Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
Blog > Komentarze do wpisu
Wolność z widelcem na barykadach
.
Wiele lat temu, w ramach potwierdzania mojej nowo dojrzałej dorosłości, postanowiłam się opalać w toplesie na basenie Warszawianka. Wzbudziłam tym ogromne poruszenie. Młody biust, ładny biust, ale nie to było powodem całego zajścia. Chodziło zwłaszcza o goliznę. Jak można tak bezwstydnie się odkrywać? Bo przecież wartości! Bo przecież kobiecie nie wypada!  
Mimo to, nikt mi nie zabronił dalej się opalać bez stanika. Jedni podglądali, inni uznali, że to moja sprawa, ktoś skrytykował, nawet wielu ktosiów. 
Nie czyniłam tego ani z potrzeby ekshibicjonizmu, ani z chęci zwrócenia na siebie uwagi. Był to mój osobisty krok ku wolności. Wyzwolenia się z seksualnej pruderii ówczesnego świata, peerelowskiej hipokryzji i zwłaszcza chęć pokazania, że kobiecie wolno to samo, co mężczyznom. 
Później, przez całe moje życie opiekowałam się moją wolnością rozumianą na różne sposoby. Raz, było to dbanie o moją polskość, pod każdym możliwym niebem, w każdym scenariuszu. Raz ślub, raz rozwód. Raz poświęcenie własnej kariery macierzyństwu. Raz praca , raz nie. A także zdejmowanie stanika, czy to na zapyziałej Warszawiance, czy rok później na nowojorskiej plaży. Tam jednak policja wyraźnie dała mi do zrozumienia, że goła wolność, to owszem, ale w playboyu. W rzeczywistości mogła mnie kosztować wystawieniem mandatu za 500 USD. Wolałam zrezygnować z opalonych piersi i uratować słuszną sumę. Szybko też wróciłam do Europy, gdzie nikt mnie nie stawiał pod sąd z powodu toplesu.
Idea wolności nie powinna sprowadzać się jednak do gołego biustu, ale w kontekście walki o każdy ukryty włos pod religijną chustką, moja plażowa nagość wydaje się niemalże aktem rewolucyjnym.
Na szczęście los pozwolił mi urodzić się w Polsce. Na szczęście, albo i nie. 
Z punktu widzenia emigracyjnego, sytuacja w ojczyźnie zmienia się w sposób drastyczny, ale takie są prawa demokracji. Z punktu widzenia polskiego, sytuacja francuska, to już jest sprawa śmiertelnego zagrożenia, a nie wyborów demokracji. Pytanie, czy Polacy dojrzeli do tej ostatniej? Jako Polka, która od 20 lat mieszka i płaci podatki poza Polską, powinnam się martwić i nie powinnam wypowiadać na tematy polskie. Jako Polka mieszkająca i płacąca podatki we Francji, powinnam się wypowiadać i z pewnością martwię się sytuacją francuską. Zwłaszcza jednak niepokoi mnie, co z moją wolnością?
O ile we Francji mogę głośno wyrażać opinie na ogólnie wszystkich interesujące dziś tematy, to jednak czynię to coraz mniej. Również na tym blogu. Dlaczego? Czyżbym mniej była odważna jak w wieku 18 lat?
Nie, nie mam problemu z odwagą, a raczej ze świadomością autentycznej , własnej bezradności wobec systemu w jakim żyję. I tak nic nie zmienię, niczego nie osiągnę, a wolności coraz mniej.
Nie chodzi nawet o zagrożenie islamskich terrorystów, których nie podejrzewam o czytanie blogów. Nie chodzi nawet o ekstremalnych katolików, którzy tępią od lat kobiety w toplesie. Chodzi raczej o przeświadczenie, że niezależnie od tego, co myślę i jak czynię, jestem zależna od systemu, który tylko udaje, że pozwala mi na moją wolność, a nie dba o przestrzeganie prawa. Jestem zależna od tego dziwnego systemu, decyzji urzędników, całej pajęczyny dogmatów, które w coraz bardziej dotkliwy sposób duszą mój świat wolności. Ze smutkiem dostrzegam jego powolne rujnowanie, niszczenie.
