Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
Blog > Komentarze do wpisu
Miłość w potrzasku

.

Pierwszy marzec był wyczerpującym dniem zawodów pływackich moich synów. Przesiedziałam cały dzień na ławkach wielkiego kompleksu pływackiego w Saint Etienne. W basenie toczyły się walki o medale między nastolatkami, a na trybunach cierpliwie kibicowali im rodzice z młodszym rodzeństwem.

Jedni przegrywali, inni wygrywali, przy głośnym aplauzie widowni. Jedni bili brawo, a inni... bili dzieci.

Mam 44 lata. Skończyłam ten poważny już wiek tydzień temu. We Francji mieszkam od 26 roku życia. Mam dwójkę dzieci od 14 lat. Z takim stażem przeżywania Francji rodzicielskiej, powinnam się już przyzwyczaić do widoku bitych po twarzy dzieci. Jestem jednak oporna w tej nauce francuszczyzny, bo ciągle mi to nie wychodzi.

W rodzinie mego męża dzieci są już dorosłe, ale gdy były małe, dostawały czasami po twarzy, w celach wychowawczych. W rodzinach mych francuskich przyjaciół, podobne sytuacje należą do normalności. Podobnie było na basenie w Saint Etienne, wczoraj podczas zawodów. Podobnie widzę w sklepach, podczas robienia zakupów. U sąsiadów, u sąsiadów sąsiadów, w poczekalni lekarskiej....

Może nie wszyscy i nie wszędzie, ale dużo i często. Nie chodzi o jakieś katowanie dzieci od rana do wieczora, ale o wcale nierzadki gest rodzica w stosunku do dziecka, wtedy, gdy ten duży jest niezadowolony z małego. Spoliczkowanie dziecka we Francji jest objawem odpowiedzialnej miłości rodzicielskiej, dbania o potomstwo, okazywanie mu troski. Francuski rodzić koryguje postępowanie dziecka, wychowuje go , pokazuje limity zachowania, poprzez ten szybki, suchy gest. Przynajmniej tak mi to tłumaczy się zawsze, gdy głośno wyrażam negatywną opinię.

Prawo francuskie daje rodzicom możliwość karania dzieci, poprzez kary cielesne wewnątrz domu rodzinnego, w celach edukacyjno-wychowawczych. Jakiekolwiek zmiany tego prawa łączą się szeroką dezaprobatą francuskiej opinii publicznej. Pytani na ulicach rodzice, najczęściej głośno domagają się utrzymania ich bezwzględnego prawa do wychowywania dzieci tak, jak im się to wydaje najskuteczniej, po przez ich bicie. Mamy 2015 rok. Kraj w którym kartę praw i wolności obywatelskich podniesiono do rangi religii.  

Kiedy poruszam ten temat w Polsce, wszyscy się oburzają: Jacy ci Francuzi dzicy! To typowe dla południowców ... Okropność, po twarzy?! No jeszcze w pupę , to rozumiem , ale w policzek?!

Nie wiem czy w pupę, po twarzy, za ucho, nos czy palec... Nie chcę i już! Dlaczego rodzic wykorzystuje bicie do wychowywania dzieci? Bo nie umie inaczej. Bo tak jest łatwiej. Większego nie będzie bić, bo może być zabity.

Mam dwóch chłopców. Wychowuję ich praktycznie samotnie, bo mąż mój pracuje od zawsze poza Francją. Chłopców wychowuję bez przemocy i tak staram się od zawsze. Ale żyjemy w kraju, gdzie bicie jest czymś naturalnym, bici biją, duży, małych , mali małych...

Kiedyś, po przyjściu z przedszkola, paroletni Eliot uderzył mnie głową w brzuch, bo mu coś zabroniłam. W szkole widział to u innych dzieci i przyniósł to, jak kiedy indziej laurkę. Nakrzyczałam na niego pod wpływem bolesnych emocji... potem, na spokojnie, jeszcze raz wytłumaczyłam, że nie wolno bić.

