Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
piątek, 31 stycznia 2014
Murarz w spódnicy, baleciarz w mennicy

.

Francuski rząd ewidentnie nie daje sobie rady z ratowaniem Francji od nieuniknionej recesji. Bezrobocie rośnie, inwestycje maleją. Na miejsce 208 upadłych dużych fabryk, tylko 130 powstało nowych w 2013 roku . Każdego dnia słychać o nowym bankructwie i desperackiej działalności związkowców. Więzienie członków zarządu przez związkowców stało się sportem narodowym. Rekwirowanie maszyn, dewastacja biur... Robotnicy w panice sięgają po przemoc i bezprawie.

Tymczasem prezydent, miast zająć się reformowaniem podduszonego przez socjalizm kraju, jeździ na skuterku po Paryżu za jakąś nieznaną aktoreczką.  

Minister budżetu, niejaki Cahuzac,  okazał się oszustem podatkowym, który wyprowadzał do Szwajcarii pieniądze, żeby uniknąć podatków, do czego przyznał się publicznie. Ten sam Cahuzac jest ojcem pomysłu 75% opodatkowania wysokich dochodów i nagonki na bogatych Francuzów emigrujących z powodów fiskalnych. Nie przeszkadza to że były minister budżetu, z podanych przez Szwajcarów informacji,  jest również właścicielem konta w Singapurze. Jak wiadomo minimalna wartość takiego wolnego od podatków konta jest 10 milionów. Zupełnie godna suma, jak na twórcę socjalistycznej polityki fiskalnej.

Innym skarbem Francuzów jest minister sprawiedliwości Mme Taubira. Krytykowana za pobłażliwą politykę więzienną , okazała się nieudolną matką wielokrotnie ściganego przez policję syna, który uczestniczył w rozbojach i wielu kradzieżach. Wyraźna empatia pani minister do łobuzów drażni ofiary. Jednak patrząc na osiągnięcia wychowawcze pani minister nie należy się dziwić. Niegdyś wojowniczka o niepodległość Gujany, dziś już nie walczy z Republiką tylko ją zmienia. Jest autorką prawa do ślubów homoseksualnych. Obecnie pracuje nad nowym kodeksem, gdzie rodzice mają nosić miano rodzica A i B, bez uwzględnienia płci. Zupełnie otwarcie mówi się już o nowatorskiej idei wyższości związku socjalnego z dzieckiem, nad związkiem biologicznym z jego opiekunami. Pojęcie matki i ojca będzie musiało zniknąć. Bo nie da się mówić o dwóch ojcach czy dwóch matkach. Rodzicem A i B może być każdy kto wychowuje dziecko, a ten kto je stworzył straci wyłączność prawną.

Kolejnym rządowym kwiatem jest pani minister budownictwa, która nie ma zielonego pojęcia o budownictwie, ale za to należy do partii zielonych. Do jednych z jej twórczych pomysłów należy oficjalna propozycja przyznawania bezwarunkowego prawa pobytu, jak i ochrony socjalnej wszystkim uciekinierom z Afryki i Azji, co zadeklarowała publicznie na jednym z zebrań partii. Nie wiadomo jaki to ma związek z budownictwem, ale trzeba zachwycić się nad pomysłowością i talentem wyżej wymienionej. Można nawet powiedzieć że są budujące.