Najgorsza jest świadomość, że te moje wynurzenia, to są zwykłe banialuki w porównaniu z sytuacją wolności w innych częściach globu. Gdybym urodziła się w Rosji, albo w Arabii Saudyjskiej, to mogłabym się skarżyć na zniewolenie. Ale w Europie?
Ano myślę, że w Europie też dzieje się źle.
Oglądając zdjęcia z marszu niepodległości w Warszawie, zrobiło mi się nieprzyjemnie. Przecież bycie Polakiem, znaczyło dla mnie bycie człowiekiem wolnym, żyjącym ze słowem polskim w duszy i rozumie. A tu hasła "Polska dla Polaków", tudzież inne, przytaczać nie warto. Dla mnie wiadomo, że Polska jest od lat polska. Nie jestem w stanie zrozumieć bitwy o coś, co od dawna już jest osiągnięte. Zachód miał zawsze głęboko w poważaniu mój kraj i tak samo dzisiaj ma w poważaniu. A szkoda , bo zajęty terroryzmem i cywilizowaniem islamu, nie zauważa nawet, że właśnie wykluła się totalitarna, nacjonalistyczna kaczka.
To ostatnie zdanie spowoduje różne uczucia. Ci, co głosowali na Kukopis, pomyślą - głupia emigrantka z gołymi cycami, nic nie wie o tym, co się tu dzieje. Z pewnością jakaś zboczona lewicówka.
Ci, co głosowali na PO, albo Nowoczesną mogą pomyśleć, że mam rację, ale pewnie nie czuję tego wszystkiego do końca, bo nie mogę, bo jestem zbyt daleko, no i jeszcze ta goła sprawa z basenu...
A ci, co nie głosowali, mogą dojść do wniosku, że przecież to blog o Francji, więc co ja tu chrzanię o Polsce?
A tymczasem nawet goły król coraz bardziej goły!
Europejczycy mają dziś poważny problem. Ba, mają bardzo wiele, problemów. Jutro będą mieli jeszcze więcej, jeśli nie zaczną się zmieniać i racjonalnie myśleć bez zbędnych emocji. 
Od Polski wcale nie tak daleko do Francji! Jak to? Jak to? Nas Polaków chronią krzyże, a tam grasują dzikusy z Allahem i granatami! No i co z tego? Przecież krzyż, to jest obiekt tortur. Zrobiono z niego symbol chrześcijaństwa. Zawsze mnie to przerażało, że dwa skrzyżowane pale drewna, na których wieszano i zabijano ludzi stał się symbolem dobra i miłości. Przeraża do dzisiaj i nie powinno nikogo oburzać to, że tak straszna tortura nie jest uwielbiana przez kogoś, kto jest agnostykiem. Do wiary nie da się zmusić. Z wiarą jest podobnie jak z miłością, nie da się wymusić, kupić, przekonać. Jest albo nie jest. Nie można nawet zarzucić komuś, że wierzy lub nie, kocha lub nie. Te dwa stany myślowo-emocjonalne są w nas, albo ich nie ma. Jeżeli nie wierzę w Boga, to nie ma żadnej możliwości żeby mnie zmusić do wiary. Jeżeli nie kocham, to nie uda się wymusić miłości. Człowiek ma naturę krnąbrną. Lepiej pogodzić się z tym od razu. 
Niestety w Polsce, coraz więcej ludzi wyobraża sobie, że ten krzyż jest wartością nadrzędną i częścią składową polskości. Nie jest. Jestem Polką i nie lubię krzyża. Nie jestem przez to mniej Polką. Nikt nie może mnie pozbawić polskości z powodu niewiary. Nawet gdyby mi zabrał obywatelstwo, zawsze będę mówiła i myślała po polsku. Uważam, że błędną drogą jest mieszanie religijności z tożsamością narodową. Chcesz to praktykuj wiarę, nie chcesz, to nie. Jest to twój prywatny wybór i wolność.
