Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
piątek, 23 stycznia 2015
Oklaski po śmierci wesołego błazna

.

.

Kilkanaście dni temu we Francji trzech islamskich zbrodniarzy zabiło 17 osób. Zamordowali ich za to, że satyrycy wyśmiewali się z muzułmańskiego proroka. Dlatego, że klienci  w sklepie paryskim byli Żydami, a inni, że policjantami.

Kim byli Ci mordercy? Po prostu -  Francuzami.

Można naturalnie dodać, że pochodzenia, takiego, czy innego. Ale po co? Kto matka? Kto ojciec? Arab, Murzyn..? No i co z tego, że czarny zabił? Policjantka, która straciła życie też była czarna. A policjant, Arabem i to muzułmaninem.

Ci mordercy byli  zwłaszcza i przede wszystkim Francuzami. Urodzeni we Francji, wychowani we Francji.  Kończyli szkoły państwowe, laickie, francuskie i mieli obywatelstwo francuskie od urodzenia. Dlaczego zatem stali się bestiami i wymordowali innych Francuzów?

Czy Francja, to w ogóle jest dzisiaj kraj bezpieczny i czy ta zbrodnia coś zmieni?

 11 stycznia liczni Francuzi wyszli na ulice, żeby zamanifestować przeciwko zabiciu niewinnych osób.  Też poszłam na tę manifestację. Nie jestem Francuzką, ale mój mąż i moje dzieci są. Dotyka mnie to, co się dzieje w ojczyźnie mojej rodziny.

Było nas 4 miliony zgodnie idących w ciszy osób. W Lyonie nikt nie miał transparentów, flag, nie było egzaltacji, ani politycznych sloganów. Było natomiast bardzo dużo ludzi, którzy szli spokojnie, pewnie i od czasu do czasu, masowo klaszcząc, na znak jedności poglądów i protestu. Czuliśmy w sobie siłę, jaką tylko tłum zgodnie myślących ludzi potrafi prezentować. Marsz szedł przez długie ulice, mosty i place pięknego Lyonu. Był tak ogromny, że trzeba go było rozdzielić na kilka ulic, bo wypełnił całe centrum. Oklaski niosły się i obijały po oniemiałych ze zdziwienia murach bogatych kamienic. Wznosiły się ponad naszymi głowami, jak szeleszczące skrzydłami ptaki, by opaść spokojnie na liońskim bruku.

Patrzyliśmy na siebie ze smutkiem, że tyle niewinnych ludzi zginęło bezsensowną śmiercią. Jedni trzymali ołówki w rękach, inni kartki z napisem Je suis Charlie. Ściskaliśmy się i klaskaliśmy pokazując światu, że Francuzi są nadal wolnymi ludźmi i że nie pozwolą sobie zabrać wolności. Czuliśmy tę siłę i dumę, że jest nas wielu, bardzo wielu, że jest nas więcej jak tych, co chcą nas pozbawić tej wolności.

Nie, nie ma w tym żadnej histerii, ani patosu wywołanych przerażającą zbrodnią. Jest natomiast bunt. Bunt narodu, który nagle zrozumiał, że śmiertelne niebezpieczeństwo stanęło u progu domu. Każdy z nas mógł znajdować się w małym, paryskim sklepiku. Każdy z nas mógł zginąć od kul islamskich szaleńców . Każdego z nas dziecko, brat, siostra mógł być ofiarą .

          W październiku 1996 roku, miasta belgijskie zalał tłum ludzi, którzy też zgodnie szli ramię w ramię po ulicach, protestując przeciwko strasznej zbrodni. Sprawa Marca Dutroux, okrutnego pedofila i mordercy dzieci, wzbudziła w Belgach tak ogromne poczucie zagrożenia, że musieli wspólnie, razem, bez względu na język i kulturę, czy antagonizmy, okazać swoją siłę i spójność. Skłócone społeczeństwo belgijskie, walońskie i flamandzkie mniejszości, połączył wspólny strach i ból po stracie niewinnych dzieci. Te dzieci, to były ich wspólne dzieci, a wróg zdefiniowany. Pamiętam doskonale ten czas. Mieszkałam tuż obok miejscowości, gdzie zabito małe dziewczynki.