Mimo tych niewątpliwych zalet, politykę emigracyjną prowadzi minister spraw wewnętrznych. Francuz, ale dopiero od 18tego roku życia, bo wcześniej był Hiszpanem.  Wszyscy wiedzą, że ma poglądy prawicowe, ale ponieważ genetycznie obciążony jest katalońskim dziedzictwem, działa w rządzie lewicowym. Hiszpanie francuscy bardzo często są dziećmi emigrantów walczących z prawicowym dyktatorem Franco. Pierwszy policjant Republiki, od wielu miesięcy przekonuje Francuzów, że jest bezpiecznie w kraju, w którym co trzeci dzień ginie kobieta z rąk jej partnera, kradzieże wzrastają w sposób proporcjonalny do astronomicznych  podatków, a mafie regionalne zabijają kogoś na ulicy, średnio raz w tygodniu. Najbardziej popularny z rządu minister nie zrobił jeszcze niczego konkretnego, ale za to pogonił parę razy cygańskich złodziei. Właśnie tym zdobył sobie przychylność narodu. Po oburzeniu europejskich deputowanych przestał już ganiać Rumunów. Teraz pozwala im  budować slamsy na obwodnicach miast, na tyle daleko, żeby nie było ich widać, na tyle blisko, żeby mogli dalej żebrać i kraść. Jak każdy godny Europejczyk!

Inną gwiazdą rządu jest minister spraw zagranicznych, skompromitowany w przeszłości były premier Fabius. Jako zdeterminowany socjalista, wychował syna na rasowego kanciarza i hazardzistę. Trzydziestoletni "chłopak" publicznie przepuszcza po pół miliona euro w kasynach. Jednak nie płaci podatków bo oficjalnie nie ma dochodów, co nie przeszkadza mu kupować mieszkania za kolejne miliony euro w Paryżu. Nie wiadomo skąd na to ma. Wyraźnie wychowany jest w ideałach wszechobecnej we Francji moralności egalitaryzmu i sprawiedliwości społecznej.

Również minister zdrowia ma duże osiągnięcia rodzicielskie. Jej 22 letni syn kryminalista okradł, maltretował i więził starszą damę w Paryżu. Dzisiaj siedzi w więzieniu paryskim o nazwie "Więzienie Zdrowia". Trzeba przyznać że godnie reprezentuje maminy urząd.

Francuski minister finansów też budzi głębokie zaufanie. W wieku prawie sześćdziesięciu lat,  nie uzbierał żadnego majątku, ani nigdy nie założył rodziny. Ma natomiast trzydzieści lat młodszą partnerkę z którą spędza miło czas przepuszczając wszystkie oszczędności. Z pewnością rozumie problemy finansowe francuskich rodzin.

Szefem tych utalentowanych polityków jest premier, z wykształcenia germanista. Niedawno w Bundestagu przemawiał robiąc takie błędy , że Niemcy myśleli że to reinkarnacja legendarnego żandarma. Rządzi Francją równie dobrze, jak mówi po niemiecku. Zrobiło się mniej wesoło jak w Saint Tropez .

Jest jeszcze ktoś, wyjątkowo bliski memu sercu, minister do praw kobiet. Naturalizowana Arabka, córka wielodzietnej robotniczo-chłopskiej rodziny marokańskiej. Osoba, która nieoficjalnie, ma misję robienia społecznego zamętu, wprowadzając w życie Francuzów ideologię totalitarnej równości płci. Mimo że nie posiada żadnych kwalifikacji, jest autorką eksperymentalnego programu nauczania w przedszkolach i szkołach podstawowych. Ma on na celu, w oparciu o pewne elementy teorii rodzaju, przekonywać dzieci do tego, że ich płeć  w żaden sposób nie powinna wpływać na ich życie, a już zwłaszcza na wybór zawodu.  Pani minister , w pilotażowym  filmiku zamieszczonym na stronach rządowych, przekonuje małą, ośmioletnią uczennicę, że może w przyszłości stać się murarzem i nie powinna bać się takiego wyboru.

Zamysł programu edukacyjnego był może dobry, ale w praktyce wygląda to tak, że większość nauczycieli nie jest przygotowana merytorycznie i nie chce mówić małym dzieciom o seksualności, a zwłaszcza o homo czy biseksualności. Również przekonywanie małych dziewczynek do wybierania w przyszłości zawodów, które ewidentnie są szkodliwe dla zdrowia kobiet wydaje się czystą bzdurą. Bo jeśli nawet  opisana wyżej mała Francuzka, chciałby być murarzem, to kto będzie za nią nosił gigantyczne torby gipsu, piasku czy cegły, których obiektywnie nie będzie w stanie nosić? A jeśli nawet uda jej się jakimś cudem to robić, to kto będzie płacić na jej rentę, za zrujnowane przedwcześnie zdrowie?

