Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
Blog > Komentarze do wpisu
Psu palma odbiła

.

Słońce było już wysoko na niebie kiedy powoli się budziłam. Mój sen chroniły dotąd przymknięte okiennice. Ciężkie, drewniane, typowe dla domów południowych. Nie było wiatru, a powietrze zdawało się być ociężałe od wysokiej temperatury. Otworzyłam oczy z dużą niechęcią. W domu nie było absolutnie nikogo. Wszyscy rozbiegli się za swoimi sprawami. Tylko ja pozostałam leniwie w łóżku. Okna otwarte przepuszczały dźwięki szalejącego od lata ogrodu. Ptaki co chwila wznosiły okrzyki. Drobne szare maleństwa zalęgły się tuż pod dachem i co parę minut dostawały nową porcję robaków. Pisklaki z każdym, nowym transportem ćwierkały coraz głośniej. W końcu krzyknęłam: - Dość! Ile można dzioby rozdzierać?! To mój dom, mój sen i moje przebudzenie! Nie tak głośno proszę!

Zapadła cisza i tylko owady uparcie bzykały dalej w kępach rozmarynu. Kwiaty i zioła uwielbiają taką pogodę. Kolczaste łodygi skrywają lawendowe krzaki, jakie sadzę wszędzie od wielu lat. Pszczoły, bąki, wszelakie bzyki fruwały od płatka, do płatka, od róży do pachnącej lawendy.

Wsłuchiwałam się w ten szum z rozleniwieniem. I gdy miałam się właśnie zabrać do dalszej drzemki, lekki ruch okiennic wprawił mnie w mrożące osłupienie. Ktoś ewidentnie chciał otworzyć drewniane skrzydła tuż nad moją głową. Podniosłam się jak oparzona. Pod deskami ujrzałam grube, męskie palce pokryte owłosionym puchem czarnych włosów. Biegały nerwowo szukając okiennej zapadki.

Nie czekając długo złapałam książkę leżącą na szafce nocnej i zaczęłam okładać paluchy ciężką lekturą. Nic to jednak nie dało, bo właściciel tłustych łapsk ewidentnie zawisł i krzycząc z bólu wpijał się dalej desperacko w zewnętrzny parapet. 

Po pierwsze było gorąco. Po drugie nie było nikogo w domu. Po trzecie, ponieważ było gorąco i byłam sama, spałam zupełnie naga w łóżku, tuż pod otwartym oknem. Absolutnie nie wchodziło w rachubę spotkanie z niedzielnym yeti w negliżu. Za wszelką cenę postanowiłam zlikwidować typa znęcając się na jego paluchach. W mgnieniu oka zerwałam z łóżka prześcieradło, owinęłam się nim jak w togę i zwinnie doskoczyłam do okna, pociągając silnie za metalowe rączki okiennic. Zatrzasnęłam tym samym palce agresora, otworzyłam jeszcze raz i z obrzydzeniem zepchnęłam zmiażdżone ręce w dół. Zapadła cisza...i cichy tupot jęczącego mężczyzny. Uciekł. Zniknął tak, jak się pojawił.

Przez wiele minut nie mogłam się ruszyć z wrażenia i zwykłego strachu. Ochłonęłam zbierając myśli.Wyciągnęłam z szuflady telefon i zadzwoniłam do męża. Nie odpowiadał. Pomyślałam o policji, ale pewnie i tak, by nie przyjechała. Francja, lato, niedziela...

Wyszłam z pokoju. Głowa mi pękała od ciepła i zdenerwowania. Poszłam do kuchni. Wypiłam sok pomarańczowy, a potem zimną wodę gazowaną. Wzięłam do ręki nóż. W razie czego ubiję dziada. Nie weźmie mnie żywcem. Trzymając lewą ręką togę, prawą - nóż, wyszłam do ogrodu. Pies leżał jak martwy pod czereśnią i nic. Patrzę, wołam... ruszył ogonem. Raz, drugi, trzeci... Żyje!

