Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
O autorze
Zakładki:
Folio
Moje blogi/ mes blogs
Mój e-mail: patrycjatodo@gmail.com
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
czwartek, 31 stycznia 2013
Francuska seksmisja

Czy naprawdę powinnam zastanawiać się nad niesprawiedliwością losu ? Czy to moja wina, że niektóre kobiety nie mogą zajść w ciążę? Czy ja zawiniłam,że homoseksualiści są nieszczęśliwi, bo nie mogą się rozmnażać tak, jak heteroseksualiści? I czy prawo powinno dać im tę możliwość, poprzez odpłatne zamawianie potomstwa u matek niosek? Czy wreszcie, powinno się zmieniać kodeks cywilny we Francji i wygumkowywać słowo matka , ojciec, a w zamian używać nazewnictwa - rodzic? A wreszcie, co jest właściwe, sprawiedliwe i jak daleko należy naprawiać to, czego zmienić się nie da, bo jest zwykłą sprawą natury, a nie ludzkim widzi mi się ?

W 1999 roku we Francji przegłosowano projekt PACS. Jest to cywilne prawo zawierania związku dwóch dorosłych osób, bez znaczenia płci. Pozwala ono na wspólne płacenie podatków, odpowiedzialność za długi i wspólną opiekę społeczną. Nie pozwala na adopcję i nie uznaje wspólnoty majątkowej. Zawiera się go w urzędzie miasta, a rozwiązuje za zwykłym wysłaniem deklaracji, przez jedną z dwóch osób.

Pamiętam ówczesne dyskusje i gorące spieranie się Francuzów, co byli za, i tych, co przeciw. Miałam 28 lat i za sobą wieloletni pobyt w Holandii. Poznałam tam wielu homoseksualistów, transwestytów, biseksualistów, jak i "bezobjawowych" gejów. Wielu z nich przychodziło do mnie do domu. Kiedy zjawiłam się we Francji, PACSowskie dywagacje wydawały mi się śmieszne. Nie podpisałam żadnej petycji przeciwko , ani za, nowym prawem związków dla wszystkich. Uważałam , że jest to błędna droga, udawanie, że rozwiązuje się problem związków homoseksualnych. Uważałam, że powinno się zaakceptować homoseksualistów na ślubnym kobiercu, a nie wymyślać jakieś pakty solidarności. Jeżeli tak bardzo chcą , to proszę bardzo. Niech się wiążą i ponoszą konsekwencje tegoż w pełni. Na dobre i na złe. Jeżeli to ich uszczęśliwi, niech sobie biorą śluby. PACS miał udawać małżeństwo, ale w rzeczywistości nie zastępować go. Jedno z kłamstw lewicy francuskiej dla pozyskiwania głosów wyborców. Jednak wówczas, pomyliłam się. Homoseksualistom francuskim chodzi o coś znacznie więcej, niż akceptację ich związków i walkę z homofobią. Zrozumiałam to wiele lat później.

PACS wszedł w życie, a moje życie, uległo radykalnej zmianie. Wyszłam za mąż i urodziłam dwóch synów. Moje zdanie na temat PACSu zmieniało się z czasem. Okazało się bowiem, że prawo pozwoliło gejom na zawieranie związków, bez modyfikowania wizji rodziny. Tym lepiej dla wszystkich.
We Francji zapanowała relatywna cisza medialna przez wiele lat.

Paradoksalnie, praktyka pokazała, że PACS zawierało bardzo mało homoseksualistów! Większość,  to heteroseksualne pary , które nie chcą wziąć ślubu, ale pragną płacić mniej podatków i mieć jakieś zabezpieczenie socjalne, zbliżone do partnerów ślubnych. Tak, czy inaczej, ilość ślubów spadła, a PACSów wzrosła. Moim zdaniem, jest to związane z łatwością, jaką można zawrzeć i przerwać taki związek. Francuzi wolą iść na łatwiznę , umywają ręce od odpowiedzialności prawnej, jaką niesie za sobą ślub. PACSują się i rozpacsowują bez najmniejszej trudności i emocji. A tak, to trzeba byłoby się rozwodzić, martwić i płacić. Ślub, to brzmi poważnie, łączy się z ceremonią, częstymi problemami związanymi z rytuałem religijnym, no i kosztami . Małżeństwo jest zaangażowaniem siebie i własnej rodziny w konkretny plan życiowy.
Tymczasem PACS, oficjalnie potwierdza związek i  nie zmusza do wysiłku,  jakie niesie za sobą ślub. Jeżeli mamy bezalkoholowe piwo, bezkofeinową kawę, to Francuzi wymyślili bez małżeńskie małżeństwo.