Kobieta murarzem - cóż za osiągnięcie w równouprawnieniu płci! Ciekawe czemu pani Najat nie przekonuje dziewczynek że mogą kiedyś być prezydentem? Wtedy mogłyby bezkarnie jeździć po nocach na skuterze po Paryżu?

Jak wynika z ostatnich obserwacji  francuskiej federacji rodzicielskiej, do realizacji misji pani minister, używane są specjalnie opracowane podręczniki, lektury i filmy. Jedno z nich nosi tytuł " Tata nosi sukienkę". Tata pani minister z pewnością nie nosił w Maroku sukienki. Myślę że jako arabska dziewczynka z biednej rodziny naoglądała się wiele. Powszechnie znany jest styl życia niewykształconych Arabów, nawet tych którzy mieszkają na stałe w Europie. Kobiety nagminnie maltretowane, bite, podlegają rytuałom wycięcia łechtaczki i muszą bezwzględnie poddawać się patriarchalnemu szarijatowi. Pani minister jest już Francuską, ale jej emigracyjne korzenie i doświadczenie z tym związane mogły wpłynąć na  jej obsesyjną potrzebę zmiany świata.  W jej działaniu politycznym dąży do wygumkowania  różnić płciowych ze świadomości społeczeństwa. Jest bardzo prawdopodobne, że pani minister Najat Vallaud- Belkacem, zajęta prowadzeniem seksualnej wojny, nie zauważyła nawet , że Francuzki są od lat prawdziwie niezależnymi istotami, z dostępem do darmowej edukacji, opieki medycznej i socjalnej. Poza tym Francja jest w pełni laicka, wolna od jakiejkolwiek dogmy religijnej. Krucjata pani minister jest walką z jakimś wydumanym wrogiem z penisem albo zwykłym mieszaniem medialnym w głowie opinii publicznej. A wszystko po to żeby nie mówić o prawdziwych problemach Francji.

Urodziwa acz irytująca Najat, wyraźnie chce totalitarnego działania państwa i jego ingerowania w życie każdej francuskiej rodziny. Nowe prawo stanowiące o równości kobiet i mężczyzn, w bezsensowny sposób będzie zmuszało do korzystania z mało płatnego urlopu ojcowskiego. Nie skorzystanie z niego grozić będzie skróceniem automatycznym urlopu macierzyńskiego o sześć miesięcy!  W ten oto sposób ukarze się rodziny niższymi dochodami, albo pozbawi rodziny wyboru wychowywania dzieci, jednak ideał równości będzie osiągnięty!

Prawo Najat ma również ingerować w wymóg zatrudniania tej samej liczby kobiet i mężczyzn we wszystkich klubach sportowych. Rugbyści martwią się gdzie znaleźć kobietki, które zainteresują się tym, czym ewidentnie interesują się chłopy od zawsze. Nawet nie umiem sobie wyobrazić co będzie z bokserami. Podobnie w szkołach dziennikarski ma być wymagany równy procent kobiet i mężczyzn, zarówno wśród wykładowców jak i studentów. Problem w tym, że już więcej jest wśród tych ostatnich kobiet. Minister chyba się pomyliła. Bo jeśli ma być po równo, to co, trzeba wyrzucić nadwyżkę kobiecą z uczelni?

