Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
Blog > Komentarze do wpisu
Terrorysta w krainie muminków
.
Parę dni temu, byłam świadkiem w Lyonie niepokojącej sceny. W momencie, kiedy odjeżdżałam z moim dzieckiem spod szkoły, wśród idących szeroko uczniów, zauważyłam wysoką postać młodego mężczyzny. Szczupła sylwetka wyróżniała się wzrostem, ale i zachowaniem. Człowiek ubrany w czarną kurtkę, czarne spodnie sportowe, w kominiarce zakrywającej całą twarz i w kapturze, trzymał w ręku duży pistolet automatyczny. Zatrzymał się opodal grupy czekających na autobus uczniów i mierzył w nich nie naciskając na spust. Mój syn sparaliżowany tym widokiem wyszeptał tylko : mamo gazu! dodaj gazu, uciekamy.
Blokowało nas czerwone światło, parę samochodów nie pozwalało mi na jakikolwiek ruch. Uważnie obserwowałam, co dalej się zdarzy. Wszystko działo się bardzo szybko. W pobliżu nie było ani jednego dorosłego poza wyglądającym na terrorystę człowiekiem. Nie strzelił. Pochylił się tylko, jakby ładował amunicję i powrócił do poprzedniej pozycji strzelca. Nic nie mogłam zrobić dla tych dzieci, które przestały rozmawiać i zupełnie sparaliżowane patrzyły w kierunku typa.
Zielone światło nareszcie się świeciło i ruszyłam najszybciej jak potrafiłam. Jeszcze w lusterku widziałam, że człowiek ciągle nie strzela, tylko mierzy prosto w młodzież. Natychmiast zadzwoniłam do szkoły. Mój starszy syn był jeszcze na lekcjach, jak i setki dzieci w gimnazjum, podstawówce i liceum. Przekazałam informację do centrali szkolnej. Domagałam się natychmiastowego zamknięcia szkoły i zatrzymania wychodzących gimnazjalistów, jak i wezwania policji. Panie z centrali, mimo, że mnie znają uznały moją relację za nerwowość przeczulonej matki. Mówiłam spokojnie ale dobitnie. Nie skora jestem do histerii. Nie uwierzyły chyba i obiecały, że wyślą na zewnątrz jednego z pracowników szkoły i to wszystko. Z przerażeniem słyszałam ich śmiechy w telefonie, zupełnie jakbym ich powiadamiała o pojawieniu się Gargamela na mostku wioski Smerfów.
Mój synek cały drżał z przerażenia. Prosił, żeby jak najszybciej uciekać z Lyonu. Ja natomiast jadąc wysyłałam  smsy do drugiego syna , że jest człowiek z bronią automatyczną pod szkołą, i żeby nie wychodził za żadne skarby z budynku.
Słysząc beztroską radość pań z centrali szkolnej, zupełnie mechanicznie zawróciłam samochód. Musiałam ratować moje drugie dziecko. Obmyślałam szybko, jak się zachować, jak wydostać go ze szkoły bez narażania małego i siebie. Kazałam schować się na podłodze samochodu i znów jechałam w stronę szkoły, obserwując czy nic się nie dzieje. W pobliżu, na dojeździe do budynku było ciągle dużo młodzieży i spokój. Nagle zauważyłam biegnącego pracownika szkoły. Młody człowiek poznał mnie i z daleka pytał, gdzie jest rzekomy terrorysta. Ale jego już nie było. Najprawdopodobniej ulotnił się, zniknął jak kamfora. Zupełnie bezbronny pracownik szkoły pobiegł w stronę autobusów szkolnych. Po chwili wrócił do mnie wyraźnie uspokojony.
- To nic, to był nasz uczeń gimnazjalista. Wielu na przystanku poznało kolegę, który dziś rano pokazywał im tę broń w plecaku, na korytarzu szkolnym. Rzeczywiście jest bardzo wysoki. Wygląda z daleka jak dorosły.  
