Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
O autorze
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
poniedziałek, 08 lutego 2010
Beznadzieja na kółkach

Oddałam dziś samochód do naprawy. Mam Peugeota 406 combi. Wręczając kluczyki mechanikowi okazałam swoje zniechęcenie do marki.- Muszę się pozbyć tego samochodu. Już nigdy nie kupię francuskiej marki. Wy Francuzi robicie ładne, wygodne samochody o zupełnie dobrych silnikach, ale cała reszta jest do kitu. Przecież co miesiąc zostawiam tu po kilkaset euro na naprawy! Jakiś abonament naprawczy powinnam wykupić ? Ze zgrozą popatrzyłam na współczucie mechanika. Już w tym momencie włączył się licznik, jaki bije cały czas, nawet wtedy, gdy nikt nie dotyka mojego auta. Kurczę 78 euro godzina ! Notkę piszę od paru minut, a tu już 78 euro nie mam w kieszeni.

Na odchodnym Francuz chciał obronić rodzimą markę.

- No tak, ale pani dużo nim  jeździ! Dodał z uśmiechem.

A co ja samochód kupiłam żeby stał na parkingu?!! Co on wygaduje? Ten mój Peugot jest jak Francja, ładny, duży, ale nawala i kosztuje więcej jak jest wart. Podoba mi się i lubię go, ale coraz trudniej go znoszę. Dokładnie tak samo jak cały ten kraj.

Jeszcze parę miesięcy i kupimy coś innego, nie francuskiego. Wtedy, będę mogła opluwać Niemców albo Japończyków, że mi wyprodukowali dziadostwo. Ale może będzie mniej się psuło?

Wtedy pozostanie mi jeszcze francuskie życie i francuski mąż. Ale jego już powoli przerabiam na Polaka. Tylko jakiś oporny z nauką języka jest i wciąż nie lubi buraków. Za to mniej się psuje.

  Najgorzej , że mieli zadzwonić co z tym samochodem się dzieje i wciąż nie dzwonią. Oddałam go o 10tej, w południe ida wszyscy jeść i tak do 13.30. Potem muszą strawić to co zjedli, napić się kawy. .. Około 16tej zadzwonią.

No to będzie więcej jak 78 euro i źle mi z tym bardzo.

A najgorzej, że zaczęłam być jak te wszystkie Francuzki. Ciągle narzekam i narzekam. A tu słońce i ciut przyjemniej jest... 

sobota, 06 lutego 2010
Domy Francji

czwartek, 28 stycznia 2010
Bóg stworzył kobietę, a Francja bikini

We Francji toczy się dyskusja na temat nowo tworzonego prawa, które ma zabraniać zakrywania twarzy w urzędach państwowych, środkach lokomocji, szpitalach a nawet innych miejscach publicznych. Francuzi wyszli z prostego założenia , że jeżeli nie wolno pokazywać całej golizny, to teraz powinno się też zabronić totalnego jej zakrywania. W każdym bowiem cywilizowanym kraju, tożsamość człowieka potwierdza jego twarz, jak i dokument,  w którym widnieje zdjęcie jego posiadacza. Osoba zakrywająca twarz nie postępuje w sposób zgodny z przyjętym normami w demokratycznym kraju.   

Dwie trzecie Francuzów jest za adoptowaniem tekstu przeciwnego barbarzyńskim praktykom, jakie coraz częściej mają miejsce w Europie i w ich własnej ojczyźnie. Nie będzie można wchodzić do biur w kaskach, zakrywających twarz kominiarkach, czapko-golfach, no i czadorze.

Rozrabiający kibice nie będą już ukrywać w kapturach swoich kwitnących intelektem głów. A wszyscy muzułmanie nareszcie przestaną być porównywani do afgańskich talibów.  Większość francuskich Arabów zresztą wcale nie lubi czadoru i cierpi na utożsamianie ich religii wyłącznie z obskurantyzmem i ciemnotą.