Tak czy inaczej, prawo Najat niesie w sobie całą masę innych niedorzecznych pomysłów.  Szkoda, bo wiele prawdy można znaleźć w poszukiwaniach naukowych gender. Szkoda również dlatego, że obudziło to poczucie niebezpiecznej amatorszczyzny rządu, składającego się z zakompleksionych , nieprzygotowanych do rządzenia ludzi, o bardzo wątpliwej moralności. Jedno jest pewne że nie da się wyciągnąć Francji z kryzysu zakładając murarzom spódnice. Bo co zrobią wtedy baletnice, zwłaszcza że baleciarze są u władzy?

.

poniedziałek, 27 stycznia 2014
Wersalczycy

Od dawna nie zmieniałam wiele w blogu. A zatem rozpoczynam nową kategorię Ludzie Francji. Będę dodawać zdjęcia osób, które mnie zaintrygowały, a ich wizerunek opowiada o Francji. Dalej mojej Francji.... Każdy tytuł będzie tłumaczył albo skąd pochodzą, albo gdzie zrobione jest zdjęcie.

.

.

Sylwetka starszego pana znajduje echo w eleganckim ruchu wody. Kratka spódnicy poszukuje brata w rytmie ogrodowej ściany. Oboje są bardzo wiekowi, a ich wzruszający spokój wspaniale harmonizuje z życiem fontann. Pani trzyma przy sobie typową dla starszych Francuzek torebkę  i w równie typowy sposób zawiązała pasek od krótkiego trencza. Pan fantazyjnie zabrał laseczkę , ze srebrnym uchwytem i nałożył kapelusz.

Noblesse oblige (szlachectwo zobowiązuje) !

 Wszystko dzieje się oczywiście w Wersalu, rok temu na wiosnę. Mam nadzieję że nadal tam się pojawiają. Król byłby bardzo kontent....  

czwartek, 23 stycznia 2014
Francuskie roboty

Świadomość upływającego coraz szybciej czasu, pooperacyjna niedyspozycja, jak i zwykła chęć zmiany codzienności, popchnęła mnie w kierunku domowego nieróbstwa. Jednak w brudzie żyć się nie da. A jeśli trzech  spośród siedmiu domowników, to dwa psy i kanarek, to sprawa czystości wydaje się być kluczowa.

Najpierw rozeznałam możliwość wzięcia pomocy domowej. W pobliskiej piekarni, na wywieszonej tablicy jest mini giełda pracy. Ale strach pomyśleć o wprowadzeniu kogoś obcego do domu. Zapytałam zatem sąsiadkę. Okazało się, że ma jedną panią do sprzątania i inną do prasowania. Ta od sprzątania jest płatna od godziny, a wymaga stawki godnej prezesa międzynarodowej korporacji. Zresztą okazało się, że ma tak dużo pracy, że nie jest dyspozycyjna aż do lata.

Pani prasowaczka nie przychodzi do klientów, tylko trzeba zawozić ubrania do jej domu. Pobiera opłatę od średniej wielkości plastikowego kontenera. W moim przypadku to odpada, bo nie wolno mi nosić ciężarów.

Zadzwoniłam do znajomej Francuzki, która pilnuje mi czasami psów i dorabia sobie pracą w domu. Okazało się że nie umie prasować koszul, polo i spodni. Czyli dokładnie tego, co u mnie jest najbardziej potrzebne. Stanęłam przed ewentualnością ubierania chłopców i męża w sukienki, ale nie chcieli.

I tak, minął miesiąc od mojej operacji i musiałam poradzić sobie inaczej.  Z pomocą przyszły soldy. Przez przypadek, nabyłam za sumę prawdziwie godną 40euro, odkurzacz robot. Ten sprytny przedmiot , po paru godzinach ładowania połyka wszystkie brudy z wdziękiem baletnicy. Kręci się, wierci, mruczy pod nosem i z zadziwiającą determinacją czyści podłogę i dywany.