Pracownik był już wyluzowany i z uśmiechem tłumaczył, że wszystko jest ok. Nikomu nic się nie stało. Spytałam jaką ma pewność, że broń jest zabawką?
A on mi na to, że dzieci mu powiedziały, a poza tym w ciągu ostatnich tygodni, wielu uczniów przynosiło taką, fikcyjną na oko broń. Nie dziwi nic. Dzień toczył się dalej bez większych zdarzeń. Tylko mój syn i ja, z trudem dochodziliśmy do jako takiej równowagi, mając ciągle w oczach straszną scenę jak z filmu.
.
Parę lat temu wchodząc do sklepu w miejscowości Grigny, pod Lyonem byłam świadkiem kradzieży z bronią. Podczas robienia zakupów usłyszałam krzyk kasjerki. Stałam parę metrów dalej. Gdy odwróciłam się w jej kierunku, ujrzałam wysokiego człowieka w kasku motorowym, z wyciągniętą ręką. Przystawiał do czoła kasjerki duży automatyczny pistolet. Kazał jej zaprowadzić się do sejfu, gdzie przechowywane były pieniądze z kasy. Kobieta z przerażeniem zgodziła się. Wszystko działo się na moich oczach, tuż, tuż obok mnie. Gdy poszli na zaplecze uciekłam. W wejściu stał motor zapalony bez rejestracji. Natychmiast zadzwoniłam po policję. Niestety złodziej uciekł. Ale przez sześć miesięcy byłam wzywana na wizję lokalną. Za każdym razem jak kogoś złapano , proszono mnie do szyby policyjnej i pokazywano mężczyzn w kasku. W tym samym czasie policjanci pokazywali mi również ubrania, plecak i broń. Właściwie dużo broni. Dawali mi ją do ręki, kazali również mężczyznom za szybą stawać z tą bronią. Po ponad pół roku złapano nareszcie zbira. Dostał parę lat więzienia, bo jak się okazuje terroryzował bardzo wielu sprzedawców i nawet kogoś ranił. Podczas tych wszystkich spotkań z policją nauczono mnie jakie są pistolety. Niektóre były duże, inne małe. Jedno jest pewne, nie da się gołym okiem odróżnić prawdziwego pistoletu od jego niegroźnej kopii, jeśli ta jest zrobiona profesjonalnie. Dopiero trzymając w ręku czułam różnicę wagi. Ale i to, nie jest już możliwe, bo fikcyjne pistolety są specjalnie dzisiaj robione z ciężarkami, tak, że prawie niczym się nie różnią od prawdziwych. Ten sklepowy drań miał w ręku prawdziwą broń. Tak czy inaczej ucieszyłam się, że gada zamknięto, również dzięki mojemu świadectwu.
.
Niedawno pod szkołą, wyżej opisana, młoda postać wysokiego, zupełnie zakrytego mężczyzny, trzymała w dłoni taki sam, duży, automatyczny pistolet. Sytuacja inna, pistolet i zachowanie zbliżone. Niebezpieczne dla życia ludzkiego zachowanie drania, który mierzy bronią w niewinne ofiary. Nie ma absolutnie żadnej możliwości żeby stwierdzić dzisiaj, czy pistolet był straszakiem. Mam żal do szkoły za totalny brak reaktywności. Nic nie zrobiono żeby ochronić innych uczniów. Nie zamknięto drzwi, nie zablokowano przejścia, a policję wezwano dopiero po mojej upartej interwencji. A jeśliby ten człowiek zaczął strzelać? Jeśliby okazał się jednym z tych chorych na nienawiść ludzi, o których regularnie słyszy się w mediach?
Nie włączono nawet syreny, jaką aktywuje się regularnie, podczas częstych w ostatnim roku alarmów antyterrorystycznych. W realnej sytuacji zagrożenia dorośli w szkole, ciągle zachowują się jak muminki, a nie - świadomi rzeczywistości obywatele. Francja żyje od paru lat w stanie najwyższego zagrożenia terrorystycznego. A Francuzi fruwają w świecie bajki. Nie przyjmują do wiadomości, że mieszkają w kraju, który toczy gangrena terroryzmu, nienawiści i głupoty.
