Nie chodzi nawet o ekstremalnych katolików, którzy tępią od lat kobiety w toplesie. Chodzi raczej o przeświadczenie, że niezależnie od tego, co myślę i jak czynię, jestem zależna od systemu, który tylko udaje, że pozwala mi na moją wolność, a nie dba o przestrzeganie prawa. Jestem zależna od tego dziwnego systemu, decyzji urzędników, całej pajęczyny dogmatów, które w coraz bardziej dotkliwy sposób duszą mój świat wolności. Ze smutkiem dostrzegam jego powolne rujnowanie, niszczenie.
Najgorsza jest świadomość, że te moje wynurzenia, to są zwykłe banialuki w porównaniu z sytuacją wolności w innych częściach globu. Gdybym urodziła się w Rosji, albo w Arabii Saudyjskiej, to mogłabym się skarżyć na zniewolenie. Ale w Europie?
Ano myślę, że w Europie też dzieje się źle.
Oglądając zdjęcia z marszu niepodległości w Warszawie, zrobiło mi się nieprzyjemnie. Przecież bycie Polakiem, znaczyło dla mnie bycie człowiekiem wolnym, żyjącym ze słowem polskim w duszy i rozumie. A tu hasła "Polska dla Polaków", tudzież inne, przytaczać nie warto. Dla mnie wiadomo, że Polska jest od lat polska. Nie jestem w stanie zrozumieć bitwy o coś, co od dawna już jest osiągnięte. Zachód miał zawsze głęboko w poważaniu mój kraj i tak samo dzisiaj ma w poważaniu. A szkoda , bo zajęty terroryzmem i cywilizowaniem islamu, nie zauważa nawet, że właśnie wykluła się totalitarna, nacjonalistyczna kaczka.
To ostatnie zdanie spowoduje różne uczucia. Ci, co głosowali na Kukopis, pomyślą - głupia emigrantka z gołymi cycami, nic nie wie o tym, co się tu dzieje. Z pewnością jakaś zboczona lewicówka.
Ci, co głosowali na PO, albo Nowoczesną mogą pomyśleć, że mam rację, ale pewnie nie czuję tego wszystkiego do końca, bo nie mogę, bo jestem zbyt daleko, no i jeszcze ta goła sprawa z basenu...
A ci, co nie głosowali, mogą dojść do wniosku, że przecież to blog o Francji, więc co ja tu chrzanię o Polsce?
A tymczasem nawet goły król coraz bardziej goły!
Europejczycy mają dziś poważny problem. Ba, mają bardzo wiele, problemów. Jutro będą mieli jeszcze więcej, jeśli nie zaczną się zmieniać i racjonalnie myśleć bez zbędnych emocji. 
Od Polski wcale nie tak daleko do Francji! Jak to? Jak to? Nas Polaków chronią krzyże, a tam grasują dzikusy z Allahem i granatami! No i co z tego? Przecież krzyż, to jest obiekt tortur. Zrobiono z niego symbol chrześcijaństwa. Zawsze mnie to przerażało, że dwa skrzyżowane pale drewna, na których wieszano i zabijano ludzi stał się symbolem dobra i miłości. Przeraża do dzisiaj i nie powinno nikogo oburzać to, że tak straszna tortura nie jest uwielbiana przez kogoś, kto jest agnostykiem. Do wiary nie da się zmusić. Z wiarą jest podobnie jak z miłością, nie da się wymusić, kupić, przekonać. Jest albo nie jest. Nie można nawet zarzucić komuś, że wierzy lub nie, kocha lub nie. Te dwa stany myślowo-emocjonalne są w nas, albo ich nie ma. Jeżeli nie wierzę w Boga, to nie ma żadnej możliwości żeby mnie zmusić do wiary. Jeżeli nie kocham, to nie uda się wymusić miłości. Człowiek ma naturę krnąbrną. Lepiej pogodzić się z tym od razu. 
Niestety w Polsce, coraz więcej ludzi wyobraża sobie, że ten krzyż jest wartością nadrzędną i częścią składową polskości. Nie jest. Jestem Polką i nie lubię krzyża. Nie jestem przez to mniej Polką. Nikt nie może mnie pozbawić polskości z powodu niewiary. Nawet gdyby mi zabrał obywatelstwo, zawsze będę mówiła i myślała po polsku. Uważam, że błędną drogą jest mieszanie religijności z tożsamością narodową. Chcesz to praktykuj wiarę, nie chcesz, to nie. Jest to twój prywatny wybór i wolność.
Ach i znowu ta wolność.
A we Francji? Kiedy pod liońskimi szkołami widzę dziewczynki, które zaraz przy wyjściu na ulicę zakładają chustki i chowają pod nimi piękne włosy, w pierwszym momencie jestem poirytowana. Jednak francuskość, jaka mnie otacza, nakazuje mi tolerancję wobec wszystkich religii. Więc nic mi do tego, co te paroletnie dziewczynki robią.