Ach i znowu ta wolność.
A we Francji? Kiedy pod liońskimi szkołami widzę dziewczynki, które zaraz przy wyjściu na ulicę zakładają chustki i chowają pod nimi piękne włosy, w pierwszym momencie jestem poirytowana. Jednak francuskość, jaka mnie otacza, nakazuje mi tolerancję wobec wszystkich religii. Więc nic mi do tego, co te paroletnie dziewczynki robią.
Jednak będę nadal niezadowolona, bo religia jest sprawą intymną, a afiszowanie się intymnością we wszystkich miejscach publicznych jest w Europie zabronione. Mimo to, prawo europejskie udaje, że nie widzi tej ekshibicji religijnej i chustki są coraz bardziej widoczne. Tak liczne są tu we Francji, że z pewnością wielu Polaków nie potrafi sobie nawet wyobrazić, jak bardzo! Podobnie jak krzyże w Polsce! Ich też jest coraz więcej i więcej, tylko, że już nikt sobie niczego nie musi wyobrażać.
Ktoś mógłby mi zarzucić, że przecież moją intymną golizną też się obnoszę, więc co tu się czepiam?
Jednak nie jest to takie proste, albowiem toples praktykuję wyłącznie na plaży, czy basenie, gdzie jest on dozwolony, a nie w każdym publicznym miejscu! Nie jestem femenką, ale plażową turystką. Tymczasem natrętna religijność jest dzisiaj powszechną manią bardzo wielu obywateli i nie ogranicza się wyłącznie do kościołów, meczetów i ich prywatnych domów! Napiera na mój agnostyczny świat wszędzie i nakazuje, domaga się akceptowania jej, ba, przestrzegania jej dogmatów!
Z czego to wszystko wynika? Zwłaszcza z nie aplikowania prawa! Udawania, systemowego oszukiwania w celu osiągania coraz większych przywilejów finansowych przez środowiska urzędniczo-państwowe. Naginane jest prawo do funkcjonowania demokracji, a nie demokracja, zależna od prawa.   
Myślę, że jest też inny powód niż korupcja państwowa. Ta obsesyjna religijność bierze się też z zapychania pustej czarnej dziury. W niebie też są takie dziury i nikt nie wie, co z nimi zrobić. Taka dziura wciąga, wchłania wszystko. Na początku nic nie wskazuje na ryzyko powstania takiej otchłani. Na początku jest gwiazda, która świeci, jest jasna i godna podziwu. A potem staje się hipernową , wybucha i zapada się. Trochę jak ludzka przesadna religijność. Wraz z tą ostatnią do głosu dochodzi jej młodszy brat - nacjonalizm. Ta zaraza, która w straszliwy sposób pozwoliła na rozkwit komunizmu i nazizmu.
Patrząc na marsz niepodległości wydał mi się rozpaczliwym domaganiem się ludzi o polskość. Z punktu widzenia emigranta, nie wiadomo o co chodzi. Bo przecież nikt Polakom nie zabiera ich polskości. Niosą sztandary, krzyczą, wyglądają jakby to było pospolite ruszenie. Zapomnieli, że to już nie ten czas, nie pora. Chciałoby się powiedzieć: ciemny ludu do książek! Naucz się, zobacz jak świat wygląda i wyglądał! Zrozumiesz wtedy, że nikt nie chce tej twojej białoczerwonej polskości ukraść. Wszyscy na świecie mają ją głęboko w poważaniu tę polskość. Więc zatrzymaj ją sobie i zacznij się wreszcie uczyć!
Niestety nie da się! Jak hipernowa wybucha, energia jest tak ogromna, że nic nie uratuje gwiazdy. Ze światła zapada się w ciemną dziurę. Tak właśnie wygląda polski marsz o posiadaną już niepodległość. Zapadanie się w czarną dziurę!