Nie sprawa w typie zbrodni, ile w poczuciu realnego zagrożenia. Ludzie łączą się i w ten sposób pokazują ich niezniszczalność. 11 stycznia br straszna zbrodnia też połączyła Francuzów. Nigdy od końca II wojny światowej nie było tylu Francuzów na ulicach miast. Nigdy od bardzo dawna, nie było ogólnonarodowego zrywu ludzi o skrajnie różnych poglądach politycznych, różnym wieku, z różnych środowisk. Ich wróg był też zdefiniowany, przynajmniej tak nam się wtedy wydawało.

Kto był w tym marszu? Jak to się mówi we Francji - to byli "państwo każdy".  Ale nie każdy brał w nim udział, i to normalne, że nie. Tylko w Korei wszyscy reagują tak samo i na rozkaz. Nie było obowiązku bycia w tym marszu, ale raczej moralna potrzeba. Ludzie, którzy wyszli na ulice, domagali się od rządu ochrony ich wolności, ochrony ich życia i wartości, jakie od wieków tworzyli i obronili . Protestowali też przeciwko temu, co do tej pory było tematem wstydliwym - przeciwko obskurantyzmowi i każdej nietolerancji religijnej, przeciwko głupocie i okrucieństwu.

Dlatego może w zrywie protestujących ludzi zabrakło przede wszystkim Francuzów pochodzenia afrykańskiego, którym jak się zdaje, trudniej jest zaakceptować laicyzm i prawo republikańskie ? Którzy nie chcą, a może i nie potrafią żyć według europejskich i demokratycznych wartości! Którzy nie potrafiąc się przystosować do nowoczesnej Francji, coraz częściej narzucają jej własne, odmienne zachowania.

Poza nielicznymi przypadkami, francuscy Arabowie nie poczuli potrzeby protestu przeciwko temu, co stało się w Paryżu. To widoczny gołym okiem fakt, potwierdzony przez wielu imamów francuskich. Albo ludzie Ci poczuli się sami zagrożeni? Albo myślą inaczej? A może, jak to ktoś powiedział w tv, jest to związane z małym procentem tej ludności we Francji, a podobno te małe 10% wtopiło się w tłum. 

Jednak w normalnym życiu codziennym, na ulicach i sklepach, widać bardzo wiele osób o wyglądzie orientalnym, w typowych islamskich ubiorach, które w ewidentny sposób podkreślają przynależność religijną i inną od europejskiej kulturę i zachowanie.  W marszu styczniowym nie widziałam ani jednej takiej osoby. W niewytłumaczony sposób stały się absolutnie niewidoczne. 

Dzień później ogłoszono żałobę narodową. I znowu, okazało się, że co piąty francuski uczeń odmówił respektowania minuty ciszy, upamiętniającej mord na 17 niewinnych ofiarach terroryzmu islamskiego! Co piąty, młody człowiek we Francji akceptuje wykonanie wyroku na satyrykach, Żydach i policjantach?

Nie, nie wszyscy Francuzi są Charlie!

Tymczasem niektórzy Francuzi spośród tych, co nie są Charlie, uznali ten mord za zbrodnię! Można nie być Charlie, ale być przeciwnym terroryzmowi. Można nie być Charlie, bo Charlie samo przyczyniało się w nieświadomy sposób do tworzenia dziwnej, trudnej Francji, a być przeciwnym temu co stało się w Paryżu.

Natomiast, są jeszcze tacy, z pewnością też nie Charlie , co nie przyszli na manifestację z innego powodu.Oni właśnie, tłumaczą tę zbrodnię, jako naturalną sankcję za nierespektowanie muzułmańskich norm! Sama słyszałam takie poglądy. Oni po prostu akceptują to, co się stało!

Wolno, czy nie wolno się śmiać z Boga?

We Francji prawo pozwala .

W tej samej Francji, są Francuzi, których to tak drażni, że uznają karę śmierci za bluźnierstwo, za normalną!

Również w tej samej Francji są i to znacznie bardziej liczni Francuzi, którzy uważają, że prawo ma racje i nie wolno nikogo krzywdzić, nawet tego kto bluźni.

Jedni Francuzi wykluczają drugich Francuzów? A może są w trakcie wykluczania się już dawna?