W kilka dni później uderzył mnie ręką. Odwróciłam go i dałam lekkiego klapa w pupę ze słowami: ja cię nigdy nie biję, ale ty mnie uderzyłeś, więc, ja też ciebie uderzyłam. Dwa dni temu uderzyłeś mnie głową, teraz ręką, a ja nie chcę być bita. Zatem oddałam ci tym samym, bo słowa nie pomogły. Nie bij, a nie będziesz bity. To nie jest forma komunikowania się. Uważaj, kiedyś trafisz na silniejszego, i zrobi ci straszną krzywdę. 

Jeśli zrobisz to jeszcze raz, oddam ci dużo mocniej, bo nie chcę być bita. Eliot przestał z dnia na dzień. Przez wiele, wiele lat był spokój. Poszedł do szkoły podstawowej, potem do gimnazjum. Rok temu, czyli osiem lat po incydencie przedszkolnym, zaczął się dziwnie zachowywać. Każdy konflikt kończył się zbliżeniem jego twarzy do mojej, a nawet jakieś dziwne, bliskie gestykulowanie. Aż doszło do jednej z nastoletnich awantur i poczułam lekki ból przy skroni. W sekundę później mój syn poczuł silny ból na policzku. Uderzyłam go w sekundę po jego agresywnym zachowaniu.

Jesteśmy tego samego wzrostu.  Eliot krzyknął z wyrzutem: uderzyłaś mnie! Moja mama karcąco spojrzała się na mnie. A ja na to:- tak, oddałam ci za to samo. Nie będziesz mnie bił, ani niebezpiecznie nie kontrolował swojej złości. Nic cię do tego nie upoważnia. Mam prawo do samoobrony. Zrobisz to jeszcze raz, będziesz mierzył siły z ojcem.

Od tego czasu gesty, mierzenie ze złością wzrokiem, w czasie konfliktów, nastoletnie puszenie się zniknęło radykalnie. Mam nadzieję że na zawsze. Myślę, że zrozumiał, że nie tędy droga. 

Armand, gdy był mały, obserwował co się dzieje między mną, a starszym bratem. Wiedział, że nie biję, ale że stawiam bariery. Czasami, męsko zaciskał piąstki. Aż klepnął mnie ze złością za zabraną mu za karę zabawkę. Miał chyba 4 lata. Odwróciłam go zrobiłam dokładnie to samo co z Eliotem. Nigdy potem nie był już do mnie agresywny. Woli odejść do pokoju, jak dać upust swojej złości.

Bicie nie jest ani formą wychowawczą, ani formą komunikowania się. Jednak jeśli dziecko mnie bije, muszę go przekonać żeby tego nie robiło. Tłumaczę słowami. Ale czasami, to nie starcza. Muszę się zatem obronić. Dziecko musi wiedzieć, że bijąc kogoś może samo być boleśnie zbite. Moi chłopcy nie są agresywni. Nie biją innych dzieci. Jednak zawsze im mówię, jeśli ktoś cię bije, zgłoś w szkole dorosłym i zapowiedz oprawcy, że mu oddasz. Jeśli cię znowu uderzy, oddaj dużo mocniej, a ja obronię cię w szkole przed reperkusjami.

Uderzenie drugiego człowieka, we Francji, jest normalną formą rodzicielskiego zachowania, bezkarnej formy wywierania presji na słabszym, ale nie samoobronnym zachowaniem. Rodzice atakują dzieci, bo nie starcza im cierpliwości i zwłaszcza, przede wszystkim, kultury. W Wersalu, gdzie robi się dużo dzieci, gdzie mieszkają wielodzietne rodziny katolickie, dzieci na widok zbliżających się matek, często zasłaniają głowy. Na codzień spotykałam się z tym w szykownej dzielnicy Residence de Grand Siecle. W przedmieściach arabskich podobnie reagują rodzice, trzaskający dzieci po twarzach, jakby to były piłki a nie buzie. Policzkowanie to zupełnie naturalny gest praktykowany we wszystkich środowiskach, potrząsanie, popychanie to zupełna codzienność. 

