Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
Blog > Komentarze do wpisu
Zmiany bez zmiany
Mój ostatni wpis na tym blogu jest z 2 lutego. Pięć dni później umarł w mych ramionach mój ukochany pies. Ogromny, pięcioletni owczarek podhalański Baca. Przez równo rok walczyłam z rakiem na którego zachorował i który uaktywnił , jak się okazało genetyczną padaczkę. Baca znosił dzielnie operację usunięcia połowy pęcherza, dużo trudniej było z epilepsją. Ta ostatnia męczyła mego przyjaciela przez 12 miesięcy , atakami co 3, 4 tygodnie. Cierpiał i wracał do jako takiej równowagi. Dawałam mu lekarstwa dokładnie co do minuty o 7ej i 19tej. Nie można absolutnie zmieniać ani godzin, ani niczego, co mogłoby w jakikolwiek sposób wybić psa równowagi. Starałam się jak mogłam żeby go uratować i ulżyć.
 
Na jesieni zeszłego roku mój tata dostał udaru. Świat się walił, odległość między Francją , Polską stała się nieznośna. Ale obroniliśmy się. Tata wrócił do zdrowia, ja mogłam szybko przylecieć , odlecieć. Rodzina jest cała. Cieszę się, że się udało. To duża wygrana.
 
Baca chorował dalej i był zmęczony ale wciąż piękny. Młody, w sile wieku owczarek podhalański jest chyba najpiękniejszym ze wszystkich psów. Jego widok pozostanie w mej pamięci jak jedno z najmilszych wspomnień mego życia. Tulił się do nas. Potrzebował spokoju, miłości, opieki . I to dostawał . Ale się nie udało. Po roku rak wrócił i zabrał mi mojego przyjaciela.

Nigdy nie dawałam sobie rady z pożegnaniami. Muszę przyznać, że to cecha, która utrudnia ogromnie życie włóczęgi. Mieszkając w różnych miejscach, wszędzie wiłam gniazdo i znajdowałam znajomych, przyjaciół. Każda przeprowadzka okupiona była oderwaniem się od nich. Każdy wyjazd zakończony bolesnymi pożegnaniami i tęsknotą. Ale śmierć, to coś dużo gorszego. Bo wiesz, że już nie możesz zadzwonić, że nie możesz się spotkać. Że nie ma powrotu! Śmierć psa, kota, nie jest wcale lżejsza od śmierci ludzi. Tęsknimy za dźwiękami, jakimi wypełniają nasz dom, za wzrokiem, ich oddaniem. Tęsknimy i nic tego nie może zmienić.

Baca umarł w lutym. 23ego tego samego miesiąca są moje urodziny. W tym roku, 23 lutego, urodził się w Polsce inny biały piesek. I teraz jest u mnie. I rośnie, i znowu wypełnia dom swoim podhalańskim bytem. Nazwałam go Tango. Jest mi lepiej , bo przyzwyczajona do Bacy , trudno mi było w domu bez naszego ogromnego przyjaciela. Tęsknię jednak do mojego chorowitka. Miłości nie da się zastąpić. Możemy tylko powiększać nasze serce.

Choroba, śmierć, oddalenie, pożegnania, wszystko to uczy pokory. Od wielu miesięcy staram się jak najmniej oceniać sprawy polityczne, ludzi, wydarzenia. Wychodzi mi to różnie. We Francji były wybory. Jestem niezadowolona z ich wyniku. Chciałam żeby wygrał Fillon. W Polsce toczy się bitwa o Smoleńsk. W Europie nikt absolutnie nie podejmuje żadnych kroków żeby rozwiązać problem migracyjny ludów afrykańskich i muzułmańskich. To zły znak bo ten problem zmienia definitywnie cywilizację europejską. Z każdym miesiącem, coraz bardziej Zachód przyzwyczaja się do myśli, że terroryzm islamski osiedlił się już na stałe. Słyszę zaskakujące poglądy, że w wypadkach samochodowych ginie znacznie więcej ludzi jak od noży szaleńców. To przeraża. Sprawa migrantów obudziła nacjonalizmy. Stare demony kontynentu odradzają się w partiach politycznych, ruchach obywatelskich. Jak hydrze wyrastają nowe głowy o faszystowskich albo komunistycznych marzeniach. ONR, FN i wiele innych. 
Tymczasem media francuskie opowiadają bajki o "szalonych ciężarówkach" (bardzo modny model w świecie zachodniej motoryzacji), o "cierpiących na psychiczne choroby" allahagbarowych nożownikach, o tym, że islam jest miłością, a czadory to "świadectwo wyzwolenia samo o sobie decydujących kobiet". Media francuskie opływają obłudą i oportunizmem.
Z drugiej strony moi polscy rodacy rozciągają wokół granic różańce, jakby to były druty kolczaste, zasieki chroniące święte terytorium królestwa Jezusa! Jakieś  koszmarne zachowania, przygłupiaste zabobony i poglądy stają się nową twarzą Polski. Po moim rodzinnym mieście chodzi co miesiąc jakaś sekta i opowiada o poszukiwaniu prawdy smoleńskiej. O co chodzi w tym scenariuszu? Już NIC nie rozumiem. Nawet się nie staram zrozumieć.
Moje koleżanki chodzą zdesperowane z parasolkami, bo boją się, że ich córki będą dorastały w krainie Mieszka Iego a nie nowoczesnym XXI wiecznym kraju. Ale parasolką nie da się ochronić przed głupotą! to jest absolutnie nie możliwe. Od tego są szkoły. No ale w szkołach uczy się spowiedzi i jakiś dyrdymałów a nie teorii względności.
Oglądam sprawy polskie już zza mgły. Nawet nie chce mi się już czytać o tym, co kto powiedział, i co znowu podpisał prezydent , którego widzimy wyłącznie na kolanach. A swoją drogą, czy nie mógłby w końcu wstać z tych klęczek, bo to do cholery nie podobne, żeby głowa dużego państwa ciągle na ziemi klęczała oczekując na opłatek i chwilę miłosierdzia!