Proszę nikomu nie wierzyć, że nagle, ten wielokulturowy naród francuski się połączył w żalu i wyszedł wspólnie na ulicę. To czyste kłamstwo i propaganda, które przez trzydzieści lat karmią Francuzów i resztę świata bajką, że cuda dzieją się nad Sekwaną.

Jedynym cudem jest to, że we Francji, w parlamencie, przez 97 lat nie zaśpiewano hymnu narodowego przy pełnej sali !!! Deputowani francuscy od 1918 do teraz, nigdy nie zaśpiewali razem Marsylianki! A tu nagle poczuli, że trzeba to uczynić. Nawet koniec  II Wojny Światowej nie sprowokował ich do takiej patriotycznej ekstrawagancji, jak śpiewanie wspólnie hymnu! Dopiero aktywne działanie terrorystów połączyło ich, jak kiedyś Marc Dutroux połączył Belgów. Tylko, że im dalej od pogrzebów, tym bardziej wpływowi Francuzi mają problem z definicją wroga. I w tym cały dramat.

 

A przecież miało być inaczej...

Od lat propaguje się ideę, że tylko laicka Francja , tylko multi-kulti! W latach 60tych, 70tych francuska masoneria wypowiedziała gigantyczną wojnę kościołowi. Udało się wykopać chrystusowe nauki z elementarzy, historii, nawet tradycji. Ostał się tylko kalendarz świąt, bo Francuzi są leniwi i lubią korzystać ze wszystkich Matek Boskich, Wniebowstąpień i Bożo Narodzeń. I Alleluja - plan się udał. Laicka historia, to nie taki głupi pomysł. Ludzie mieli modlić się w kościołach, a w szkołach i instytucjach mieli myśleć po ziemsku, nie religijnie. Laicyzm miał pozwolić wszystkim wierzyć u siebie prywatnie w co się chce. Uwolnić państwo od rządu dusz.

Jednak ta magiczna zabawka się popsuła dość szybko. Nie każdy potrafi się bawić w demokrację, laicyzm, nie każdy jest do tego przygotowany. Wraz z napływem ludności muzułmańskiej w czasie ostatnich 30 lat, pojawiały się we Francji nowe normy, wartości i zachowania. Masoneria pogubiła się w czasie i jeszcze do dzisiaj walczy z chrześcijaństwem. Nawet nie zauważyła, że tu nagle niektórzy chłopcy w turbanach dorośli, brody zapuścili i teraz bawią się w wojnę. Masoneria francuska, której rola w rządzeniu Francją jest determinująca, nie zauważyła, że wyrósł pod jej laickimi skrzydłami nowy, silny wojowniczy Bóg, który wymaga naginania się demokracji do Jego królestwa.

Laickość francuska nie radzi sobie z tym faktem. Humanizm francuski jeszcze mniej. Polityczne korekt, mądrości ponadnarodowe - popularne we Francji, jak filozofia bezwzględnej tolerancji, emancypacja, a nawet humor, wszystko to legło pod kulami terrorystów w redakcji Charlie Hebdo. Nawet jeden z zabitych dziennikarzy był masonem.

Ale kiedy trzy lata temu arabski chłopak z Tuluzy zabił żydowskie dzieci przed szkołą i ich rodziców, a wcześniej żołnierzy francuskich, nikt nie identyfikował się z ofiarami. Szybko zdefiniowano to jako kolejny akt antysemicki i trochę anarchizujący, ze względu na żołnierzy. Już wtedy trzeba było odważnie mówić prawdę!

Dzisiaj zabito satyryków francuskich, a to mesjasze francuskiej wolności słowa, zabito dziennikarzy -  a do tego ludzi powszechnie lubianych  i bezgranicznie sympatycznych, wesołych, dobrych. Dzisiaj zabito policjantów na oczach całego świata, bezbronnych, rannych dobito i znowu Żydów, jak jeszcze parę tygodni temu w Brukseli. Wielu, bardzo wielu Francuzów nie chce takiej Francji. Nadal jednak nie chcą też stawić czoła problemom. 

Marsz szedł i szedł ulicami, bo już nie da się udawać, że jest pięknie i kolorowo. Marsz krzyczał ciszą!