Do takiej samej czarnej otchłani ciągną teraz wiele krajów islamiści. Za wszelką cenę chcą je pogrążyć i im się to niestety udaje.
Co prawda minister sprawiedliwości Francji zachęca Paryżan i wszystkich Francuzów do walki z terroryzmem po przez zdecydowany powrót do restauracji. Podobno kontynuując restauracyjny styl życia można zwalczyć integryzm religijny. Wymyślono nawet hasło : Tous au bistro! (wszyscy do bistro!) Francuzi wezmą zatem szaleńców na widelce! Brzmi śmiesznie? 
Nie, to wcale nie jest śmieszne. 
Od dwóch lat ta sama minister wypuszcza tych, którzy są łapani przez policję za nie przestrzeganie prawa. Jednym z dogmatów francuskiej lewicy jest pogląd, że zbir nie jest zbirem, tylko ofiarą nierówności społecznej. Dzisiaj już nikt we Francji nie boi się ani policji, ani sądów. Obywatele muszą sobie radzić sami. I radzą sobie w dziwny sposób. Propaganda telewizyjna pokazuje każdego dnia rodziny zabitych paryskich ofiar, które opłakują i starają się godnie żyć dalej. Niektóre z francuskich sióstr, matek, braci, zdobywają się po chrześcijańskim pogrzebie na odwiedziny pobliskich meczetów. Publicznie manifestują w obronie cudzej islamskiej religii. "Bo to przecież nie wina wiary." powtarzają jak mantrę. Ich bliscy zginęli od terrorystów islamskich, a oni idą do muzułmanów i rozmawiają z nimi o tym, co się stało, poklepując po plecach pochylonych w modlitwie ludzi. Dziwny jest świat!- śpiewał kiedyś Niemen, dla tych , którzy jeszcze wiedzą kim był. Dziś śpiewa się słowa patrioty-polityka Kukiza " jak ja was kurwy nienawidzę", że zacytuję ze wstydem wielkim.
Ale we Francji jest inaczej. Przynajmniej na razie.  
Można się zachwycać, że humanizm i tolerancja ponad wszystko! A tymczasem nikt zdaje się nie zauważać, że właśnie kolejna hipernowa wybuchła i czarna dziura wciąga coraz mocniej kolejne ofiary i świat prawdziwej demokracji. Co teraz będzie dalej?
Nic. Absolutnie nic. Nie może być nic więcej w społeczeństwach coraz gorzej wykształconych. A tak właśnie postrzegam sytuację wszędzie w Europie. Gdzie słowo przemyślane, pisane, przeczytane przegrywa z grami wideo, serialami telewizyjnymi , które nic nie tłumaczą, niczego nie uczą. Nie może nic więcej się stać, jeżeli całe pokolenia bezmyślnością karmione są jak te barany co nic nie widzą tylko okrągłe dupska innych baranów. Aż refleksja nad światem zamienia się w histerię i ludzie zachowują się jak rozwrzeszczane przed lodziarnią dzieci.
 Wtedy miast myśleć, racjonalnie poszukiwać odpowiedzi na ciągle pojawiające się pytania, zaczyna się wiara w cuda. Wtedy nie naukowiec, ale święty ma nas wyleczyć z raka, Parkinsona. A jak się nie uda, to z pewnością jest to wina wroga. A tym wrogiem jest INNY!
Uwielbiam innych. Takich i śmakich. Uwielbiam innych i sama jestem inna. Uwielbiam inaczej myśleć, chodzić pod prąd ale według dobrze kreślonych przez prawo limitów. Nie potrzebuję oklejać domu polską flagą, żeby czuć się Polką. Nie potrzebuję śiewać co chwila Marsylianki ,żeby szanować państwo w jakim żyję. Moje dzieci też są Polakami i są też Francuzami. Znamy lepiej polski, jak niejeden z tym niepodległościowym sztandarem. Nie potrzebuję żadnych cudów, świętych. Wystarczy mi encyklopedia!