We Francji jest ponad 6 milionów wyznawców Allacha. A ponoć tylko 2000 kobiet przestrzega radykalnie normy szariatu. Nie wiem jak je policzono. A może liczyli je tylko w Lyonie, bo ja sama spotykam takie rusałki każdego dnia w sklepach, mimo, że nie mieszkam w jednej z tych "znanych" dzielnic. Jedno jest pewne, że coraz więcej jest salafizmu we Francji i coraz większy następuje rozłam między fundamentalistami ,a resztą muzułmańskich obywateli. Ci ostatni nie mają teraz łatwego życia, bo są między młotem a kowadłem, a żyć jakoś trzeba. Poza tym radykalni muzułmanie traktują tych nieortodoksyjnych z góry i często z nienawiścią.

Laicka Francja zbiera w sobie powolutku odwagę, żeby przeciwstawić się prawnie skrajnemu islamizmowi,  a jednocześnie nie wpaść w islamofobię.

Nowe prawo, jak to się dzisiaj przedstawia w mediach, potwierdzić ma  jedno, że Francja, to nie Iran. Że Republika to kraj, gdzie każdy jest wolny, ale nie bezwolny religijnemu integryzmowi. Dotychczasowa tolerancja francuskiego państwa obróciła się  z czasem przeciwko części narodu i doprowadziła do niechęci jednych Francuzów, do drugich, tylko z powodu radykalnego pojmowania religii. Katolicyzm zagoniono do kąta sto lat temu. Żydów się akceptuje, bo nie można inaczej. Islam toleruje, ale jego radykalne odłamy jak salafizm, czy wahhabizm wymykają się spod kontroli.

Bastiony laicyzmu jak szkoła, administracja państwowa, szpitale i obiekty sportowe stały się miejscem ścierania się demokratycznego prawa, przyzwyczajeń i kultury ze zwykłą ciemnotą. Wolność i równouprawnienie,  jakie wywalczyła Rewolucja Francuska ponad dwieście lat temu zaczynają być rozumiane inaczej, jak dotychczas przez pewną grupę obywateli!

Na ulicach tutejszych miast, już wcale nie rzadko można bowiem spotkać kobiety zakryte od stóp do głów. Nawet oczy chowają pod czarnym materiałem, jak dłonie i stopy. Wygląda to przygnębiająco a człowiek zredukowany jest do bezkształtnej postaci owiniętej w czarny, szary albo brunatny materiał. A to wszystko w kraju gdzie wymyślono bikini, gdzie w teatrach afiszują piękne biusty tancerki , gdzie spalono gorstety, wymyślono emancypację, a aborcja i antykoncepcja są a la carte.

Do tego część tych nadreligijnych kobiet z dumą potwierdza ich własny wybór nie rozumiejąc, że żeby odebrać dzieci z przedszkola muszą pokazać twarz. Bo nikt nie zaryzykuje wydania malucha chodzącym prześcieradłom. Tak samo jest na lotnisku,bo paszport ma zdjęcie a człowiek twarz, i to nawet kobieta.  Albo na pogotowiu. Gdzie niektóre baby nie chcą się rozbierać przed lekarzem, bez wpółuczestnictwa ochroniarza pod postacią brata albo ojca. I trudno jest im zrozumieć , że żeby urodzić trzeba pokazać ginekologom więcej jak mały palec u nogi. Sama byłam świadkiem takich scen w liońskim szpitalu. Rzecz niepojęta w nowoczesnej Francji.

W wielu szkołach państwowych nie daje się w stołówkach świniny , żeby nie urazić niektórych dzieci. A mięso wołowe zarezerwowane jest głównie dla uczniów pochodzenia arabskiego, bo nie zawsze starcza dla wszystkich. Nie muzułmanie niech wcinają szpinak! Wiem, bo bratowa męża jest dyrektorką takiej szkoły, i tego wymaga od niej mer.  Zaleca się również "chodzenie dziewczynek w spodniach a nie w spódnicach, żeby nie prowokować". A na niektórych basenach miejskich trzeba było wprowadzić zakaz noszenia okryć na kostiumie kąpielowym, bo niektóre panie tłumaczyły, że burka to takie większe pareo i w tym chciały się kąpać. A przecież nikt nie chce topielców w basenie miejskim. Tak jest właśnie w Vienne w departamentcie w  Isere. Można sprawdzić.