Wczoraj, na basenie, mały, paroletni chłopiec, tylko przeszedł po bucie matki. Machnęła ręką i mały już miał czerwony policzek. Mały pochlipał i mu przeszło. Przyzwyczajony do tego gestu, kiedyś będzie robił to samo ze swoim dzieckiem.

Jedną z najpopularniejszych zabaw dziecięcych jest wyliczanka: ja cię trzymam , ty mnie trzymasz za bródkę, pierwszy kto się zaśmieje,  ten dostanie w policzek:

http://youtu.be/ylNLi9pgUJU

http://youtu.be/czc0_pbYUog

Zabraniałam bawić się w tę idiotyczną, francuską zabawę w mojej rodzinie. Dzieci zrozumiały bardzo szybko, że jest to pewna forma banalizowania uderzenia w twarz. Dzieci zrozumiały, ich dziadek, babcia i wujkowie nie. W sposób nadzwyczaj uparty musiałam wywierać presję na nich, ażeby nigdy, nawet w zabawie nie klepano moich dzieci po twarzy.

Moja teściowa od lat nie potrafi zrozumieć mojej postawy. Zawsze powtarza, że jedno trzaśnięcie jeszcze nikomu nic złego nie zrobiło. No... ale ona ma 80 lat i nalezy do innej rzeczywistości. Jednak, gdy widzę moich rówieśników z tą samą mentalnością, robi mi się niedobrze.

To jest świat według dzikich. Gdyby wszyscy w życiu codziennym reagowali tak, jak większość Francuzów postępuje bezkarnie ze swoimi dziećmi to: policjantów trzaskano by po gębach za każdy wystawiony mandat, kasjerki ciągle byłyby opuchnięte od zniecierpliwionych klientów, teściowa waliłaby mnie, a ja ją. Mąż trzaskałby mnie za nieugotowany obiad, a ja jego, za nieumyty samochód. itd., itd..

Parę lat temu stworzono we Francji telefon zaufania dla staruszków. Podobno w ciągu kilku dni trzeba było zwiększyć ilość osób odbierających telefony. We Francji jest mnóstwo bardzo, bardzo wiekowych ludzi. Okazało się, że większość dzwoniła z płaczem, że są bici przez ich dzieci i wnuki.

Nie mogę napisać, że nigdy nie uderzyłam moich dzieci. Bo to zrobiłam, bo się musiałam obronić i wytłumaczyć im, że bijąc mogą kiedyś trafić na kogoś, kto zrobi im nieodwracalną krzywdę. Jednak wychowuję ich nie wykorzystując przemocy fizycznej. Nigdy nie stosowałam klepania, szturchania i bicia. Mimo, że mam dwóch chłopców i chowam ich sama, a jestem niska i drobna. Eliot i Armand mierzą czasem siły między sobą. Ale i tak rękoczyny należą między nimi do rzadkości, mimo bardzo częstych konfliktów.

Podobnie mamy z psami. Nigdy nie biję moich zwierząt. Są radosne, patrzą prosto w oczy wszystkim domownikom, słuchają się bez zarzutu.

Nie byłam bita i nie biję. Często wchodzę w konflikty z Francuzami jakich widzę w akcji bicia dzieci czy zwierząt. Nie pozwoliłam na przemoc mojemu mężowi, który wychowany po francusku myślał, że trzeba kontynuować tę sztafetę. Na szczęście udało mi się to wyperswadować, choć dużo mnie to kosztowało. Bał się bowiem utracić miejsce przywódcy stada. Powoli dorósł do myśli, że nie tędy droga.

W moim życiu nie wolno bić i akceptować bicia. Klapy w pupę, policzkowanie, ciągnięcie za uszy, włosy.. Nie i już!