Tak czy inaczej, prawo to, zdawało się rozwiązać moralną odpowiedzialność państwa, w stosunku do związków homoseksualnych i to, chyba jedyny plus tego legislacyjnego eksperymentu.

Tymczasem rzeczywistość okazała się inna. Homoseksualnym organizacjom chodzi o coś więcej niż PACS. Podczas wyborów w 2012 roku, Hollande obiecał im coś znacznie ważniejszego i teraz dotrzymuje słowa. Dzisiejszy prezydent właśnie daje im możliwość zrównania ich z heteroseksualistami w prawie do adopcji i w ogóle poczęcia. Ponieważ jednak, dwóch gejów lub dwie lesbijki, nie mogą sobie zrobić dzieci, zatem wymagają od państwa sprawienia im tego dzidziusia, w inny sposób. W rezultacie jeżeli Franek, zamówi sobie z Jaśkiem, dziecko u Kaśki-nioski, to taki bobas, będzie uznany przez Republikę, jako dziecko Franka i Jaśka. Kaśce nic do tego , bo jej rola ma się skończyć tylko na wyhodowaniu w brzuchu potomka dwóch biologicznie nie kompatybilnych rodziców.  Takie cywilne rodzicielstwo, miałoby być w przyszłości,  uznane na równi z moim, biologicznym. Dzieci, jakie urodziłam i są biologicznymi synami mojego męża, miałyby być postrzegane przez prawo francuskie tak samo , jak te, które zamówiłby sobie Franek z Jaśkiem. Żeby było jeszcze bardziej sprawiedliwie , wymyślono aktualnie możliwość zmiany całego kodeksu cywilnego. Czyli pożegnania się z Kodeksem Napoleona, który stoi u podstaw prawa większości nowożytnych demokracji. Wygumkowanie z tego genialnego tekstu nazewnictwa matka, ojciec i zastąpienie go nazewnictwem rodzic, ma w pełni zaspokoić ambicje homoseksualistów. Zrównanie ich rodzicielstwa z rodzicielstwem naturalnie biologicznym, doprowadzi w ich mniemaniu do prawdziwej zmiany w społeczeństwie. Nareszcie to, co różni ich od heteroseksualistów zniknie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. 
Płeć, jej zróżnicowanie, ma być wykreślone z prawa francuskiego na rzecz innych zastępników frazeologicznych! Będzie to absolutna premiera w prawodawstwie światowym.  Tak, jakby dało się oszukać prawdę, najbardziej oczywiste prawo natury. Co Napoleon zdefiniował, na piśmie  stworzył, Hollande umorzy i tak wpisze się do historii. 

W tym właśnie momencie zaczyna się mój osobisty problem. B
o jeśli do tej pory, gejowie i lesbijki chcieli brać śluby, to ja, nie miałam nic przeciwko. Jeśli chcieli adoptować obce dzieci, biedne sieroty, to ja, nie byłam pewna, czy to dobry pomysł, ale też nie kładłam się Rejtanem. Jednak to, że dobro homoseksualistów, ich komfort i ciągłe szukanie wytłumaczenia dla ich anomalii, ma zupełnie zmienić moją pozycję w prawie, to ja się już nie zgadzam. Naginanie odwiecznego prawa , dla usatysfakcjonowania biologicznie nie mogących rozmnażać się ludzi, jest absurdem i swoistą seksmisją, jakiej podjął się socjalistyczny rząd Francji. Ja nie jestem rodzicem A, a mój mąż rodzicem B. Jestem matką, a mój mąż ojcem naszych dzieci. Jestem kobietą, a on mężczyzną i nie zgadzam się z wygumkowaniem nas z kodeksu cywilnego, tylko dlatego, że Franek i Jasiek są sfrustrowani.