Łazienka i toaleta dostały się w ręce męża. Pierwszy raz od 17 lat, odkrył, że dom nie jest do końca samoczyszczący, a wanna czy umywalka nie są tak magiczne, jak się do tej pory wydawały. Ubrania przenoszone są z kosza do pralki przez moich chłopców. Po wypraniu, sortuję je, według poziomu gniecenia się i suszę w suszarce. Dzięki temu, wyselekcjonowałam ponad 50%ubrań, które nie muszą być prasowane, a wyłącznie na ciepło składane. Każdy bierze swoje skarby i wkłada do własnej szafy.

A od wczoraj, sprowadziłam internetową drogą, robot do mycia podłogi. Podobnie jak brat-odkurzacz, mruczy, buczy i wyręcza. 

Zmywarka zmywa naczynia, pralka pierze , suszarka suszy, a roboty ganiają po podłogach i mam... czysto. Nie ominęły mnie zakupy, ale i to ograniczam do minimum, a w sobotę robimy wielkie sprawunki silnymi ramionami wszystkich domowych mężczyzn. Pozostaje mi kucharzenie, odkurzanie na wysokości. Ale jedno lubię, a drugie , dzięki czystej podłodze, jest mniej pracochłonne. Okna poczekają do cieplejszych, bezdeszczowych dni. Koszulami zajmuje się mąż sam, pościel suszę złożoną w specjalnej torbie , żeby się nie pogniotła, i prasuję resztę ubrań na bieżąco, w małych ilościach.

Dzięki takiej rewolucji mam dużo więcej czasu. Poza tym wysiłek , jaki wkłada teraz rodzina w całości, w utrzymywanie porządku domowego, sprawił, że wszyscy więcej go szanują. z wyjątkiem upartych psów , które nie wycierają same łap po powrocie z ogrodu.

Niby banalne sprawy poruszam w dzisiejszej notce, ale czy aby tak zupełnie nieważne? We Francji trzy czwarte kobiet pracuje zawodowo poza domem. Część ma sprzątaczki, część testuje roboty, a reszta samotnie zajmuje się domem. Nie znam ani jednego Francuza , który sprząta, myje, prasuje. Z pewnością tacy są, ale ja przez 18 lat życia we Francji nie spotkałam się z takim skarbem. Niewielu wynosi śmieci. Niektórzy zajmują się ogrodami i nigdy nie myją samochodów żon, nie zawsze dbają o własne. W szkołach, na zebraniach rodzicielskich królują matki, nie ojcowie. U pediatry nigdy spotkałam ojców. Coraz częściej widzę dziadków , którzy zajmują się wnukami. Może na emeryturze dociera jak ważną rolę w wychowaniu dzieci powinni odgrywać mężczyźni?    

W parlamencie toczy się aktualnie debata o równouprawnieniu obu płci. Mężczyźni będą mogli brać urlop ojcowski, wymieniać się z kobietami, itd. Nie znaczy to że tak będą robić. Zarabiają najczęściej więcej od kobiet i żadna rodzina nie zrezygnuje z większego wynagrodzenie w dobie kryzysu i astronomicznych podatków.

Nie sądzę ,żeby udało się wymusić drogą ustawową autentyczne zaangażowanie w  obowiązki domowe i rodzicielskie. Obawiam się natomiast, że prawo to stworzy sytuację, gdzie kobiety uzyskają większy dostęp do zawodów "męskich". Będzie więcej kobiet hydraulików, cieśli czy rolników. Ale i tak w domach będą odkurzały, prasowały i porządkowały bez pomocy mężczyzn? Tego nie da się wyegzekwować żadnym prawem. Natomiast przeciwstawia obie płcie w jakiejś absurdalnej sytuacji walki i wojny o równość, bez uwzględnienia obiektywnych różnic. Bo jak na urlopie macierzyńskim mężczyzna ma karmić piersią? Albo jak wyegzekwować od pracodawcy, żeby zatrudniał młode kobiety, jeśli istnieje wyjątkowo, restrykcyjny system obciążeń socjalnych. Małe firmy boją się przyjmować do pracy panie, które w każdej chwili mogą pójść na urlop macierzyński. Albo są na zwolnieniu z powodu choroby dziecka itd. itd.... a za wszystko musi płacić pracodawca. W czasie dramatycznej koniunktury, której autorami są socjaliści, jest prawie niemożliwe wymaganie czegokolwiek od firm, które i tak ledwo zipią. 