I nawet ja, prawie w to uwierzyłam, że teraz to już musi się zmienić. Uwierzyłam, że Francuzi przyznali się wreszcie do tego, co naprawdę się dzieje w ich własnym kraju. Uwierzyłam, że przyznali się do tego, że świecki charakter ich mentalności, ich humanizm, wiara w tolerancję i równość międzyrasową, w ich dobrą wolę, że mimo innego koloru skóry, wiary i pochodzenia, mimo innej kultury, innych wartości, że to wszystko się po prostu im nie udaje! Nie chcą przyznać, że są już dziś w Europie ludzie, co po prostu nie dorośli do tych ideałów, że są tak bardzo ograniczeni, że nie mogą się na nie zgodzić.

Już myślałam, że Francuzi się obudzili z letargu i teraz przyznają się, że nie wystarczy Afrykanom dać minimum socjalnego, nakarmić, wyleczyć, i głaskać po głowie, że jakoś to będzie. Że ludzi tak skrajnie różnych mentalnościowo od Europejczyków zwłaszcza trzeba  wychować w Republice, nauczyć ich jej reguł. Wymagać bezwarunkowo przestrzegania wszystkich zasad, prawa, konstytucji. Że trzeba od nich wymagać znajomości języka francuskiego, nakazać im funkcjonowania według sprawdzonych od dawna norm i wymagać respektowania obu płci, bez podziałów na łysych, z włosami czy w chustce.  Że muszą podlegać takiemu samemu rygorowi, jak wszyscy inni dotąd mieszkający tu ludzie. Już myślałam, że Francuzi i z lewej,  i z prawej strony,  nareszcie śpiewając wspólnie, po raz pierwszy od wieku, Marsyliankę, obronią ich własną filozofię życia! 

Mija drugi tydzień od zbrodni paryskiej.

Słucham wypowiedzi wielu znanych osób. Czytam poglądy, oglądam w telewizji dyskusje.

I dzisiaj już wiem, że się pomyliłam. Mimo drobnych zmian, konkluzja dobro-myślących jest taka sama, jak przed marszem. Winę za wszystko ponosi według nich samo społeczeństwo francuskie, które nietolerancyjnie nie pozwala godnie żyć mniejszościom etnicznym i religijnym.  Winę za wszystko ponosi zróżnicowanie w poziomie posiadania, a nie zupełne nie przegotowanie ludności napływowej do francuskiego systemu nauczania. Winę ponoszą biali, a wszyscy inni są tak nieszczęśliwi , że muszą aż zabijać dziennikarzy, policjantów i Żydów, żeby poczuć , że żyją. Oczywiście terroryści byli źli, ale to nie ich wina, że w takich smutnych dzielnicach wzrastali. Sam premier używa jakiś przedziwnych porównań Francji z rasistowskimi rządami RPA, miast uczciwie przyznać się do jednego, że rządzi krajem, gdzie jedni ludzie boją się drugich. Tylko, że ci przestraszeni byli tutaj wcześniej i to od zawsze!

Przypomina to trochę sytuację, kiedy złoczyńca zgwałcił, męczył i zabił ofiarę, a ktoś obok miast go osądzić, zastanawia się czy oprawca miał szczęśliwe dzieciństwo. No i co z tego, że nie miał? Ofiara nie jest przez to mniejszą ofiarą, a on mniejszym łotrem! Poza tym jeśli miał ojca sadystę, to każdego, innego nowo-zidentyfikowanego ojca sadystę, należy jak najszybciej ukarać i  pozbawić ojcostwa, a nie głaskać po głowie i mówić: - stary , to nie twoja wina, może nie bij syna, jakoś to będzie, a teraz masz bilet do kina.  

I w tym szeleszczącym marszu widziałam nadzieję, która już teraz ulatuje,  jak szum klaszczących rąk. Każda dyskusja na temat islamu uznawana zaczyna być znowu  jako islamofobia, każda dyskusja na temat gigantycznych różnic kulturowych, to rasizm, każda dyskusja na temat chronicznego lenistwa intelektualnego, to niesprawiedliwość, a kara za bezprawie, to nietolerancja.

Połamano ołówki, zabito wesołego błazna.

I nic, nic się nie zmieniło.

A miało być przecież inaczej...