Tak czy inaczej, Francja powolutku przekonuje się, że problem jest i żeby ochronić swoją demokratyczną wizję społeczeństwa nie może dłużej akceptować kobiet-widm na ulicach, ani zakutanych w kaptury młodych gniewnych. Pytanie czy Republice uda się uporać z jej własnymi obywatelami? Wiadomo ,że jednym prawem nie da się zwalczyć salafistycznego tornado. Ale od czegoś trzeba zacząć.

Jednym z symboli Francji jest wizerunek Marianny. Postać młodej dziewczyny, z gołą piersią na barykadach Rewolucji. Pozowało do jej rzeźby wiele kobiet. Słynna Caterine Denevue czy Brigitte Bradot. Bo przecież "Bóg stworzył kobietę!". To czemu ją teraz ludzie zakrywają?

A ja myślę, że Francuzom uda się ją w końcu rozebrać definitywnie. Prędzej czy później uda im się! W końcu jako specjaliści od mody coś na ten temat wiedzą. 

Z mojej strony, pozdrawiam wszystkich golasów Europy.

Łączmy się i nie poddawajmy  ! Bo gołe jest piękne! No prawie zawsze.

 

poniedziałek, 18 stycznia 2010
Ja głosuję na szklankę, zagłosuj ze mną :))


 http://www.designeurope2010.eu/

Bo mi się podoba projekt, bo autorka jest Polką, bo obraz jest twórczy i zwykle miesza wszystkich w tej samej szklance bez  dozownika.

Głosuję na szklankę, zagłosuj ze mną!!!!

niedziela, 17 stycznia 2010
Zaproszenie na relację z wystawy w NY

Zapraszam do relacji z aktualnej wystawy Emocjonalistów w NY, gdzie można obejrzeć również moje prace . Dziękuję Wszystkim za odwiedziny.

Patrycja Todo

.

 http://malapolska.in/mediadetails.php?key=2d6c0847bbd76d057fd6&title=EMOTIONALISTS-PHOTO+TEAM%2C3

.

http://malapolska.in/search_result.php?tid=895&title=Todo

23:47, fabella , Ja
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Nowy Rok, Nowa Wystawa, Nowa Przygoda

czwartek, 31 grudnia 2009
Nowy Rok

Oby Nowy Rok przyniósł nam wszystkim dużo szczęścia, zdrowia i optymizmu !

Pamiętam o Was moi mili czytelnicy, ale życie rodzinne i wakacje w Polsce oderwały mnie zupełnie od komputera i wirtualnego życia. Mam nadzieję,że Święta przeszły Wszystkim spokojnie, ciepło i z uśmiechem. To tak wspaniały czas dla Polaków.

Życzę Państwu, żebyście nigdy nie musieli z żalem odczuwać tęsknoty. Żeby nigdy nie zgasła w Was radość z każdej przeżytej chwili, a życie było ciekawe i ciągle pełne nadziei. 

Życzę również sobie i nam wszystkim,żeby Człowiek w końcu zmądrzał. Żeby myślał o każdym istnieniu z troską i zachwytem, i nareszcie zastanowił się z odpowiedzialnością nad przyszłością.

Bardzo cieszę się, że tak długo udało mi się prowadzić ten blog. Że tak wiele osób mnie tu odwiedza. Przez prawie rok dzięki temu publikowałam artykuły w "Bluszczu". Zapraszam wszystkich do dalszego zaglądania do tej gazety, choć nie będzie już tam moich tekstów. W nowym roku wydam zapowiadaną książkę "Moja Francja", o czym powiadomię na blogu.

Kontynuować będę wystawy fotograficzne. Już 17tego stycznia będzie kolejny wernisaż wraz z sześcioma innymi artystami w Nowym Jorku!

