Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
poniedziałek, 18 listopada 2013
Francja jest piękna
czwartek, 07 listopada 2013
Jak dobrze być kobietą!

Jak dobrze być kobietą! Wzdycham przekonując się o wspaniałości własnego losu. Jak wspaniale móc dawać życie. Chodzić w ciąży, rodzić dzieci i jeszcze je karmić własnym mlekiem i miłością. Wspaniale jest być tą, która może powiększać rodzinę własnym ciałem. A nawet, jeśli nie może, to i tak jest wspaniale, bo masz instynkt macierzyński, który pozwala Ci na szczęśliwą adopcję. Poza tym wspaniale jest być kobietą, bo możesz się upiększać i wszyscy z zachwytem, ocenią żeś zadbana, a nie taka z pogranicza normalności. Możesz chodzić w bardzo wygodnych butach, na wysokich obcasach, albo kobieco walczyć z najmniejszą zmarszczką na twarzy. Albowiem kobieta pięknieje z wiekiem dużo piękniej niż mężczyźni. Biedni  już tak nie mogą, kobieco się upiększać bez wrednych uwag.
 
Możesz również, tylko jako kobieta, udowodnić, że seksowność, powab, mogą iść w parze z inteligencją, wykształceniem i najważniejsze - pracowitością. Ach pracowitość , to już jest w ogóle wspaniała, jak jesteś kobietą. Pracujesz w domu, pracujesz poza domem, udowadniasz światu, że potrafisz wszystko łączyć, składać wszystkie obowiązki jak puzzle w jedną całość. 
A jeszcze, jako kobieta, szczęśliwie kobieca, masz możliwość zadbać o Ego partnera.... Ach wtedy, chyba najwspanialej jest być kobietą. Flirtujesz z losem, wibrujesz z garnkami, bo obiad przy jednym stole jest głównym spoiwem rodziny, tulisz codzienność zadbanymi dłońmi i nie posiadasz się z satysfakcji , że tak ci to świetnie wychodzi. 
W tym wszystkim śledzisz informacje, czytasz gazety, książki, zastanawiasz się czemu kurs dolara, a czemu Euro.... Buntujesz się na  ofiary Baszszar al-Asada, wnerwiasz , że Europa klapnęła grubą pupą o ziemię, miast dbać o przyszłość naszych dzieci. Z kobiecą energią nie rozumiesz, czemu grupa szaleńców, przez trzy lata "zrzuca" ten sam samolot w Smoleńsku, miast godnie pogodzić się z faktem,że on już się nie podniesie.
W pracy też kobieco cieszysz się z kobiecości, bo najczęściej masz męskiego szefa, a jeśli to kobieca szefowa, to jest jeszcze bardziej cudownie. Jeżeli, jakimś cudem ty jesteś szefową, to musisz udowadniać wszystkim ,że męsko rozwiązujesz problemy. Kobiecy współpracownicy kobieco cię obgadują, a o męskich, musisz ciągle dbać, żeby nie czuli się męsko pokrzywdzeni.
Jesteś kobieco aktywna w słuchaniu i czytaniu mądrych ludzi, ale niestety, nikt twoich opini nie słucha, więc czujesz się dalej kobieco i udajesz, że to tylko przejściowa głusza. Politykujesz podczas prasowania kilometrów ubrań, albo słuchasz wtedy głośno Bacha. Chcesz bowiem uspokoić bunt kobiecej duszy, przed tą najgłupszą z głupich czynności, jaką jest gładzenie materiału, w celu usunięcia jego fałd. 
Codziennie sprawdzasz zeszyty i tłumaczysz dorastającym dzieciom, dlaczego Picasso  wielkim malarzem był. Przy kolacji musisz jeszcze im wytłumaczyć, żeby uważali na pedofilów w internecie, że jest ich wielu, bo taka jest moda, i że nie powinno się trzymać łokci na stole. W między czasie upewniasz się, czy pralka już skończyła kręcić kolejne pranie, i zerkasz na komputer, bo nowoczesna kobieta, kobieca jest również na facebooku czy tweeterze.  
A potem, jak już cała, najedzona rodzina idzie spać, lub zasiada przed telewizją, ty nareszcie, w spokoju możesz posprzątać kuchnię, by następnego dnia, z satysfakcją, wypić kawę przy porannych nowościach. 

Ach jak wspaniale kobieco jest, gdy wieczorem, zmęczony swoim męskim dniem mąż, zasypia przed idiotycznym programem, wtedy gdy ty, chciałabyś, choć przez chwilę czuć się prawdziwie kobieco. Albo,  jak męża nie ma, bo w delegację wyjechał i musi spędzać, strasznie mozolne kolacje w restauracjach... wtedy czujesz się najbardziej kobieco pod słońcem!  A właściwie , to pod lampą, sama w fotelu z twoją kobiecą książką.  

Dlatego właśnie, z tych wszystkich kobiecych powodów, cieszę się, że mam synów, a nie córki. Niestety nie będą mogli, jak kobiety cieszyć się z ich kobiecości. Jednak, co nie jest do zbagatelizowania, będą mogli męsko, przeżyć własne życie. A ja nareszcie , z kobiecą satysfakcją będę mogła odpocząć.
niedziela, 03 listopada 2013
Historia czerwonej czapeczki

Bretania, to północno zachodni region Francji. Od wieków, żyją tam ludzie z rybołówstwa, hodowli zwierząt i rolnictwa. Kultywują własny język, tworzą architekturę dostosowaną do deszczowego klimatu. Charakteryzują się niespotykaną w innych częściach Francji, odpornością na wszelakie trudny życia. 