Nie zgadzam się również z ideą, że osoby, homo czy heteroseksualne powinny mieć możliwość zamawiania sobie dzieci u matek niosek. Te ostatnie decydują się w wielu krajach na ten proceder tylko dlatego , że są biedne. Skazuje się je na rolę żywego inkubatora. Wykorzystuje słabość i totalne zdeterminowanie zarówno tych, co chcą mieć dzieci, jak i tych którzy je rodzą i oddają , zaraz po urodzeniu.  Francuskie prawo tego dotąd zabrania. Tymczasem obecna minister sprawiedliwości, Mme Toubira, wydała właśnie zarządzenie, żeby dzieci, tak poczęte zagranicą, zostały uznane dzisiaj przez sądy francuskie, jako potomkowie ich niebiologicznych rodziców. Czyli u nas, we Francji nie wolno, bo to niemoralne i niesprawiedliwe. Jednak jeśli zapłacisz sobie dzidziusia , u matki nioski na Ukrainie, to sąd francuski ci je uzna. I to już będzie sprawiedliwe. Czyli najprawdziwsza socjalistyczna hipokryzja! 

A ja się z tym nie zgadzam i bardzo wielu Francuzów, też się z tym nie zgadza. Nie chcę żyć w takim świecie, gdzie wszystko można kupić , a dzieci są na zamówienie. Nie chcę, żeby mi wmawiano kłamstwa, że dwóch ojców, to to samo, co dwie matki, i to samo, co ojciec i matka.

Prawo rzymskie mówi, iż jedyną, prawdziwą matką dziecka, jest matka, która je urodziła. Czyli  Kaśka-nioska jest matką, a nie Franek, albo Jasiek. Każda inna, to matka adopcyjna. Każde inne traktowanie związku dziecka i rodzica , matki i dziecka,  staje się eksperymentem i może być wykorzystane do manipulacji, handlu i Bóg wie czego jeszcze. Czemu zmieniać tę ewidentną prawdę? Bo tak zdecydowała lewica francuska !  Znacznie łatwiej jest zmienić prawo rodzinne, niż wyciągnąć kraj z kryzysu gospodarczego.

Czas najwyższy zaakceptować fakt , iż natura jest niesprawiedliwa i nie każdy może mieć dziecko. Nie ma w tym ani okrucieństwa , ani dyskryminacji, tylko zwykłe prawo przetrwania gatunku. Wiem, że łatwo mi tak mówić, bo mam dwóch ślicznych, zdrowych synków, ale mój mąż chciał córeczkę. Jednak, nie rodziłam mu w nieskończoność następnych dzieci, po to, żeby w końcu trafić na upragnioną dziewczynkę. Po prostu musiał zaakceptować , że tej córeczki ze mną mieć nie będzie , bo nie da się wybierać plemników bez ptaszka.

Nie dlatego, że mam dzieci, nie wolno mi mówić o prawie do prokreacji dla sterylnych albo niekompatybilnych. Wręcz przeciwnie. Ponieważ wiem, jak wielkie jest to szczęście, ale i ogromna odpowiedzialność, praca i wyrzeczenie, nie zgadzam się na wymaganie od państwa nowego prawodawstwa, które decyduje w imię sprawiedliwości biologicznej. Nie zgadzam się na teorie o bezpłciowości obywatela wobec prawa. Nie jest się rodzicem, ale matką i ojcem. Nie jest normalne, że dziecko musi mieć każdy i to jego wybór, prawo i należność. Dziecko nie jest prezentem od Św Mikołaja, który ma udowodnić światu, że homoseksualista to normalny człowiek. I bez tego dziecka jest normalnym człowiekiem!!!



.... i jeszcze nie skończyłam. Jutro pewnie skończę. Chcę tylko, żeby Polacy, którzy czytają mój blog zrozumieli, czemu tylu Francuzów wychodzi na ulicę i buntuje się przeciwko pomysłom Hollanda. Pragnę, w sposób najbardziej uczciwy, wytłumaczyć stanowisko przeciwnych nowemu prawu, jakie w tej chwili jest dyskutowane w parlamencie. Tu naprawdę nie chodzi o homofobię, ale o absolutną rewolucję w postrzeganiu rodziny, różnic płci i praw dziecka w społeczeństwie. We Francji, dla potrzeb politycznych, nieudolnych socjalistów, wprowadza się zmiany, które w sposób niezwykle niezdrowy i niebezpieczny będą w przyszłości promieniować na cały świat. Mam ogromną nadzieję , że nie zemszczą się zdwojoną homofobią, jaka już , zaczyna mieć miejsce we Francji......cdn