Jako dziecko nie byłam bita w domu. Natomiast przez wiele miesięcy znosiłam potworne bicie w szkole. Chodził do tej samej klasy ze mną chłopak o nazwisku Gołąb. Nie było to górnolotne dziecko. Miał silne nogi i duże ręce. Źle się uczył i okropnie zachowywał. Byliśmy mali, w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Chłopak chciał mi pokazać, że warto, go kochać. Trzaskał mnie na przerwach i po szkole. Kopał i bił po plecach i nogach. Odbił mi mięśnie w prawym udzie. Do dzisiaj mam widoczne wgłębienie. Nic nikomu nie mówiłam, bo było mi wstyd i bałam się, że jeszcze bardziej będzie mnie walił. Kąpałam się w wannie z dużą ilością piany. Aż kiedyś zabrakło "Zielonego Jabłuszka". Mama weszła i wszystko się wydało. Tata poskarżył się grubej matce, łobuzicy Gołębiowej. Wysłuchała ojca grzecznie i przyrzekła ukarać syna. Na odchodnym szepnęła pod wąsikiem, że go zabije.

Nie zabiła, ale pewnie strasznie pokiereszowała. Pewnie jak zwykle. Chłopak musiał być w domu torturowany. Niewiele dała kara, bo dalej mnie kopał okropnie. Aż tata dorwał go i powiedział spokojnie, że zrobi mu krzywdę jeśli nie przestanie. Przestał. Co prawda źle skończył, bo parę lat temu widziałam, jak szuka cudów  w ursynowskich śmieciach.

Potem trafił się inny Don Juan. Traczyk mu było. Pamiętam ich nazwiska, twarze, łapska. Ten też kopał mnie i nawet nosił scyzoryk, który mi wbijał w plecy. Też udało się go wyeliminować z mojego dziecięcego życia. Jeszcze wiele razy w różny sposób znosiłam przemoc w szkole. Bo męskie zaloty, albo zazdrość dziewczęca właśnie biciem objawiały się najczęściej. Mam jak najgorsze z wspomnienia z tych sytuacji. Byłam najmniejsza , bo poszłam wcześniej do szkoły i miałam dzieciństwo podróżnicze. Wyglądałam inaczej, funkcjonowałam inaczej, to wzbudzało różne reakcje. Nie umiałam się obronić inaczej jak werbalnie. Może dlatego, że nie byłam bita w domu. Nie wiem. Jednak do dziś budzi we mnie złość widok bijących się ludzi i totalna obojętność innych. Nigdy, nigdy nie jestem obojętna i nauczyłam tego moich synów. Zawsze reagują i głośno, zdecydowanie przeciwstawiają się niesprawiedliwym reakcjom ludzi.

Opisany wcześniej telefon zaufania dla staruszków, w sposób ewidentny potwierdza moją teorię o ciągłości przemocy. Biłeś, będziesz bity. Lepiej zatem od razu nie bić i nie być bitym. A jeśli cię biją, to albo uciekaj i szukaj pomocy, albo, jeśli możesz, obroń się na tyle, na ile możesz.

Wczoraj na basenie już miałam krzyknąć, ale mąż niecierpliwej matki, spojrzał się wymownie i odsunął zapłakanego malca od kobiety. Widać był inaczej wychowany.

Pytanie, czy wolno , czy powinniśmy reagować? Uważam, że tak. Mimo, że panuje zasada: nie moje dziecko, nie mój pies. Mi się nie udaje. Zawsze reaguję ku zdziwieniu wszystkich.

Jakiś czas temu, w szkole moich dzieci, była dyskusja na ten temat. Synowie opowiadali mi, że polskie dzieci w większości uważały tak, jak moi synowie, że nie wolno bić. Jednak w przypadku rodzin francuskich, nie mieszanych, młodzi uważali, że czasami, rodzice mają rację, że biją ich po twarzy. Wychodzą z założenia, że zasłużyli na takie zachowanie. Co więcej, niektórzy przekonywali nawet, że właśnie w ten sposób ich matki i ojcowie pokazują im ich troskę o ich właściwe wychowanie! 