Jednak będę nadal niezadowolona, bo religia jest sprawą intymną, a afiszowanie się intymnością we wszystkich miejscach publicznych jest w Europie zabronione. Mimo to, prawo europejskie udaje, że nie widzi tej ekshibicji religijnej i chustki są coraz bardziej widoczne. Tak liczne są tu we Francji, że z pewnością wielu Polaków nie potrafi sobie nawet wyobrazić, jak bardzo! Podobnie jak krzyże w Polsce! Ich też jest coraz więcej i więcej, tylko, że już nikt sobie niczego nie musi wyobrażać.
Ktoś mógłby mi zarzucić, że przecież moją intymną golizną też się obnoszę, więc co tu się czepiam?
Jednak nie jest to takie proste, albowiem toples praktykuję wyłącznie na plaży, czy basenie, gdzie jest on dozwolony, a nie w każdym publicznym miejscu! Nie jestem femenką, ale plażową turystką. Tymczasem natrętna religijność jest dzisiaj powszechną manią bardzo wielu obywateli i nie ogranicza się wyłącznie do kościołów, meczetów i ich prywatnych domów! Napiera na mój agnostyczny świat wszędzie i nakazuje, domaga się akceptowania jej, ba, przestrzegania jej dogmatów!
Z czego to wszystko wynika? Zwłaszcza z nie aplikowania prawa! Udawania, systemowego oszukiwania w celu osiągania coraz większych przywilejów finansowych przez środowiska urzędniczo-państwowe. Naginane jest prawo do funkcjonowania demokracji, a nie demokracja, zależna od prawa.   
Myślę, że jest też inny powód niż korupcja państwowa. Ta obsesyjna religijność bierze się też z zapychania pustej czarnej dziury. W niebie też są takie dziury i nikt nie wie, co z nimi zrobić. Taka dziura wciąga, wchłania wszystko. Na początku nic nie wskazuje na ryzyko powstania takiej otchłani. Na początku jest gwiazda, która świeci, jest jasna i godna podziwu. A potem staje się hipernową , wybucha i zapada się. Trochę jak ludzka przesadna religijność. Wraz z tą ostatnią do głosu dochodzi jej młodszy brat - nacjonalizm. Ta zaraza, która w straszliwy sposób pozwoliła na rozkwit komunizmu i nazizmu.
Patrząc na marsz niepodległości wydał mi się rozpaczliwym domaganiem się ludzi o polskość. Z punktu widzenia emigranta, nie wiadomo o co chodzi. Bo przecież nikt Polakom nie zabiera ich polskości. Niosą sztandary, krzyczą, wyglądają jakby to było pospolite ruszenie. Zapomnieli, że to już nie ten czas, nie pora. Chciałoby się powiedzieć: ciemny ludu do książek! Naucz się, zobacz jak świat wygląda i wyglądał! Zrozumiesz wtedy, że nikt nie chce tej twojej białoczerwonej polskości ukraść. Wszyscy na świecie mają ją głęboko w poważaniu tę polskość. Więc zatrzymaj ją sobie i zacznij się wreszcie uczyć!
Niestety nie da się! Jak hipernowa wybucha, energia jest tak ogromna, że nic nie uratuje gwiazdy. Ze światła zapada się w ciemną dziurę. Tak właśnie wygląda polski marsz o posiadaną już niepodległość. Zapadanie się w czarną dziurę!
Do takiej samej czarnej otchłani ciągną teraz wiele krajów islamiści. Za wszelką cenę chcą je pogrążyć i im się to niestety udaje.
Co prawda minister sprawiedliwości Francji zachęca Paryżan i wszystkich Francuzów do walki z terroryzmem po przez zdecydowany powrót do restauracji. Podobno kontynuując restauracyjny styl życia można zwalczyć integryzm religijny. Wymyślono nawet hasło : Tous au bistro! (wszyscy do bistro!) Francuzi wezmą zatem szaleńców na widelce! Brzmi śmiesznie? 
Nie, to wcale nie jest śmieszne. 
Od dwóch lat ta sama minister wypuszcza tych, którzy są łapani przez policję za nie przestrzeganie prawa. Jednym z dogmatów francuskiej lewicy jest pogląd, że zbir nie jest zbirem, tylko ofiarą nierówności społecznej. Dzisiaj już nikt we Francji nie boi się ani policji, ani sądów. Obywatele muszą sobie radzić sami. I radzą sobie w dziwny sposób. Propaganda telewizyjna pokazuje każdego dnia rodziny zabitych paryskich ofiar, które opłakują i starają się godnie żyć dalej. Niektóre z francuskich sióstr, matek, braci, zdobywają się po chrześcijańskim pogrzebie na odwiedziny pobliskich meczetów. Publicznie manifestują w obronie cudzej islamskiej religii. "Bo to przecież nie wina wiary." powtarzają jak mantrę. Ich bliscy zginęli od terrorystów islamskich, a oni idą do muzułmanów i rozmawiają z nimi o tym, co się stało, poklepując po plecach pochylonych w modlitwie ludzi. Dziwny jest świat!- śpiewał kiedyś Niemen, dla tych , którzy jeszcze wiedzą kim był. Dziś śpiewa się słowa patrioty-polityka Kukiza " jak ja was kurwy nienawidzę", że zacytuję ze wstydem wielkim.