.
W zeszłym tygodniu zostałam wezwana do komisariatu. Sprawą gimnazjalisty bawiącego się w terrorystę zajmuje się dziś policja i sędzia dziecięcy. Jak się okazuje chłopak ma 14 lat i jest z rodziny arabskiej, zupełnie zaskoczonej zachowaniem syna! Rzecz ewidentna i mnie nie dziwi. Takie rodziny zawsze są zaskoczone! Reportaże dotyczące terrorystów pokazują typowe, zupełne niezrozumienie rodzin. Nikt nic nie widział, ani sąsiedzi, ani rodzice, ani rodzeństwo... Rodzina zamachowca w Kanadzie sprzed kilku dni, też pewnie jest zdziwiona, że zabił niewinnych ludzi w meczecie!
Tymczasem w naszej szkole sprawdzano torby i plecaki tylko przez pierwszy dzień. Wszystko wróciło do spokojnej bezstresowej rzeczywistości - świat jest dobry, piękny . Peace and love!  Nikt już niczego nie sprawdza. 
Uczeń - niedoszły terrorysta, nadal chodzi do gimnazjum i stał się nawet gwiazdą wśród niektórych uczniów patrzących nań jak na bohatera.
Sprawa nie pozostała bez echa. Policja wezwała mnie, jak i innych dziesięciu świadków. Nie mogę zidentyfikować człowieka, bo był w kominiarce. Inni świadkowie znają go osobiście więc zaświadczali formalnie.
Poprosiłam policję, na tyle, na ile jest możliwe, żeby domagać się wizyty tego chłopaka u psychologa, rozmowy z rodziną i sprawdzenie, czy broń jest fikcyjna, czy nie. To ostatnie jest niewykonalne. Minęło ponad 10 dni. W takim czasie nawet słonia można podmienić. Prosiłam o możliwe wytłumaczenie, że zabawa w terroryzm, to nie jest zabawa w ciuciubabkę! Nie chcę, żeby dzieciak miał w sobie złość, i gotował w sobie nienawiść. Boję się go, bo w jego zachowaniu było tyle determinacji, utożsamienia się z aktem terroru, że nie wiem czy poprzestanie na zabawie! Teraz chcę żeby zrozumiał, że ponad 5 tysięcy osób we Francji w sposób bezpośredni ucierpiało tragicznie z powodu terroryzmu. Że jest to coś strasznego! Że to nie zabawa tylko cywilizacyjny dramat! Liczę na to, że można mu wytłumaczyć, że pistolet, to nie proca! Ma dopiero 14 lat!  No i gdzie są rodzice i gdzie skala wartości w wychowaniu? Ich odpowiedzialność! Szkoła powinna wszystkich przesłuchać, policja i sąd nakazać dogłębną kontrolę i terapię rodzinną....
Pani policjantka słuchała mojej dobrotliwej mowy i grzecznie się pożegnała. Przed odejściem podziękowała mi za przyjście, bo ponoć do rzadkości należą dziś we Francji rodzice, którzy przychodzą mimo, że są wzywani. Podobno nawet nie chcą odbierać własnych dzieci, jakie w różnych okolicznościach trafiają do komisariatu!
 Nic z tego więcej nie wynikło i pewnie nie wyniknie.
.
Moje dzieci są dzisiaj też wysokimi, dorastającymi młodzieńcami. Na szczęście nie przebierają się za nikogo. Młodszy bardzo się przestraszył draba z bronią, starszy wzruszył tylko ramionami, " bo debile są wszędzie".
Gdy byli mali , bardzo wiele osób się dziwiło, że się nie bili i nie nigdy nie bawili w wojnę. Czasami były konflikty, ale bez rękoczynów. Wychowuję dzieci w dialogu i bez przemocy. Nigdy ich nie  biłam, a karałam głównie poprzez krótkie odcięcie od przyjemności. Często krzyczałam , bo nie miałam cierpliwości, gdy się kotłowali godzinami jak większość małych braci.