Kiedyś, za wiele, wiele lat,  gdy ci młodzi dorosną , mogą stracić cierpliwość, do ich rozkapryszonych, starzejących się rodziców, a wtedy, z pewnością będą wiedzieli co zrobić z babcią czy dziadkiem.

Pozostaje mieć nadzieję, że telefon zaufania dla staruszków jeszcze będzie istniał...

....................................................................................

W środę 4 marca br Rada Europy ma podjąć decyzję z sprawie ukarania Francji, za utrzymywanie w Prawie rodzinnym, zezwolenia na stosowanie kar cielesnych u dzieci, w celach edukacyjno wychowawczych, wewnątrz domu rodzinnego.

Tymczasem ostatni sondaż opublikowany na francuskim portalu Yahoo.fr pokazuje, że aż 45% Francuzów potwierdza, że zetknęli się, wiedzą o tym, czy byli świadkami maltretowania dzieci w ich rodzinach,wśród znajomych czy sąsiadów.

.................................................

https://www.youtube.com/watch?v=NcMi1MgSUR8

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/ZJLTh0hb-JM" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

  

 

poniedziałek, 02 marca 2015, fabella

Polecane wpisy

  • Chrzan z harissą

    * W maju byłam w Polsce na kilkudniowej wycieczce samochodem. W tym samym czasie, jeszcze wtedy kandydat na prezydenta - Macron, chcąc się podlizać elektoratowi

  • Zmiany bez zmiany

    Mój ostatni wpis na tym blogu jest z 2 lutego. Pięć dni później umarł w mych ramionach mój ukochany pies. Ogromny, pięcioletni owczarek podhalański Baca. Przez

  • Terrorysta w krainie muminków

    . Parę dni temu, byłam świadkiem w Lyonie niepokojącej sceny. W momencie, kiedy odjeżdżałam z moim dzieckiem spod szkoły, wśród idących szeroko uczniów, zauważy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Iza, *.dynamic.monaco.mc
2015/03/03 22:56:51
Tez mnie ciagle szokuje bicie w twarz dzieci we Francji. Moj syn ma 9 lat, nie przypominam sobie zeby kiedykolwiek byl uderzony, jest nadzwyczaj spokojnym i lagodnym chlopcem i zwsze dziwia go i dorosli ktorzy bija dzieci, i dzieci ktore bija sie nawzajem Po prostu dziwi go to (co mnie odrobine smieszy). 2 lata temu przezyl szok zycia w hotelu kiedy to francuska mama zalatwiajac cos w recepcji hotelowej nagle bardzo gwaltownie uderzyla w twarz dziewczynke na ok 4-5 letnia. Dziecko chcialo cos od niej w momencie kiedy ta rozmawiala. Reakcja moim zdaniem skrajnie nieadekwatna do sytuacji. I jak tu uczyc dzieci dobrych manier skoro nawet rodzic zamiast upominajac raczej o nieprzerywaniu rozmowy uderza...
-
Gość: Iza, *.dynamic.monaco.mc
2015/03/03 23:10:45
przepraszam, zapomnialam. Wszystkiego najlepszego oczywiscie z okazji urodzin! Serdecznie pozdrawiam:)
-
2015/03/04 08:54:37
wszystkiego najlepszego!

czytajac Twoja ksiazke temat policzkowania dzieci za byle co, bardzo mnie poruszył, zreszta cala ksiazka jest bardzo poruszajaca i w wielu momentach odnajdywałam w niej sama siebie, bo wiele Twoich sytuacji bardzo przypomina mi moje tutaj :)