poniedziałek, 21 stycznia 2013
Z poślizgiem po Francji

Rok 2013, gdyby nie ta wredna końcówka , to pewnie bym się cieszyła. Cieszyłabym się, bo lubię zmiany, a nowy rok , to nowe opowieści, plany. Dostałam dziś list od znajomej Chinki. Powiadamia mnie, że wyprowadziła się z mężem Francuzem i ich trójką dzieci do Barcelony. Mieszkali dotąd w Wersalu. Zamożni, właściciele internetowej firmy sprzedającej gry . Doszli do wniosku, że rok 2013 nie przez 13tkę, ale z powodu socjalistycznej klasy rządzącej , może być wyłącznie pechowym rokiem we Francji. Nie chcą stracić tego, co zarobili ciężką pracą i inteligencją. Nie chcą być więcej w kraju, którego byt, zaczyna być oparty wyłącznie na sloganach.
  Ja nie mam dużo pieniędzy, a właściwie głównie kredyty, więc jeszcze nie myślę o ucieczce. Jednak mam prawdziwie głęboką nadzieję, że banda obecnych polityków, jacy rządzą obecną Francją , będzie wykopana z tych stanowisk, zanim moje dzieci wejdą na drogę dorosłości.
Z mężem, z radością słuchamy naszych synków, gdy mówią idealnie po polsku. Z francuskiego punktu widzenia , ich przyszłość, znacznie bardziej kolorowa zdaje się być w Polsce, niż tu, we Francji.

Nasza negatywna ocena obecnej sytuacji nie jest sprawą przekonań , ani obroną kapitalistycznych dogmatów. To tylko wynik zwykłego , zdrowego, rozsądku. Słuchając wypowiedzi obecnych ministrów i prezydenta, dochodzę do wniosku , że Francuzi oszaleli. Prędzej czy później, doprowadzą ich kraj do stanu bankructwa. Uważam, że powinno się wysłać wielu z tych ociemniałych ludzi do Korei. Tam, pod okiem komunistycznych opiekunów, pozwolić im żyć, życiem ludu. I tak, po paru latach diety, powinni wrócić i opowiedzieć kolegom.

No cóż, Francuzi od zawsze mieli pociąg do komuny. Przecież ideologicznie pasuje do wielu haseł Rewolucji. Jednak nie ze wszystkim. Rewolucyjne ideały sprawiedliwości, egalitaryzmu nie były rozumiane kiedyś tak,  jak je się dzisiaj pojmuje , w nowoczesnej Francji.
Kiedy w XVIII wieku, mieszczanie i chłopi zbuntowali się i nie chcieli więcej płacić na Kościół, króla i arystokrację. Zażądali równości fiskalnej i moralnej. Nie chodziło im jednak o konfiskatę dóbr jednych , na rzecz drugich. Chłopi nigdy nie zamieszkali w zamkach. Wykupione zostały przez bogatą burżuazję. Własność prywatna była święta.

Jednak dzisiaj jest inaczej. Obecnie rządząca francuska lewica , proponuje konfiskatę majątku poprzez ściąganie niedorzecznych podatków. Dzisiaj jedni Francuzi, chcą zabrać innym Francuzom to, co tamci zarobili. I taki styl myślenia jest uznany za szlachetny, zwłaszcza wśród elit pseudo inteligencji paryskiej. Obywateli postrzegających się za sprawiedliwych !

I tak , dla przykładu, pani minister Duflot, otwarcie w mediach, mówi o przejmowaniu niezamieszkałych domów prywatnych i zapełnianiu ich bezdomnymi kloszardami. Dodam, że przytłaczająca większość tych ostatnich to cudzoziemcy. Sama to sprawdziłam rozmawiając z tymi ludźmi na ulicach Lyonu. Czasami, są to nawet , nasze polskie żule, ale w większości to Afrykanie i Azjaci. Chińczyków nie ma, bo oni pracują. Wolno im , czy nie wolno , ale pracują. Czasami na czarno, ale trzymają się razem i mieszkają wśród swoich.

Nasze polskie , rodzime żule, są zadowolone, bo mają przebicie 1 do 4. Jeden taki mi opowiedział,  że jak wyciągał rękę pod Centralnym, to Warszawiak dawał mu złotówkę. W Lyonie, pod dworcem Perache, wpada mu 1 euro. Rachunek jest prosty. No i na dodatek, Francuzi są sprawiedliwsi , bo chcą dać chałupę za darmo.