Uwielbiam INNYCH za ich inność, byle tylko mi nie narzucali ich inności. Mogą być czarni, biali, mogą być w plamki i nawet geje, i nawet ci, co się urodzili in vitro. Ci ostatni są moim zachwytem, że udało się ludzkości pójść tak daleko w rozwoju nauki, że może mieć dzieci, kochać je, nawet wtedy, gdy natura jest bezradna.
Zupełnie nie przeszkadzają mi lesbijki, że się całują , byle mnie nie całowały, bo ja wolę całować mojego męża. Niech się kochają jeśli chcą byle do siebie nie strzelali!
Ponadto nie wierzę w żadnego wroga. W krzakach, z lasów smoleńskich, nawet w tego w tych setkach łódek, co się pchają do Europy przez Morze Śródziemne. To wszystko, to nie są wrogowie, tylko ludzie, którzy kroczą do spokojnego życia za darmo i bez wojny. Tych INNYCH, też mogę zaakceptować pod warunkiem, że nikt nie będzie mi kazał utrzymywać ich inności, płacić na nią i jeszcze rozumieć ich orientalną wiarę, jaką przynoszą w tobołkach. Ta ostatnia, jak już się rozgości w socjalistycznej Europie, to potem wymaga akceptowania i przestrzegania ich wrażliwości religijnej. I własnej wolności nie uda mi obronić żadnym widelcem. I moja inność może być bardzo , ale to bardzo pogwałcona przez ich potrzeby.
Najgorsze jest to, że wszystko co się aktualnie dzieje ma to samo źródło - nieuctwo. Ze smutkiem patrzę na coraz gorsze nauczanie w szkołach i tu, i tam. Na coraz niższy poziom wiedzy wszelakiej i coraz większe zainteresowanie głupotami, papką internetowo-medialną i z przerażeniem dostrzegam rosnącą siłę wszelakich rycerzy świętej prawdy i wartości ponoć narodowych.
Aby jednak te czarne europejskie dziury nie wciągnęły mnie do końca, trzymam się kultury wszelakiej, książek i śledzę z zapałem wszystkie odkrycia naukowe, jakich na szczęście nie brak. Każdego dnia gotuję, nowe dania wymyślam, stare smaki praktykuję. Zgodnie z duchem francuskim - winem i bagietką blokuję zło, a kochaniem bliskich, dbałością o przyjaciół i poznawaniem INNYCH wypełniam każdą próżnię. Czego życzę wszystkim, zwłaszcza, że licho nie śpi, nawet pod sztandarami.     
wtorek, 24 listopada 2015, fabella

Polecane wpisy

  • Chrzan z harissą

    * W maju byłam w Polsce na kilkudniowej wycieczce samochodem. W tym samym czasie, jeszcze wtedy kandydat na prezydenta - Macron, chcąc się podlizać elektoratowi

  • Zmiany bez zmiany

    Mój ostatni wpis na tym blogu jest z 2 lutego. Pięć dni później umarł w mych ramionach mój ukochany pies. Ogromny, pięcioletni owczarek podhalański Baca. Przez

  • Terrorysta w krainie muminków

    . Parę dni temu, byłam świadkiem w Lyonie niepokojącej sceny. W momencie, kiedy odjeżdżałam z moim dzieckiem spod szkoły, wśród idących szeroko uczniów, zauważy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: laporteouverte, *.internetdsl.tpnet.pl
2015/11/26 10:52:43
Czekałam na Twój wpis.
Czuję jakąś dziwną bliskość z Tobą, z twoim światopoglądem, postrzeganiem świata. I choć żyjemy w dwóch jakże różnych rzeczywistościach, z każdym napisanym przez ciebie słowem SIĘ ZGADZAM. też kocham nad życie MOJĄ WOLNOŚĆ , małą, tą tylko moją, nie na barykadach, i wierz mi, wyć mi się chce jak widzę, co dzieje się w naszym kraju, jakimi ludźmi okazują się Polacy. I chyba nadszedł czas , żeby ponownie stąd wyjechać.......K
-
2015/11/26 12:56:00
Na Taiti!