Stoły bretońskie znane są z owoców morza i naleśników, przygotowywanych na słono i słodko. Co do fasolki po bretońsku, to chyba bardziej jest to polski mit, niż bretońska rzeczywistość. 
W Bretanii częstowano mnie zawsze ostrygami, cydrem i naleśnikami, do wyrabiania których, dodawano nawet silnego calvadosu. Zarówno cydr, jak i calvados są alkoholami wyrabianymi z jabłek. Cydr - bardziej słodki, lekko gazowany, wspaniale orzeźwia cierpkim smakiem. Calvados - bardzo mocny, niemalże jak wódka, czy brandy, wyrabiany w sąsiedzkiej Normandii, dodawany jest do bretońskich potraw. 

Kiedyś, pod wpływem Remarque'a, chcąc poczuć się jak Joanna Madou, spróbowałam calvadosu, podczas kolacji w jednej z restauracyjek Dzielnicy Łacińskiej. Mój Ravic, stał się wkrótce potem, moim holenderskim mężem. A gorzki smak calvadosu, w niewytłumaczony sposób naznaczył ten związek nieodwracalnym fiaskiem. Tak czy inaczej, w literaturze , czy w życiu, calvados przemienił miłość w nieszczęśliwy koniec. Za co, naturalnie nie ponoszą odpowiedzialności ani Bretania, Normandia, ani jej mieszkańcy. 

Mój pobyt w tym regionie był krótki, a mimo to, pozostawił jak najlepsze wspomnienia. Bretończycy,to ludzie pełni humoru i optymizmu, mimo ciągłych wiatrów, ulew i wilgoci. Zielone krajobrazy, kamienne, bielone domy i ich błękitne okiennice harmonijnie tworzą symfonię spokoju, u wybrzeży groźnego oceanu. 

Może właśnie ten kontrast sprawił, że mieszkańcy Bretanii nie są pokornymi obywatelami. Od wieków buntowali się przeciw hegemonii paryskiej korony. Pod koniec XVII wieku stanęli nawet w opozycji do Króla Słońce i polityki fiskalnej jego ministra, Colberta. Ludwik XIV potrzebował niezliczonych środków na rozbudowę pałacu, utrzymanie wystawnego dworu i zwłaszcza na finansowanie ciągłych wojen. Wszystko to tworzyło sławę najpotężniejszego władcy Europy. Aż do czasu, gdy podatki narzucone na Francuzów, dla opłacenia kolejnego konfliktu z Holandią, wzbudziły zdecydowany protest Bretończyków. 

Fronda bretońska była wyjątkowym aktem brawury w państwie, gdzie totalitarna władza, skupiona była w rękach jednego, największego w historii Francji monarchy. Ruch bretoński nazwano Buntem czerwonych czapek , od nakryć głowy uczestników rewolty. Nie powinno się ich w żadnym razie mylić z czapkami frygijskimi. Choć i jedno, i drugie, czerwono rozpala głowy buntowników. O ile frygijska czapka stała się symbolem rewolucyjnej walki o równość społeczną i wolność wszystkich Francuzów. O tyle bretońska, jest raczej symbolem buntu anty fiskalnego. Absolutna premiera w królestwie francuskim. Bretończycy nie chcieli pozwolić królowi na kolejne podatki, na okradanie ich majątków na cele kolejnej , bezsensownej wojny. I to wojny przeciwko Holandii, której flota blokowała handel morski, z jakiego żyła cała Bretania.

Był rok 1675. Był król, był minister Colbert, podatki i złość Francuzów. 
Dziś jest rok 2013. U władzy stoi nie król, a prezydent. Pierwszy minister, to z pewnością  nie błyskotliwy Colbert. Jednak podobnie jak ten ostatni, narzuca na swoich rodaków niezliczone podatki, na realizację pomysłów Hollanda. Zbieżność nazw, zbieżność sytuacji. I ta historia , która ciągle się powtarza... 

Od paru dni, francuscy mieszkańcy Bretanii znowu założyli czerwone czapeczki. Nawet szybka rezygnacja z ostatnich podatków nie uspokoiła ich złości. Odważnie domagają się abdykacji "króla", który jest ewidentnie goły. Odważnie wytykają paryskim ministrom ich nieudolność, żeby nie powiedzieć głupotę.  Blokują drogi, manifestują, walczą z policją wysłaną przeciwko nim. Rolnicy, właściciele firm, sklepikarze, rybacy, nawet regionalni politycy, zarówno lewicowi, jak i prawicowi! Wszyscy, cały region manifestuje przeciwko polityce Hollanda i jego ministrów. Nie organizują ani strajków , ani popularnych we Francji ugrupowań. Po prostu stoją na ulicach bretońskich miast ze sztandarami, domagając krzykiem odejścia obecnego prezydenta. Nie chcą więcej płacić podatków, tak jak kiedyś, ich przodkowie, odmówili Ludwikowi XIV , finansowania jego wojen.

Coraz częściej słyszę szept wśród niezadowolonych Francuzów w całej Francji: wszyscy jesteśmy Bretończykami. Czerwone czapeczki sprzedają się podobno w setkach, mimo ciepłej aury, jaka panuje od tygodni. I wcale nie można powiedzieć, że ta rozgrzana do białości jesień, to ocieplenie klimatyczne. 

Bretońska sałatka może okazać się bardzo ciężko strawna dla niechcianego prezydenta.
Czekam, co będzie dalej i smażę naleśniki z calvadosem, po cichu myśląc, że uwielbiam krasnale.