Poza tym zawsze byliśmy z mężem przeciwni pistoletom, mieczom i wszelakim zabawkom militarnym. Nasze dzieci, gdy były małe nie miały gier komputerowych i jeszcze do niedawna w ogóle nie mieli dostępu do wojennych gier, na konsolach typu xbox czy ps. Bawili się samochodami, klockami, w modelarstwo samochodowe. Czas wypełniały im wspólne siłowanie się, ale również sport i gra na instrumentach. W ten sposób wychowuje wiele osób swoje dzieci. Ale odnoszę wrażenie, że jesteśmy w mniejszości.
Dzisiaj dobijają mnie różne zachowania i mody cywilizacyjne, które z pewnością kształtują mentalność aktualnych, ale i przyszłych pokoleń. Będzie to skutkowało brakiem empatii i człowieczeństwa, jak i świadomości dobra ogólnego. My z mężem wybraliśmy inną drogę i mam nadzieję, że jest ona właściwa. Nasze dzieci nie są agresywne i nie czynią wokół ani zła, ani nie wzbudzają negatywnych odczuć.
W domu nigdy nie oglądamy horrorów . Nie lubię się bać i patrzeć na strach i cierpienie ludzi na filmach. Nie znoszę też Halloween, bo mdli mnie na widok koszmarnych masek trupów, krwi, sztucznych kościotrupów i zombi. To wszystko bierze się z wulgarnej, pogańskiej ciekawości cmentarnego bytu.  Moi synowie też nie gustują dzisiaj w tej obrzydliwej trupiej zabawie, która przyszła niestety z USA i zalewa koszmarem naszą europejską kulturę. Mimo, że są młodzi, nasi synowie nie weszli w ten obcy dla mnie rytuał zabawy w przebieranie się za zmarłych. Dla mnie to raczej czas zadumy, wspominania naszych bliskich, których już nie ma.
Śmierć wyszydzona, śmiech z brzydactwa, paskudna estetyka i ponury humor. Zupełnie jakby ludzkość potrzebowała ciągle przeciwwagi do rozumu i piękna! To też banalizuje postrzeganie śmierci.
.
Jako rodzic jestem również ogromną przeciwniczką wirtualnych gier. Nie uczą ani wrażliwości, ani empatii. Poza wyrabianiem refleksu i spędzaniem wspólnie czasu z kolegami nie widzę żadnych zalet.  Nie udało mi się zupełnie odciąć moich synów od komputerowych rozrywek.  Zbyt duże jest ciśnienie pokoleniowe i nie mogę trzymać nastolatków pod kloszem. Jednak jak grają z kolegami proszę ich i kontroluję, żeby gry były zwłaszcza strategiczne. A jeśli są to gry walki, to żeby nie były to powszechnie znane gry wojenne realistyczne, z grafiką łudząco przypominającą filmy wojenne. Nie kupiłam im i nawet mnie o to nie proszą, najbardziej znanych gier, gdzie zabijanie, torturowanie , eliminowanie przeciwnika jest głównym zajęciem graczy.
.
Niestety moje poglądy spotykają się z uśmiechem cynicznym bardzo wielu osób. Bo chłopiec musi bawić się w wojnę i normalne jest, że chce zabić przeciwnika. Od zarania chłopcy bawią się w zadawanie śmierci i cierpienia. Tak było i będzie. Ze smutkiem od zawsze patrzę na mamy z zachwytem podziwiające ich krzyczące pociechy.... pam! pam! ....strzelają w piaskownicy do innych dzieci.... ciach , mordują krzyżaków, Indian albo jeszcze jakiegoś innego wroga, dinozaura, pokemona, czy kolegę. Ojcowie dumnie pokazują, że ten pistolet to trzeba tak trzymać, a mieczem walić od góry, a szablą od dołu.... a latem sami z radością bawią się w wojnę wodnymi armatkami. 
 