Co trzecie małżeństwo kończy się we Francji rozwodem. W okręgu paryskim co drugie. Kobiety nie wytrzymują nierównego podziału obowiązków i dużo niższego wynagrodzenia w pracy. Fizycznie coraz trudniej są w stanie podołać. wolą rezygnować z jeszcze jednego obciążenia jakim stali się ich leniwi mężowie.

Dlaczego tak jest? Przecież Francuzki od czasów pierwszej wojny światowej zarabiają na życie samodzielnie, zajmują się domami, pracą i są coraz lepiej wykształcone? Dlaczego Francuzi nie chcą się z nimi dzielić codziennością i rodzicielstwem? 

Nie wierzę absolutnie w działania socjalistycznego parlamentu. Kobiety we Francji udowadniają od dawna, że są silne i mężczyźni z chęcią się z tym pogodzili. Może powinny pokazać że są trochę słabsze i nie wolno nikomu żyć kosztem ich życia? Nie wiem. Ten problem nurtuje mnie od dawna. Francuzki wyglądają na coraz częściej zaniedbane, smutne i twarde kobiety. Wypleniły z ich zachowania kokieterię, wdzięk i uśmiech. Tak bardzo chcą światu udowodnić ich potencjał, że nie starcza w tym świecie miejsca na wdzięk, ciepło i delikatność. Wyraźnie przygniata je zmęczenie.  Zbyt bardzo chcą być kobieto-mężczyznami. Panowie, tylko w części są tym zachwyceni i coraz częściej dymisjonują w tej wojnie płci. 

Obiektywnie, przez ostatnie tygodnie, nie byłam w stanie robić więcej, jak odpoczywać i dbać o zdrowie. Nagle, mój francuski mąż i dzieci zauważyli, że nie podołam. Zaopiekowali się mną, bo okazało się, że nie jestem niezniszczalna. Przejęli wiele spraw i po raz pierwszy zadbali o porządek i czystość. Dom nareszcie zaczął funkcjonować wspólnie, a nie kosztem mojego życia. Mąż zainteresował się również tym co dzieje się w szkole. A w weekendy gotuje nam różne nowe potrawy z książki kucharskiej.

 Nie muszę już pisać po nocach, zarywając cenne godziny odpoczynku, bo do tej pory tylko wtedy miałam czas dla siebie. Nie zasypiam ze zmęczenia w połowie zdania.

Zmian w życiu rodzinnym nie da się wyegzekwować żadnym prawem. Francuskie lewicowe feministki znowu wymachują sztandarami równości. A to wcale nie chodzi o żadną równość.

Czasami lepiej się przyznać, że już dalej nie daje się rady. Czasami warto powiedzieć, jesteś silniejszy, pomóż mi, a ja pomogę tobie. A może się mylę? Wciąż szukam odpowiedzi. 

Dobranoc... do jutra :) 

   

piątek, 17 stycznia 2014
Och Franek!
Nikt, absolutnie nikt nie obiecywał , że życie w stanie małżeńskim jest łatwe. Pewnie dlatego obecny , francuski prezydent, nigdy nie zaryzykował takiego kroku. Mimo wieloletniego związku z Segolene Royale, jak i wspólnych czworo dzieci, François nie założył nigdy obrączki. Paryskie plotki szeptały kiedyś, o jego miłosnych przygodach z różnymi kobietami nawet wtedy, gdy żył w nieformalnym, ach publicznym związku, z matką jego progenitury. Przypisuje mu się nawet love story z obecną kandydatką na mera Paryża, Anne Hidalgo. Trzeba przyznać , że obie panie są ładne, inteligentne, a co najważniejsze - socjalistki. Niestety Segolene straciła cierpliwość do wesołego partnera i parę lat temu wyrzuciła go z własnego scenariusza. Ukoronował ją dużą parą rogów, z kolejną kochanką, a obecnie oficjalną towarzyszką Valerie Trierweiler. Obie kobiety zwalczały się publicznie, obdarowując przykrościami przez wiele , wiele miesięcy ku radości gawiedzi.