Patrzę pod oknem, duże wgłębienie świadczyło o ciężkiej wadze delikwenta. Czemu pies nie reaguje, gdy wchodzą zbiry do domu?! Pomyślałam, że może przez ten upał ? A może mu coś dano?

Podeszłam bliżej, ale pies wyglądał na zupełnie zdrowego. Pod płotem zauważyłam jakiś but. Duży, niebieski, męski klapek z palmą. Nigdy nie wyobrażałam sobie, jakie buty noszą zboczeńcy. Teraz już wiem, że są to japonki z plastikowymi palmami.

Z obrzydzeniem podniosłam klapek patykiem. Rozmiar 46! Co za wielki chłop! Miałam szczęście. Trzymając togę w lewym ręku, dołożyłam do niej nóż. W prawym trzymałam patyk i wróciłam do domu. Co tu zrobić? Postanowiłam zamknąć lepiej okiennice, pójść pod prysznic i zastanowić się w chłodnej wodzie.

Reszta dnia przeszła bez przygód. Wieczorem przyszedł mąż. Przez cały dzień był poza domem, na meczu rugby, ze znajomymi sąsiadami. Ja nie lubię tych sportowych niedziel zwłaszcza, gdy świat tonie w upalnym słońcu. Nie zdążyłam mu opowiedzieć o mojej przygodzie, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. To nasza sąsiadka wpadła oddać mężowi pożyczone w ciągu dnia pieniądze.

Zza ściany usłyszałam, jak mu opowiadała w przedpokoju niewiarygodną historię. Otóż podczas ich nieobecności, przyjechał do nich bratanek z Paryża. Zupełnie zapomnieli o tej wizycie. Zadzwonił do nich na komórkę, więc mu powiedzieli żeby wszedł przez tylnie okno, które zostawili uchylone i poczekał na ich powrót. Wystarczyło tylko wsunąć rękę pod okiennice i podważyć zawleczkę. Chłopak podobno wielki, jak stodoła, więc musiał tylko się wdrapać trochę po ścianie. Co najbardziej niesamowite, że nie udało mu się to zupełnie i zamiast otworzyć, zamknął sobie jakoś nieszczęśliwie te okiennice na palcach. Zrobił to tak niezgrabnie, że połamał wszystkie palce i jest teraz w szpitalu. Sąsiadka dodała, że zupełnie nie rozumie jak to się stało, bo przecież u nich wcale nie jest tak wysoko. Do tego chłopak nie chce z nimi rozmawiać, a bratowa zwymyślała ich, że tak okropnie go przywitali. Sąsiadka najbardziej nie rozumiała dlaczego nie chce zupełnie się do nich odzywać...

Mąż przyszedł nieco zdziwiony tą historią. Zrobiło się trochę chłodniej więc usiedliśmy na tarasie. Nagle przybiegł do nas pies. Jemu też było przyjemniej. Podbiegł do męża i przyniósł mu niebieski klapek z palmą. Zachciało mu się bawić.

Mąż spytał zdziwiony skąd miał tego okropnego, wielkiego klapka. Zabrał mu to ze wstrętem i wyrzucił do śmieci.  

- Zobacz jacy są ludzie? Wszystko ci do ogrodu teraz wrzucają! Co za chamstwo! A psu palma odbiła żeby tym się bawić w taki upał. 

Piłam spokojnie różowe wino, zastanawiając się : co będzie dalej?   

poniedziałek, 23 lutego 2015, fabella

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: marta, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/02/25 20:44:08
No przecież to jest FANTASTYCZNE!
Czekamy na nową ksiązkę!

Serdecznie pozdrawiam.
-
Gość: , *.229.157.202.atman.pl
2015/02/26 10:16:11
ja też już nerwowo przestępuję z nogi na nogę ... poproszę o ciąg dalszy
-
2015/03/09 18:17:18
usmialam sie do lez.....
dziekuje
-
Gość: Magduskus, *.15-87-r.retail.telecomitalia.it
2017/05/09 23:08:47
Super! Hahaha, jak dobrze mieć sąsiada