Potem, gdy dorastają ci piaskowi żołnierze, dostają od rodziców komputer i zaczyna się błoga domowa cisza. Nareszcie rodzic nie musi się zajmować, wymagać, kształtować. Nareszcie nie trzeba już nic, poza nakarmieniem i oczekiwaniem dobrych ocen. Rośnie gigantyczny, szklany mur między pokoleniami. Nikt nie zna niczyich problemów, a ludki giną na ekranach wirtualnej wojny. Rodziny masowo nie jedzą wspólnie posiłków, nigdy nie czytają wspólnie książek, ani nie słuchają muzyki. Coraz mniej wnucząt martwi się o babcię czy dziadka. Ryczą histerycznie z powodu banalnych programów, przejmują się nic nie znaczącymi duperelami z życia jednodniowych idoli! Ale nie zadzwonią z troską i pytaniem do bliskich : babciu, dziadku , pomóc ci, może zrobić zakupy, posprzątać, wyjść na spacer?
Coraz mniej nawet rodzinnie oglądaja filmy przygodowe, lub programy publicystyczne. Nie ma dyskusji, nie ma dialogu. Cisza. 
 
Mój mąż jest synem emigranta hiszpańskiego. Zarówno on, jak jego trzej bracia nigdy w domu nie mieli plastikowych pistoletów, karabinów, noży i mieczy. Mimo to nie nudzili się. Mój teść napatrzył się na takie cierpienie w dzieciństwie podczas wojny domowej, że miał awersję do wszelakiej broni zabawkowej i gier z tym związanych. U mnie w domu było podobnie, co wzbudza powszechne niezrozumienie. Nigdy nie bawiliśmy się w zabijanie. Moje dzieci od małego ratowały ślimaki, przytulały się i płakały na filmach rysunkowych, gdy komuś się działa krzywda. Dzisiaj są już duzi. Nie wierzą w Mikołaja i dość twardo patrzą na świat wg informacji o ciągłym zagrożeniu, jakie nam towarzyszy wszędzie. Rozumieją moje obawy i godzinami rozmawiamy o wspólnych troskach, jak i o codziennym życiu. Śledzimy scenę polityczną, międzynarodową , bo w sposób ewidentny wpływa to na naszą egzystencję. Dużo dyskutujemy o otaczających nas sprawach. Czasami się nie zgadzamy, często jednak odwrotnie, znajdujemy porozumienie, mimo 30 lat jakie nas dzielą. Dzielimy tę samą skalę wartości - zła i dobra. Z ogromnym smutkiem słyszę, że bardzo niewiele rodzin znajduje czas na podobny dialog. Właściwie zupełnie się nie znają, o czym regularnie mówi się mi w szkole. Nauczyciele z przerażeniem odkrywają uczniów nie potrafiących się ani zachować, ani komunikować z innymi, starszymi pokoleniami. I to wszystko, o ironio,  w epoce Internetu, telefonów komórkowych. Dorośli nie rozmawiają z młodzieżą. Nie interesują się jej sprawami, problemami, jej życiem. Dorośli zdymisjonowali!
.
Mam dość krytyczne stanowisko na temat przemocy w codzienności, jak i ogólnie modnego wychowywania bez stresu. Zabijanie dla zabawy wyrabia w dziecku brak empatii i banalizuje czynienie zła czy to ludziom, czy zwierzętom. Nie mam absolutnie najmniejszych złudzeń, że tak właśnie jest. I nawet klepanie modlitw w kościele czy meczecie nie zmieni tego braku wartościowania!
Jestem pewna, że zastąpienie literackich opowieści o życiu, miłości, śmierci czy poświęceniu, grami wojennymi i na dodatek rodzicielskie lenistwo - zabijają w dzieciach i młodzieży to, co najważniejsze - humanizm i instynkt przetrwania.  Przecież każdy ma kilka żyć, a ze zmianą oprogramowania można się odrodzić i dalej mordować wroga. Ignorują prawdę, rzeczywistość.
Czuję się zupełnie nie zrozumiana przez bardzo wielu rodziców i znajomych. Otacza mnie dziwny dla mnie świat . Z jednej strony dorośli żyjący w świecie hipisowskiej iluzji. A z drugiej, pozostawione samo sobie pokolenie dorastających, nieoczytanych ludzi. Żal mi, że moje dzieci, mimo moich starań też coraz mniej czytają literatury pięknej. Pocieszam się, że to, co w nich zaszczepiłam sprawi, że będą uczciwymi, dobrym ludźmi z rozumem i sercem.
 