bylam dzieckiem bitym i niestety podnioslam reke na moje :(

-
2015/03/04 10:17:56
Ja nie byłam bita i nie biłam moich dzieci. Jednak one podniosły na mnie rękę, bo spotkały się z takim zachowaniem w przedszkolu i szkole. Tak, jak opisałam, starałam się im wytłumaczyć słowami, że nie wolno. Jednak nie pomogła moja dobra, rodzicielska wola. Oddałam uderzeniem uderzenie, bo nie można się nie bronić. Jednak wytłumaczyłam im, że nie chcę, żeby tak między nami było, że jest mi przykro, źle. Powiedziałam, że nie chcę być bita, ani nikogo bić! Nawet przeprosiłam ich za to, że odpowiedziałam tym samym, bo nie można zabraniać bicia biciem.
Ale w życiu różne są sytuacje i chciałam też, żeby zrozumieli, że ja ich kocham i wybaczam, ale jeśli uderzą kogoś, kto im nie wybaczy, wtedy może im oddać, a nawet zrobić nieodwracalną krzywdę. Więc lepiej nigdy nie podnosić ręki na nikogo, a jeśli, to tylko w samoobronie.
Myślę, że silny, obiektywnie negatywny gest, jak i ewidentnie złe samopoczucie, plus słowa i emocje, dały pozytywny rezultat. Nic tak nie zbliża do dzieci, jak uczciwa rozmowa.
Moi rodzice mnie nie bili i zawsze walczyli z przemocą innych w stosunku do dzieci. Nigdy też nie podniosłam na nich ręki. Mam to szczęście że moje ciocie, rodzice, dziadek, wszyscy chronili mnie przed złem i przemocą.
Mimo, że czyniłam tak samo z moimi dziećmi, już tylko fakt, że żyjemy we Francji, spowodował, że moi mali synkowie chcieli wypróbować na mnie agresję. Przenieśli do domu krajowe normy.
Natychmiast udało mi się im przekazać , że nie wolno tak postępować. Gdybym z mężem ich zbiła i kontynuowała w tym stylu, z pewnością uznali by to za normę. Popełniali by te same czyny w stosunku do nas, innych dzieci itd. itd..

2015/03/04 10:12:17
-
2015/03/04 10:20:38
Dziękuję również za życzenia i opisanie własnych doświadczeń.
-
2015/03/04 11:13:33
agresja, rodzi agresje ... mnie sie przez dluuugie lata wydawalo, ze bicie mnie bylo rzecza normalna (moja matka zapytana, dlaczego pozwolila, aby ojcie mnie katowal, odpowiedziala doslownie "alez co on cie tam bil, jakie katowanie?!"), dopiero juz w doroslym zyciu i po kilku terapiach, dotarlo do mnie, ze NIKOGO nie nalezy bic, ze przemoc nie jest argumentem, a wrecz przeciwnie powodem do wstydu, dlatego tez wstydzilam sie bardzo, ze podnioslam reke na moje dzieci, wprawdzie to byl raz, ale o ten raz za duzo, przeprosilam i zostalo mi wybaczone, a jednak sa chwile, kiedy nachodza mnie duchy przeszlosci i wtedy bardzo, bardzo mi z tego powodu jest przykro :(