-
Gość: Iza, *.dynamic.monaco.mc
2015/11/27 23:15:25
Alez nikt nie zamierza zabierac ani odzierac Pani z polskosci z powodu braku sympatii do krzyza! sama tez nie przepadam za krzyzem, tak samo jak za hidzabem zreszta (moze bardziej). Nie lubie epatowania symbolami religijnymi. Z ta golizna tez Pani przesadza, do niedawna mieszkalam w Wiedniu, nad starym dorzeczem Dunaju jest plaza dla nudystow, tuz nad nia sciezka rowerowa stad tez ja odkrylam. Iluz tam ludzi przychodzilo spacerowac w jednym tylko celu, wielu spacerowalo z wielkim zgorszeniem. Mysle ze wyolbrzymia Pani wiele spraw. Sama na opalalabym sie topless ale nie interesuja mnie inni, dzis to nic nadzwyczajnego ale "zapyziala" Warszawianka topless 20 lat temu (?) to jednak moglo zszokowac kilka osob...
Wolnosc...nie ma juz wolnosci, jest ogromna propaganda, nawet nazisci poczuliby sie zawstydzeni swoja nieudolnoscia. Nie mozemy juz powiedziec nic, co nie jest po mysli Merkel lub Hollande, jacys wylamujacy sie Dunczycy... ich decyzji nikt nie komentuje z takimi emocjami jak decyzji Orbana czy wladz Czech. 8 lat glosowalam na PO, niestety, dobrymi checiami (...). Paradoksalnie, wlasnie zdecydowalismy sie na powrot do Polski, nie chce zeby moje dziecko w wieku 9 lat myslalo o tym czy bezpiecznie wroci do domu i gdzie mogloby sie schowac na przyszkolnym placu zabaw. I wszystko to w imie falszywie pojetej lub rozumianej wolnosci. Szkoda, ze nie zadaje sobie Pani trudu poczytania komentarzy pod takimi wlasnie informacjami o marszu niepodleglosci w Warszawie, komentarzy "zwyklych" Amerykanow na przyklad. W niemczech takich komentarzy zobaczymy niewiele, jak to powiedziala moja znajoma: "jestes prawniekiem niemieckim a nie mozesz wykonywac zawodu". Wlasnie ze wzgledu na niechec do utrzymywania ze swoich podatkow hebanowych dzentelmenow i ich licznych rodzin przeprowadzilismy sie do miejsca gdzie tego robic nie musimy, a teraz, ze wzgledu na zbyt duze zagrozenie wrocimy do Polski. Dodam, ze moj maz jest cudzoziemcem, a jednak tez uwaza ze przywodcy w Europie sa niebezpieczni i dla samych siebie, i dla innych. Stracili rozum po prostu dyplomatycznie mowiac. Nie dobrnelam do konca Pani wpisu, mam nadzieje na lekture jutro. Pozdrawiam serdecznie!
-
Gość: Ojciec Marek, *.dynamic.chello.pl
2015/11/28 10:06:33
Ja przeczytałem do końca wpis pani Izy,raz i drugi ... Przyznaję ,ze wstydem,że nie bardzo zrozumiałem o co chodzi. Myśli autorki zostały zbyt głęboko skryte...Przynajmniej dla mnie...




-
Gość: Iza, *.dynamic.monaco.mc
2015/11/28 11:28:04
Ojcze Marku, rzeczywiscie mam sklonnosci do odnoszenia sie skrotami myslowymi ale mysle, ze w tym przypadku odnioslam sie bardzo czytelnie. Jesli nie, to zbyt "skrotowo" potraktowalam czesc wpisu. Pozdrawiam!