A poza tym będę nadal mamą na 100 procent, i żoną, i córką, i panią domu, i zagrody....i będę dla Was pisać na blogu o życiu w Mojej Francji, tak jak zawsze, tak jak od początku.

Szczęśliwego, pełnego zdrowia i miłości Nowego Roku życzę Wam drodzy Państwo i Waszym Bliskim

Patrycja Todo  

poniedziałek, 07 grudnia 2009
Parszywa jedynka :)

- Chciałabym wysłać faks do Stanów Zjednoczonych.

Pani na poczcie otworzyła szeroko oczy. - Ojej, to nie będzie łatwe. Mamy trudne połączenie z Ameryką. 

Z upartą nadzieją dałam 12 kartek dokumentów zakłopotanej Francuzce.

- Tu jest numer faksu do Chicago i adresat.

Kobieta zniknęła za drzwiami. Stojący obok mnie mężczyzna puścił do mnie wesoło oko i szepnął : - Zaraz wróci i spyta o kod pocztowy.

"Zaraz" trwało piętnaście minut.- Proszę pani, to nie działa bo numer jest zły, usłyszałam.

Nie przyjęłam tej wiadomości. - Ależ nie, proszę zobaczyć wszystko jest w porządku. Może pani spróbuje jeszcze raz?

- Mogę spróbować, ale tu jest zbyt mało cyfr! Niech pani sama zobaczy... na początku jedna jedyna jedynka , no i numer. Czegoś tu brakuje.

Spojrzałam na kartkę. - Nie proszę pani. Tu są dwa zera i jedynka. Potem jest numer w Chicago.Wszystko jak powinno być.

Potem przyszła szefowa. Dużym biustem oparła się o kontuar. Patrzy na kartkę, na mnie , na pana obok. Powtarza to samo co jej koleżanka i po chwili dodaje:

-Proszę pani. Oczywiście ,że jest zbyt mało cyfr. Tylko ta jedna jedynka, to zbyt mało! 

Więc ze spokojem mówię :-  Tak, bo to jest kod wyjściowy dla USA. 00-1.

Szefowa poczty spojrzała z powątpiewaniem i odpowiedziała z pewnością nie znoszącą sprzeciwu: - Proszę pani , nawet ta biedna Hiszpania ma dwie cyfry, a taka Ameryka miałaby tylko jedną marną jedynkę.?! Nie, jest zbyt mało tych cyfr!

Poprosiłam,żeby sprobowały mimo wszystko jeszcze raz. Trwało to 45 minut. Nogi mnie rozbolały i zdenerwowałam się ,że spóźnię się po dzieci do szkoły. Ale się nie udało. Wychodząc spotkałam na ulicy tego pana co puszczał oko. - No i co? 

- Nie udało się- odpowiedziałam. Bo ten faks wysyłały drogą morską .

A on mi na to znowu z tym filuternym oczkiem:- Wie pani, był sobie kiedyś taki chłopiec. Kiedyś zapytał ojca - Tato , a daleko ta Ameryka? A ten mu odpowiedział. - Milcz i płyń dalej chłopcze!

Poszłam śmiejąc się sama do siebie. Jeszcze w trzech innych pocztach starałam się wysłać faks do Chicago. Nie udało się. Bo zbyt dużo stron, bo Ameryka, bo jedynka, bo się nie da. W ostatniej, pani powiedziała ,że 2 kartki to się da, ale 12 to już nie. Kiedy zaproponowałam,żeby wysłała faks w pakietach po 2 kartki, odmówiła mi, bo nie chciała ryzykować,że się jej "zatka kontakt".

Wysłałam zatem dokumenty w kopercie, pocztą poleconą. W Chicago będą ponoć w czwartek. Za dziesięć stron zapłaciłam 54 euro. Kurcze myślę, i to wszystko przez tę cholerną jedynkę. Nie mogliby Amerykanie więcej cyfr sobie wymyśleć, jak ci Hiszpanie?

 

Warto wierzyć w Świętego Mikołaja

.

.

10:23, fabella
Link Komentarze (6) »
czwartek, 03 grudnia 2009
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18