Twórcza pani minister Duflot , wpadła w grudniu na pomysł , że jeśli ktoś ma 2 domy we francuskim mieście. Mieszka w jednym, a drugiego nie wynajął, a na dodatek ten drugi  jest pusty. To w ramach sprawiedliwości społecznej i troski o biednych, pani minister wyśle tam policje , wyważą drzwi i wprowadzą do środka tych, co domów nie mają. W tym może i polskiego żula. Tak po prostu. Może i lepiej, że nie mam dwóch domów.

Tak czy inaczej Francja, to kraj dobrych ludzi. Naprawdę. Wszyscy tu się martwią, co zrobić, żeby nie zranić drugiego. Moja sąsiadka jest nauczycielką w liceum. Chodzi codziennie zmartwiona , że połowa jej uczniów jest tak naćpana, że nie może prowadzić lekcji. Nawet rozmawiała z kolegami z pracy. Ale część nauczycieli twierdzi , że to niewinne błędy młodości. Druga  część przyznała się, że sami palą trawkę i to zupełnie nic złego.

Szwagierka mego męża była dyrektorką gimnazjum,  gdzieś koło miasta Cognac. Ona też się martwiła o uczniów , bo niektórzy z nich śpią w szkole. Dzieje się tak, bo ich rodzice, gdy jadą w delegacje, boją się zostawić dzieciom klucze od domu. Jedna z uczennic nie chciała spać na klatce, to postanowiła kimać w ubikacji szkolnej. Szwagierka mojego męża dzwoniła do rodziców, ale oni są głusi, bo jak dziewczyna sprowadzi kogoś do domu, to przecież nie dyrektorka gimnazjum zadba o mieszkanie. Szwagierka pracowała przez dwa lata , ale już nie chce. Powiedziała, że rodzice zwariowali, a ona nie ma na to nerwów.

A tymczasem, w nowym roku spadł śnieg. Jak spadnie śnieg w górach, to jest fajnie. Ale w Lyonie, to już tak nie jest. Bo gdy przyprószy 5 cm śniegu , to szkoły nie działają, samochody stają, i Francja jest w stanie klęski żywiołowej. Dlaczego? Dlatego, że samochody nie mają opon zimowych, rury nie są izolowane, spychaczy mało i nikt jeszcze we Francji nie zrozumiał, że poniżej zera jest ślisko i trzeba coś z tym zrobić. Poza tym nikt tu nie odśnieża samochodów. Te które jeżdżą, często mają zupełnie zakryte przednie szyby. Na własne oczy widziałam odśnieżone kółeczka tylko na wysokości twarzy kierowcy. Reszta szyby zostaje przykryta szronem. No cóż , co kraj to obyczaj. 
Miasta z trudnością egzystują przy najmniejszej pokrywie śniegu. Małe,  w ogóle hibernują, a duże jakoś wegetują. Lotniska stają, dworce zdychają. Socjalistyczny mer Paryża trzyma piasek na lato. Bo wtedy, nad Sekwaną Paryżanie udają, że to Saint Tropez i robią sztuczne plaże. Więc ten piasek jest bardzo ważny i nikt go nie będzie wysypywał na oblodzone chodniki. Sól, to sprawa kuchni a nie transportu. Nikt nie będzie zużywał soli pod buty. Każdy wie, że we Francji jest dużo restauracji, a i zapotrzebowanie ogromne. Tak czy inaczej w zimę, przy 2 stopniach mrozu i 5 cm śniegu, nie da się żyć. Na szczęście trwa to tylko kilka dni w roku. I nikt się nie martwi, bo i po co.  A to, że nas Polaków śmieszy...

Tymczasem, mojej ulubienicy, pani minister Duflot, nie udało się rozwiązać problemu bezdomności. Ludzie podobno nadal są na ulicach. Pani minister jest z partii zielonych. Sprawia wrażenie zielonej do cna. Mam ogromną nadzieję , że przekwitnie. Nagadała głupot w telewizji i zdenerwowała wiele osób. Uparci bezdomni nie chcą pomocy policji, bo wtedy wiadomo , że nie mają dokumentów i będą musieli zmienić kraj przebywania.

I tak dalej. I tak dalej.... w nowym roku.



12:57, fabella
Link Komentarze (4) »