-
Gość: Iza, *.dynamic.monaco.mc
2015/11/28 11:50:02
Coz, u nas w domu slowo pisane ciagle ma pierwszenstwo. Tv oglada nas a nie my tv, odbiornik sluzy glownie do ogladania filmow. Mysle, ze edukacje wynosi sie z domu, zbyt duzo oczekuja dzis ludzie od szkoly, a oczekuja poniewaz sami majac niewiele czasu dla swoich dzieci duzo i dlugo pracujac, rozumieja ze ktos inny musi je nauczyc i wychowac. Na szkole francuska raczej bym nie liczyla, liczni znajomi majacy dzieci w szkolach panstwowych zartuja, ze swietem jest kiedy dzieci we Francji ida do szkoly.
Mysle, ze dla wladz jest to w najwyzszym stopniu wygodne, mlode pokolenia nie majace wlasnego, niezaleznego zdania, powtarzajace jak mantre i wierzace w to co wyczytaly w Le monde na przyklad...


-
Gość: Ojciec Marek, *.dynamic.chello.pl
2015/11/28 14:03:37
No,cóż ! Nie sadzę ,aby te "refleksje" mogły w jakikolwiek sposób i komukolwiek pomóc w kłopotach edukacyjnych progenitury. Nawet jeśli w pewnym stopniu można się zgodzić z ironia dotyczaca szkoły francuskiej. Takie lekko rzucane zdania moga owszem ubarwiać damskie herbatki, ale ...szczególnej ich głębi nie można się dopatrzeć.
-
Gość: Iza, *.dynamic.monaco.mc
2015/11/28 15:10:26
nie wiem, nie chadzam na damskie herbatki. Poza tym poprawnosc polityczna nie pozwala dzis miec innego niz mainstreamowe zdanie, natychmiast jestesmy neo-nazi, jak to sie ladnie nazywa w niemieckich (i nie tylko mediach), nawet jesli dotyczy to edukowania naszych dzieci. Coz, nie mam ani ambicji, ani mozliwosci pomagania komukolwiek w klopotach edukacyjnych progenitury, jak to nieco po staroswiecku nazwales a glebi nie szukalabym na Twoim miejscu na tym blogu. Ubolewam ze stac mnie tylko na ironie dotyczaca szkoly francuskiej. Nie dalej niz miesiac temu ukazala sie bardzo ciekawa, doglebna analiza systemu edukacji we Francji w brytyjskich mediach ktora nie pozostawila watpliwosci w jakim kierunku zmierza ten kraj. Sama mam doswiadczenie tylko ze szkolami miedzynarodowymi ktorych program rozni sie znacznie od lokalnych, panstwowych szkol. Od przyszlego roku zamierzam jednak przeniesc dziecko do szkoly brytyjskiej lub amerykanskiej.
-
Gość: Ojciec Marek, *.dynamic.chello.pl
2015/11/29 23:26:08
Madame,poprawność wynikajaca z dobrego wychowania nie pozwoliła mi inaczej określic pani wpis niż "refleksje" opatrzone cudzysłowem. Sadziłem ,że to wystarczy...Otóż na tym blogu można się doszukać głębszych myśli . U Autorki...nie zawsze wszelako w komentarzach. Zatem po staroświecku kończę vale et me ama!
-
Gość: Iza, *.dynamic.monaco.mc
2015/12/11 18:50:41
szanowny panie, silenie sie na intelektualiste jest dzis naprawde nie na miejscu. mysle ze lacine miala wiekszosc z nas w liceum wiec prosze sobie darowac te sentencje wpisywane ad hoc. Czytam przemyslenia pani Patrycji z przyjemnoscia i zainteresowaniem, choc oczywiscie daleko im do literatury ktora gromadzimy w domowej biblioteczce dla dziecka. Traktuje raczej w kategoriach ciekawe, lekkie i przyjemne, choc sprawy o ktorych pisze nie zawsze sa przyjemne. dobre wychowanie? Pretensjonalnosc raczej.