Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
Blog > Komentarze do wpisu
Margot
.
Czarny, jak smoła kogut budził każdego dnia całe gospodarstwo rozdzierającym pianiem. Pomarańczowy ogon prężył przy tym dumnie i przebierał nóżkami na kupie gnojówki. Margot otworzyła okiennice. Ciężkie drewniane skrzydła uderzyły głucho w ścianę. Wychyliła się i zblokowała je małymi, żelaznymi główkami w filuternych kapelusikach. Zapadki posłusznie obsunęły się pozostając na straży otwartego okna.
Kogut darł się w niebogłosy. Dziewczyna uśmiechnęła się do różowo kwitnących drzew, jakich korony rozciągały się wzdłuż okalającej domostwo alei. Było przyjemnie ciepłem dobrze rozbudzonej wiosny. Słońce powoli, ospale wdrapywało się do góry . Długie, poranne promienie przeciskały się przez gałęzie drzew, krzaki, zalewały bogato kwitnący ogród.
Król drobiu zdawał się wkładać całą swoją duszę w coraz bardziej ochrypłe pianie. Nie chciał nawet przez chwilę zawiesić porannego wołania. Margot zaczęła odliczać. Wiedziała, że nim dojdzie do trzydziestu kogut straci głos. W godnym milczeniu będzie trwał aż do następnego dnia. Potrzebował całej doby żeby odbudować możliwości wokalne swoich strun głosowych.
Dwadzieścia dwa, trzy, czte.. Koniec. Głos zawiesił się i kogut zamilkł, pozostając dumnie z pazurami w gnoju. Wtedy , jak zwykle każdego ranka wyskakiwały na podwórze kury. Przytulnym gdakaniem przejmowały władzę nad całością, nic sobie nie robiąc z czarnego jegomościa, z patetycznie pomarańczowym ogonem.
Margot od wielu dni obserwowała ptasi rytuał. W mieście nigdy nie spotkała kury inaczej , jak w lodówce, w plastikowych foremkach, albo już zarumienione z rożna na co wtorkowym rynku. Odepchnęła od siebie te wizję. Nie byłą wegetarianką, ale w kontakcie z czarnym monarchą i plotkującymi kumoszkami, nie lubiła myśleć o tym, gdzie może skończyć ta urocza rodzinka.
Odetchnęła lekkim podmuchem porannego wiatru. Narzuciła szlafrok i pobiegła do kuchni. Urwała kawałek bułki, wystającej z podłużnej torby na pieczywo. Wyciągnęła z szafki duży słoik miodu. Gorąca kawa już była zrobiona w dzbanku. Ktoś wstał wcześniej, ktoś już był tu przed nią.
Długi nóż z wygrawerowaną pszczołą utoną w słoiku. Margot czuła jak żołądek zaciska się jej z głodu, a może i z łakomstwa, na widok złotej, pachnącej słodko masy. Porcelanowy kubek szybko rozgrzał się od parującej kawy. Dziewczyna powoli rozsmarowała masło i tworząc łódeczkę z kawałka chrupiącej bułki wypełniła ją miodem.
Zamknęła oczy gdy wkładała sobie w usta ten poranny przysmak. Jeszcze kilka łyków kawy i wiedziała, że dzień będzie udany.
      
wtorek, 21 czerwca 2016, fabella

Polecane wpisy

  • Chrzan z harissą

    * W maju byłam w Polsce na kilkudniowej wycieczce samochodem. W tym samym czasie, jeszcze wtedy kandydat na prezydenta - Macron, chcąc się podlizać elektoratowi

  • Psu palma odbiła

    . Słońce było już wysoko na niebie kiedypowoli się budziłam. Mój sen chroniły dotąd przymknięte okiennice. Ciężkie, drewniane, typowe dla domów południowych. Ni

  • Marie

    Marie nie bała się już anizdenerwowania ojca, ani chronicznego zniecierpliwienia mamy. W końcu z rodzicami widywała się przelotnie, przy kolacji i w czasie nied

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: marta, *.gazeta.pl
2016/06/21 16:48:16
Cudne .. a jak podane ! Pięknie Pani pisze !
Pozdrawiam serdecznie