miala w Malej Ojczyznie sasiadow, ktorzy mieli corke jedynaczke, wtedy dziewiecio letnia, boze jak ten sasiad katowal to dziecko, a bylo posluszne, malo tego jako dziewieciolatka potrafila posprzatac ich duze mieszkanie, tak ze mucha nie siada, tym biciem wymuszal na niej takze dobre stopnie w szkole, dopiero gdy miala lat szesnascie poszla do urzedu opiekujacego sie dziecmi i zglosila, ze ojciec ja bije, od tej pory miala spokoj z biciem, bo bicie zastapil wrzaskami ... kilka miesiecy dowiedzialam sie, ze ta dziewczyna, dzisiaj juz dorosla, mezatka z dwojka dzieci, rzucila sie na swojego meza z nozem i okropnie go poharatała, i siedzi teraz w wiezieniu czekajac na sprawe, po ktorej na pewno na wolnosc nie wyjdzie ... przykro mi bylo strasznie z tego powodu, ale zdziwic, to sie nie zdziwilam, nauka nie poszla w las ... niestety :(
-
2015/03/04 12:15:27
... a może mąż ją chciał uderzyć, albo nawet ją uderzył?
Nie, to tylko moja przewrotność, zgadzam się, że nauka nie poszła w las. Jednak wiele badań, z jakimi się spotkałam, potwierdzają że nie każdy bity bije. Natomiast każdy kto bije , był bity.
Klapsy, szturchanie, szczypanie... i to policzkowanie... :((( Prawo francuskie jeszcze nie tak dawno dopuszczało nawet bicie żony. Przyzwyczajenie drugą naturą... co dwa dni umiera we Francji kobieta w wyniku pobicia przez partnera, męża. Mimo , że prawo się zmieniło. Można bić tylko dzieci.:(
To trudne tematy, i ludzie nie lubią o tym mówić. Nie znam statystyk polskich. pewnie też muszą być zatrważające, bo tabu nadal istnieje. policzkowanie jest mniej praktykowane w polskich rodzinach. Ale pasy, klapy.. myślę ,że nadal jak najbardziej. Chociaż i tak mniej się z tym spotykam jak we Francji.
-
2015/03/04 13:06:04
w Szwecji bicie dzieci i kobiet podchodzi pod kodeks karny i to mnie się bardzo podoba!
Francja dziwnym krajem jest, pewnie niejeden się dziwi dlaczego tam mieszkasz, ja zaś czytając to co napisałaś na końcu książki, dlaczego i za co kochasz ten kraj, to aż się popłakałam ze wzruszenia, w pełni Ciebie rozumie i tez na Twoim miejscu bym tam mieszkała :)

nie chcial, ani jej nie uderzył, wpadła w szal, bo była zazdrosna chorobliwie ... nomen-omen, to właśnie jej ojciec, mieszkający w sąsiednim domu, uratował mu życie, włamując się przez okno do łazienki, w której ten jej mąż się wykrwawiał, bo ona drzwi domu nie chciała otworzyć
-
Gość: Iza, *.dynamic.monaco.mc
2015/03/04 15:51:54
Dopuszczalo bicie zony??! ! Czy ta zona to jakis materialny dodatek do meza wedlug tego prawa francuskiego? Kukla, a moze lepiej lala z sex shopu (sorry). Wprawdzie nie znam prawa francuskiego ani mnie ono szczegolnie nie interesuje ale to zakrawa na jakis przypadek schizofreniczny. To co te kobiety robily az do momentu zmiany tego prawa? Generalizujac, widze ze kobieta we Francji jest jakby dodatkiem do faceta i powinna glownie dobrze wygladac, biegac od rana do nocy na obcasach itp.itd. ale czy same z siebie, Francuzki nie maja jakiegos poczucia wlasnej wartosci i godnosci?! Wprawdzie moj maz nie jest Francuzem (nie jest tez Polakiem) ale gdyby wpadl kiedykolwiek na pomysl uderzenia mnie choc sama bita nie bylam, mam wielka nadzieje ze moja reakcja bylaby wyprzedzajaca. Z wychowaniem chlopcow bez agresji to jeszcze inna historia, czasem troche mnie martwi to ze troche za bardzo zniewiesciali sa. Oczywiscie czym innym jest okladanie sie prawie na serio i jakas bojka z agresja a czym innym "poczochranie" sie i rodzaj zapasow miedzy kolegami. Moje dziecko juz w pierwszej klasie doswiadczylo 3 chlopcow ktorzy doslownie pastwili sie nad chlopcami lagodnymi. Skonczylo sie na zmianie szkoly ale przed zmiana doslownie zmusilam go zeby jednemu z nich oddal. Jest to tez wazne dla obrony wlasnej godnosci dla takiego malego mezczyzny. Wyszlo na dobre bo maly psychopatyczny typek natychmiast przestal mu dokuczac, byl to po prostu sadystyczny rodaj przyjemnosci czerpanej z upokarzania rowiesnika (moze przesadzam odrobine, ale z obserwacji doroslej osoby tak to widzialam). Coz, ja juz wiem ze nie zostane we Francji dluzej niz rok i to raczej nie z powodu przemocy. Generalnie, Francja wyglada zdecydowanie lepiej na kolorowych pocztowkach niz w rzeczywistosci.
-
Gość: kate, *.threembb.ie
2015/03/04 21:51:24
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.Co do bicia ,masz racje jesli dziecko nauczy sie ,ze bijemy bedzie bilo w przyszlosci.Trzeba rozmawiac ,tlumaczyc ,ze sa inne sposoby rozladowania nerwow.
-
2015/03/05 00:06:35
Dziękuję :)
-
2015/03/11 01:27:40
Nigdy nie byłam bita, jeśli nie liczyć kilku klapsów otrzymanych jako dziecko. Nie biję i bić nie będę. Od przemocy uciekam najdalej jak się da i nie toleruję jej w moim otoczeniu dzięki ojczymowi, który lubił uderzyć mamę od czasu do czasu. Mój były chłopak, Francuz, podniósł na mnie rękę raz. Nie uderzył, ale podniósł i tym gestem zakończył nasz związek. Z drugiej strony, pierwszy raz słyszę o problemie dzieci bitych w twarz. Nie mam jeszcze swoich, może dlatego tego nie widzę albo po prostu nie przebywam w towarzystwie osób, wśród których mogłabym taki incydent zobaczyć. O bitych starszych osobach słyszałam już wcześniej, ale sklasyfikowałam ten przypadek jako odosobnioną formę znęcania się. Nie wiedziałam, że jest to problem na większą skalę i, prawdę powiedziawszy, nie mieści mi się to w głowie. Przez całe życie wpajano mi szacunek do seniorów. Do tej pory pamiętam wieczorne wizyty u mojego pradziadka, który obrażał się jeśli nie ucałowałam go na powitanie i na pożegnanie. Kiedyś wydawało mi się to męczące, teraz widzę, że to była jedna z najpiękniejszych form wyrażenia szacunku.