O... i znowu mi się nie udaje obojętnie żyć. Chcąc nie chcąc myślę i zastanawiam się w jakim ja świecie żyję?
Wokół liońskiej szkoły moich dzieci chodzą cały czas żołnierze. Trzy grupy po ośmiu uzbrojonych po zęby wojskowych. To tak na wszelki wypadek. Normalna sprawa w centrum Europy. Dzieci wybiegają ze szkoły . Odsuwają lufy na bok, bo czasami biegnąc do autobusu , wpadają na tych żołnierzy. Mam się cieszyć, bo państwo dba o bezpieczeństwo moich synów. Cieszę się.
Codzienne obrazy Francji mimo tych żołnierzy, nie są dramatyczne. Właściwie nic się nie zmienia. Podatki ciągle płacimy gigantyczne. Benzyna coraz droższa, bo wg nowego rządu , droga benzyna jest bardziej ekologiczna. Islam, którego wyznawców dostrzegam coraz więcej, z racji ich śmiesznych przebrań, jest nadal religią miłości. Sałaty i wino są równie dobre jak kiedyś, ludzie narzekają, jak kiedyś. Nawet codzienny widok siusiających na poboczu mężczyzn nie uległ zmianie. Można nawet powiedzieć, że sikający Francuz jest jakimś kojącym pewnikiem, że cokolwiek by się nie zdarzyło, to Francja jest wieczna i niezmienna. No może troszeczkę. Ale o tym jutro...


czwartek, 12 października 2017, fabella

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/10/13 08:24:50
bardzo mi przykro z powodu straty przyjaciela :(((

ostatnio nawet często myślałam o Tobie jak Ci się wiedzie i właśnie jak spoglądasz na nowe we Francji, a nie jest to tak, ze jednak trzeba trochę czasu, aby coś tam zmienić?

moc serdeczności śle!
-
2017/10/13 15:36:24
Trzeba nie tylko czasu, ale i determinacji i przeświadczenia, że można zmienić na lepiej. Wybory prezydenckie, funkcjonowanie UE w takim stylu jak teraz, że nie wspomnę o sytuacji polskiej sprawiły ,że coraz mniej wierzę w dobry obrót historii. Co do przyjaciela, przegraliśmy rodzinnie bitwę z rakiem i padaczką. Byliśmy również ofiarą nieuczciwego hodowcy we Francji , który niestety handluje pięknymi, acz genetycznie chorymi zwierzętami. Teraz trzeba patrzeć do przodu. :) Cieszyć się każdą nową chwilą i uważać na siebie i na bliskich. Niestety nie żyję już spokojnie we Francji. Nie potrafię pogodzić się z rozwojem terroryzmu i jego banalizacją. To nie jest normalne co się dzieje w UE. Nie tak wyobrażałam sobie funkcjonowanie Europy. :(
Staram się jednak wrócić do tego, co ważne bez ciągłego drżenia o życie moich bliskich. Odbuduję blogowe strony i skończę nową książkę. I dziękuję za serdeczności. :)
-
2017/10/13 15:49:14
na nowa książkę bardzo się ciesze, do poprzedniej bardzo często wracam :)
-
Gość: reine_marguerite, *.range86-146.btcentralplus.com
2017/10/16 20:41:47
Bardzo mi przykro z powodu smierci Twojego psa. :/ Moge sobie jedynie wyobrazic, jak ciezkie sa takie rozstania.
Ciesze sie jednoczesnie, ze Twoj tato wyzdrowial. Az zmartwialam, kiedy przeczytalam o jego chorobie, spodziewajac sie kolejnych hiobowych wiesci. Mam nadzieje, ze tata czuje sie juz dobrze.
Jako ze planuje powrot na stale do Francji, tak sie zastanawiam, gdzie jeszcze mozna czuc sie bezpiecznie, i gdzie najlepiej budowac lepsza przyszlosc (w domysle dla siebie i bliskich).
Pozdrawiam bardzo cieplo.
-
2017/10/16 22:31:34
Gdybym miała gdzieś zamieszkać we afrancji, to chyba albo na Korsyce, albo w Montpelier. Ale przyznam szczerze że już nigdzie nie czuje się bezpiecznie