Tymczasem przestałam w ogóle rozmawiać otwarcie na tematy wychowawcze od momentu, gdy kiedyś usłyszałam pogląd insynuujący mi, że wychowam moich synów na cioty, bo chłopak to rycerz, kowboj albo żołnierz!  
Tymczasem dzisiejszy chłopak stał się terrorystą w krainie muminków. I tylko nikt nie rozumie jak do tego doszło?
czwartek, 02 lutego 2017, fabella

Polecane wpisy

  • Otwarta zawsze parasolka

    Z trudnością wracam do bloga. Prawdopodobnie dlatego, że nielubię narzekać przy innych i psuć dobry humor. To tak, jakbyrozdmuchiwać marzenia niczymdmuchawce na

  • Margot

    . Czarny, jak smoła kogut budził każdego dnia całe gospodarstwo rozdzierającym pianiem. Pomarańczowy ogon prężył przy tym dumnie i przebierał nóżkami na kupie g

  • ...a życie toczy się dalej

    Minęło wiele miesięcy od ostatniego wpisu. Szok, jaki wywołał u mnie atak terrorystyczny w Paryżu zmienił moje życie. Ograniczyłam do stricte minimum wyjście do

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/02/03 12:23:34
mojego syna tez wychowałam na ciotę !
sytuacja w Niemczech nie do pomyślenia, bo nawet chłopak "nie ciota" nie odważył by się tak wystąpić pod szkołą, zaraz by z niej z hukiem wyleciał, a i rodzicom tez by się dostało, i oczywiście brukowce rozdmuchałyby zdarzenie niebotycznie ... mimo tej ilosci uciekinierów w Niemczech, sylwestra w Kolonii i zamachów terrorystycznych, ja w tym kraju czuje się bardzo bezpiecznie i gdybym miała dzieci w wieku szkolnym, tez bym się o nie nie bała, żeby nie to, że mi w Niemczech jest po prostu za zimno, żyła bym tam do końca moich dni :)
-
2017/02/03 21:44:56
Francja to nie Niemcy. Afrykańska brać dobrze o tym wie. W Niemczech żyją po niemiecku, we Francji żyją po swojemu. Ja niestety boje się o moje dzieci, regularnie o mnie samą. Dziś w Luwrzejakiś świr zaatakował maczetą żołnierza. Rownie dobrze mógł to być nieuzbrojony człowiek . Żołnierz się obronił . Świr krzyczał że Allah jest wielki i dziś agonizuje w spitalu paryskim. Mój tekst jest historia sprzed 10 dni. Opublikowałam go dwa dni temu. Dzisiaj atak w Luwrze. I tak będzie jeszcze długo . I znowu media politycznie korekt będą przekonywały że tak, śmak. Zamiast zaprowadzić klimat porządku, prawa.
-
2017/02/04 09:50:55
czytałam Twoja książkę, jednym tchem czytałam i dzięki niej wiem jak wygląda życie tam z emigracją Afrykańską, nie byłby to mój kraj nawet jak niewiele o życiu w nim wiedziałam, ale i Ciebie doskonale rozumiem, że chcesz tam żyć i kochasz życie tam, na koniec książki splakalam się jak bóbr :)
nie można chcieć porządku i prawa w świecie gdzie 90% majątku tego świata jest w rękach kilku ludzi
-
2017/02/04 11:00:25
Dziękuję , bardzo dziękuję .
-
2017/02/04 12:48:56
Kiedys do Francji jezdzilam b.czesto i chetnie, a teraz...no coz...
W Niemczech zaczyna sie robic podobnie, jestesmy na poczatku tego procesu, ale na skutek pewnych posuniec Merkel, jest on nieodwracalny. To co sie tu dzialo w zeszlym roku, zaczynajac od Nowgo Roku w Kolonii, a konczac na jarmarku swiatecznym w Berlinie jest najleoszym tego dowodem. I tylko slepcy i idioci tego nie widza (nie chca widziec?).
O drobnych historiach moglabym godzinami,ale nie chce, bo mi sie cisnienie podnosi. Oczywiscie z drugiej strony polaryzuje AfD i ludzie tego pokroju, nastroje nazistowskie rosna. Nie mam pojecia, jak to sie skonczy, ale mimo, ze jestem z natury optymistka-czarno to widze.
PS Wspolczuje przezycia Tobie, a jeszcze bardziej synkowi:(
-
2017/02/05 23:04:47
Patrycjo, bardzo Wam współczuję tego okropnego doświadczenia. Obyś już nigdy nie musiała brać udziału w czymś tak potwornym.