Ale we Francji jest inaczej. Przynajmniej na razie.  
Można się zachwycać, że humanizm i tolerancja ponad wszystko! A tymczasem nikt zdaje się nie zauważać, że właśnie kolejna hipernowa wybuchła i czarna dziura wciąga coraz mocniej kolejne ofiary i świat prawdziwej demokracji. Co teraz będzie dalej?
Nic. Absolutnie nic. Nie może być nic więcej w społeczeństwach coraz gorzej wykształconych. A tak właśnie postrzegam sytuację wszędzie w Europie. Gdzie słowo przemyślane, pisane, przeczytane przegrywa z grami wideo, serialami telewizyjnymi , które nic nie tłumaczą, niczego nie uczą. Nie może nic więcej się stać, jeżeli całe pokolenia bezmyślnością karmione są jak te barany co nic nie widzą tylko okrągłe dupska innych baranów. Aż refleksja nad światem zamienia się w histerię i ludzie zachowują się jak rozwrzeszczane przed lodziarnią dzieci.
 Wtedy miast myśleć, racjonalnie poszukiwać odpowiedzi na ciągle pojawiające się pytania, zaczyna się wiara w cuda. Wtedy nie naukowiec, ale święty ma nas wyleczyć z raka, Parkinsona. A jak się nie uda, to z pewnością jest to wina wroga. A tym wrogiem jest INNY!
Uwielbiam innych. Takich i śmakich. Uwielbiam innych i sama jestem inna. Uwielbiam inaczej myśleć, chodzić pod prąd ale według dobrze kreślonych przez prawo limitów. Nie potrzebuję oklejać domu polską flagą, żeby czuć się Polką. Nie potrzebuję śiewać co chwila Marsylianki ,żeby szanować państwo w jakim żyję. Moje dzieci też są Polakami i są też Francuzami. Znamy lepiej polski, jak niejeden z tym niepodległościowym sztandarem. Nie potrzebuję żadnych cudów, świętych. Wystarczy mi encyklopedia!
Uwielbiam INNYCH za ich inność, byle tylko mi nie narzucali ich inności. Mogą być czarni, biali, mogą być w plamki i nawet geje, i nawet ci, co się urodzili in vitro. Ci ostatni są moim zachwytem, że udało się ludzkości pójść tak daleko w rozwoju nauki, że może mieć dzieci, kochać je, nawet wtedy, gdy natura jest bezradna.
Zupełnie nie przeszkadzają mi lesbijki, że się całują , byle mnie nie całowały, bo ja wolę całować mojego męża. Niech się kochają jeśli chcą byle do siebie nie strzelali!
Ponadto nie wierzę w żadnego wroga. W krzakach, z lasów smoleńskich, nawet w tego w tych setkach łódek, co się pchają do Europy przez Morze Śródziemne. To wszystko, to nie są wrogowie, tylko ludzie, którzy kroczą do spokojnego życia za darmo i bez wojny. Tych INNYCH, też mogę zaakceptować pod warunkiem, że nikt nie będzie mi kazał utrzymywać ich inności, płacić na nią i jeszcze rozumieć ich orientalną wiarę, jaką przynoszą w tobołkach. Ta ostatnia, jak już się rozgości w socjalistycznej Europie, to potem wymaga akceptowania i przestrzegania ich wrażliwości religijnej. I własnej wolności nie uda mi obronić żadnym widelcem. I moja inność może być bardzo , ale to bardzo pogwałcona przez ich potrzeby.
Najgorsze jest to, że wszystko co się aktualnie dzieje ma to samo źródło - nieuctwo. Ze smutkiem patrzę na coraz gorsze nauczanie w szkołach i tu, i tam. Na coraz niższy poziom wiedzy wszelakiej i coraz większe zainteresowanie głupotami, papką internetowo-medialną i z przerażeniem dostrzegam rosnącą siłę wszelakich rycerzy świętej prawdy i wartości ponoć narodowych.
Aby jednak te czarne europejskie dziury nie wciągnęły mnie do końca, trzymam się kultury wszelakiej, książek i śledzę z zapałem wszystkie odkrycia naukowe, jakich na szczęście nie brak. Każdego dnia gotuję, nowe dania wymyślam, stare smaki praktykuję. Zgodnie z duchem francuskim - winem i bagietką blokuję zło, a kochaniem bliskich, dbałością o przyjaciół i poznawaniem INNYCH wypełniam każdą próżnię. Czego życzę wszystkim, zwłaszcza, że licho nie śpi, nawet pod sztandarami.     
12:44, fabella
Link Komentarze (10) »