Hollande, acz bez zbędnych emocji, to chyba jednak z dumą, mógł podziwiać walkę dwóch znanych kobiet o jego względy. To z pewnością wspaniale zadziałało na jego męsko francuskie ego. Aż w końcu stał się prezydentem. Jak sam mówił, „normalnym” prezydentem”. Takim , który ciężko pracuje pro publico bono. Takim, który żyje skromnie, cicho i zupełnie inaczej, jak poprzedni, ekstrawagancki, kapitalistyczny Sarkozy. Hollande przyrzekł Francuzom, że będą żyli lepiej i sprawiedliwiej, dzięki socjalizmowi , jaki postanowił wprowadzić . Może uwierzyli, z pewnością chcieli zmian, no, to je mają.

Astronomiczne podatki, katastrofalną sytuację dogorywającego przemysłu ciężkiego, deficyt handlu zagranicznego, brak wzrostu gospodarczego, spadający poziom edukacji i galopujące bezrobocie. Jako prezydent „normalny”, Hollande, normalnie wprowadził w życie to, co socjalizm zawsze robi z ekonomią. I zrobiło się smutno, a przecież we Francji powinno być wesoło. Gołe kobietki w kabaretach, ostrygi, szampan, ciasta z koroną… Gdzie to się podziało?
Bardzo się zmartwiłam  , że tak to się ostatnio narobiło. Do tego, coraz więcej dyplomowanych, ale i zamożnych Francuzów ucieka do dalekich krajów. A z Lampeduzy przyjeżdża coraz więcej uciekinierów z Afryki, bez dyplomów, zawodu, bez znajomości europejskich języków, biednych, jak tylko można być biednym, za to  z dużym bagażem strachu i potrzeb. Do tego rumuńscy Cyganie biegają po metrach wielkich miast i okradają turystów, tworząc niemiły klimat. Ci turyści przyjeżdżają z Chin i Japonii, i dziwią się bardzo, że francuskie dzieci zabierają im pieniądze , jakie przeznaczyli na drogie prezenty.  We francuskich sklepach dobrobyt kusi, a nabyty luksus jest synonimem udanych wakacji we Francji. Niestety, coraz większe zagrożenie na ulicach skłania Azjatów do wybierania Londynu. Paryż, po raz pierwszy, przegrywa ze stolicą brytyjską w turystycznej atrakcyjności.

Jednak, mimo tych smutnych wieści, i tak twierdzę , że  Francuzi mają dobrego prezydenta. Od tygodnia, François zgotował swoim rodakom pełno nowych niespodzianek Do pierwszej, należy jego nowy stan miłosny, prezydenta „normalnego”.  Hollande, jak każdy francuski „monarcha” , ma jak się okazuje kochankę. Odkryli to wredni paparazzi, a może ktoś im pomógł? Sądząc po rekordowo niskich sondażach Hollanda, musi mieć  dużo „przyjaciół” chętnych do pomocy i dobrych uczynków.