Przyznam się, że jestem zszokowana i zniesmaczona lekceważącą postawą szkoły. Jak można było tak postąpić?! I to we Francji, w kraju, który jest trawiony przez raka zwanego terroryzmem... Przecież ten chłopak to tykająca bomba...

Cieszę się ogromnie, że są na świecie jeszcze tacy rodzice jak Ty. Wierzę, że te wszystkie lata nauk nie poszły na darmo i że Twoi chłopcy wyrosną na wspaniałych mężczyzn, którym nie obce będą pojęcia empatii i wrażliwości na krzywdę zwierząt i ludzi.

Serdeczne pozdrowienia z Irlandii.
-
Gość: marta, *.ipv4.supernova.orange.pl
2017/02/07 10:55:56
Wszystko co chciałam napisać , napisała Taita.
Gratulacje dla rodziców , a szczegolnie dla mamy . Tak Patrycjo , Pani ogromny wysiłek nie poszedl na marne. Wychowała Pani chłopców na eleganckich , kulturalnych młodzieńców !!
PS
Kim my się otaczamy na co dzien , na ulicach , - wszędzie ,że chwila rozmowy z subtelnym , kulturalnym młodym chlopcem przy stoisku w sklepie zrobiła na mnie i na mężu tak pozytywne wrażenie graniczące z pozytywnym szokiem ,że nie mogliśmy przestać o nim mowić i opowiadac bliskim przez kilka dni . Byliśmy zachwyceni zachowaniem ,ktore powinno być powszechne ! Pozdrawiam serdecznie Marta
-
Gość: marta, *.ipv4.supernova.orange.pl
2017/02/08 16:14:53
I jeszcze zapomniałam spytać co z nową ksiązką ? Może juz wkrótce będziemy mogli się nia cieszyć ? Pierwszą zaczytałam '' na smierć


























Zapomniałam spytać kiedy doczekamy sie nowej książki ? Pierwszą zaczytalam '' na smierc'' , kocham i znam na pamięć . marta





-
2017/02/19 17:06:24
Ja sama uwielbiałam bawić się w wojnę, piratów, policjantów. Moja prababcia i wujek zginęli od strzału w głowę, bo bronili innych ludzi. Sama chciałam być żołnierzem albo policjantem i walczyć ze złem. Trenowałam sztuki walki, uczyłam się władać mieczem i inną bronią, uwielbiałam strzelać z broni palnej i grać na komputerze w mordobicia i zabijanie potworów. Uwielbiałam trupie czachy, horrory i kościotrupy. Podobnie ma moja jedna nastocórka. Jednak to ja znosiłam do domu ranne zwierzęta i przygarniałam wszystkie bezdomne psy i koty podczas gdy dziewczyny bawiące się ładnie lalkami i oglądające tytanica brzydziły się krwią, kopały bezdomne psy u ludzi słabszych i chorych traktowały z pogardą. To maja córka z metolową trupią czachą na szyi staje w obronie koleżanek i kolegów, którym dzieje się krzywda, gdy reszta udaje, że nic się nie dzieje i zła nie ma. Bo to nie zabawa czyni z nas terrorystów. Terrorystami zostają m. in. lekarze, nauczyciele i inni niby dobrzy i mądrzy ludzie a nie tylko dzieci z rodzin patologicznych jak sie niektórym wydaje. Innym tematem jest jednak podejście świata do terroryzmu i zagrożeń, udawanie że nic się nie stało hakuna matata czy tolerowanie nietolerancji. Próbuję zrozumieć ludzką głupotę i ignorancję oraz sens i cele rządzących ale jeszcze mi się nie udało