Pani Patrycjo, właśnie sobie zdałam sprawę, że czytam Pani bloga już od lat. Jak ten czas leci! W mojej głowie Pani synowie byli jeszcze kilkuletnimi szkrabami. :) A tu już wiek nastoletni...
-
2015/03/11 08:18:58
Pani Agnieszko, jestem bardzo, bardzo wzruszona Pani wpisem. Dziękuję . ;)
-
Gość: eluuunia, *.w90-43.abo.wanadoo.fr
2015/06/03 11:18:57
Ja również jestem matką, mam trójkę dzieciaków, a w stolicy mieszkam od ponad dwudziestu lat. Widziałam jak rodzice, krzyczą, szarpią, a nawet dają lanie w pupę, ale w Polsce, równie często spotkałam się z tym zjawiskiem. Przyznam szczerze, że jednak nigdy nie widziałam rodziców policzkujących swoje dzieciaki. Może ten zwyczaj utrwalił się na południu? Tutaj w Paryżu, raczej nie należy do popularnych. W moim środowisku, nikt nigdy, nie spoliczkował dziecka.
-
2015/06/14 21:50:45
Ach, wystarczy pojechać do Wersalu, wejść w uliczki Residence Grand Siecle, posiedzieć parę dni wsród tamtejszych francuskich mam. I nagle zobaczy Pani, że to styl wychowywania również północny.
-
2015/09/20 22:21:44
Przeczytałam Pani artykuł i bardzo się zadziwiłam i zmartwiłam metodą wychowawczą Francuzów... Zawsze uważałam ich za tak wysublimowany naród, o eleganckich manierach, a tu bicie dzieci po twarzy? Bicie słabszych?
Jestem absolutnie na "nie".
Popieram Panią. Ja też nie biję swoich dzieci.
Nie wyobrażam sobie, że mogłabym uderzyć w twarz dziecko...
Agresja rodzi agresję...
Za kilkanaście lat bite dziecko, może tak samo potraktować rodzica...