Ku radości wielu Francuzów , ich dzielny prezydent, normalnie, na skuterku, odwiedzał pod osłoną nocy, swoją nową kochankę. Jego aktualna , oficjalna partnerka, nic o tym nie wiedziała. Pierwsza faworyta prezydenta, została z dnia na dzień zdetronizowana przez nową, młodszą aktoreczkę. Biedna Valerie, w ewidentnym szoku, od sześciu dni, walczy w szpitalu z pożerającą ją zazdrością i żalem, pod okiem profesjonalistów. Znana z ostrego języka i niesympatycznego charakteru, nie wzbudziła wiele współczucia, ale raczej, uszczypliwe żarty rodaków.
Prezydent publicznie broni prywatności.  Jako „normalny” prezydent, nie pozwala sobie na wynurzenia i emocjonalny ekshibicjonizm. Złapany na gorącym uczynku, aplikuje swoją starą strategię strusia. W końcu, pozwoliła mu przez dwa lata beznadziejnej prezydentury, przetrwać bez dramatów i rewolucji. Wredni dziennikarze nie pozwolą mu jednak tak szybko uciec od męskiej odpowiedzialności. Takie pościelowe historie wspaniale się sprzedają. Toż to rewelacyjna pożywka dla ludu. Zwłaszcza smutnego, zmęczonego złymi wiadomościami ludu. Mimo, iż każdy we Francji oficjalnie przyznaje , że życie miłosne prezydenta, to jego prywatna sprawa, to jednak przyjemnie o tym rozprawia, ba , nawet się pasjonuje. A to, daje wspaniały zarobek mediom. Poza tym , czy aby na pewno jest to sprawa prywatna?
Do tej pory „normalny” prezydent , mimo protestów wielu rodaków, przeforsował nowe prawo o ślubach dla wszystkich. Bardzo zadbał o to, żeby każdy Francuz, hetero, homo, czy bi, mógł wejść w związek małżeński. Sam jednak nigdy ślubu nie wziął. Jako „normalny” prezydent narzucił narodowi opłacanie specjalnego biura w Pałacu Elizejskim, jak i oficjalnych podróży, ochrony osobistej jego faworycie, Madame  Trierweiler. Mimo, iż kobieta ta, nie jest w żaden prawny sposób związana z Hollandem ani jego stanowiskiem, Francuzi od dwóch lat płacą na jej funkcjonowanie u boku prezydenta. Dziś dowiedzieli się, że to farsa. Biedna faworyta nie jest faworytą, ale medialną wydmuszką. Król kocha inną. Jedyny, seksualny związek przyjaciółki z rządzącym, okazał się komedią. Nie wiem kogo bardziej oszukał. Ją czy podatnika, który płaci na te miłosne fanaberie . A może oboje?
No i kto teraz będzie pierwszą, a kto drugą damą? A może obie? A może żadna? Bo dwóch biur pierwszych prawie-dam w Pałacu, to już chyba Francuzi nie zaakceptują. A może się mylę?

Jednak dzięki tej dość żałosnej historii, zrobiło się znowu francusko. Mniej socjalistycznie smutno.Wodewil trwa i trwać będzie długo. Znając cięty temperament pierwszej prawie damy, nie odpuści tak szybko, media, też nie. W końcu libertynizm, to towar eksportowy Francji od wieków! Francuzi niczym nie wzbudzają takich emocji zagranicą , jak ich podejściem do szeroko pojętej miłości.
Mimo ostatnich perypetii, Hollande, jako „normalny” prezydent postanowił , ku zdziwieniu wszystkich zająć się poważnymi sprawami. Najpierw rozerwał trochę rodaków na wesoło, a teraz, postanowił wprowadzić nowe reformy. Ostatnio, zauważył nawet, że socjalizm właśnie doprowadza do śmierci gospodarkę ojczyzny, a podatki, mimo , że sięgają alpejskich szczytów, nie wypełniają kas socjalistycznego głodomora, jakim stała się Francja. Dlatego , dzielny François, ruszył na ratunek i ogłosił, że już nie jest socjalistą, tylko socjalistycznym demokratą!  Co za polityczna dojrzałość i determinacja! To moment niewątpliwie przełomowy w historii Europy, ba nawet ludzkości. Od teraz, już będzie zupełnie inaczej, lepiej i wszystko się ułoży jak dawniej .
Oby tylko udało mu się wygrać z Goliatem, na tym rozklekotanym skuterku….