Francja oglądana moimi oczami. Blog Patrycji Todo.
® Wszelkie prawa zastrzeżone Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na blogu Moja Francja stanowią własność intelektualną właścicielki bloga posługującej się loginem fabella i podlegają ochronie przez prawo autorskie. Ich kopiowanie i powielanie w całości lub części, w jakiejkolwiek formie (drukowanej, audio czy elektronicznej), bez zgody autorki jest zabronione i jako działanie niezgodne z prawem może być karane. Copyright © - wszystkie prawa zastrzeżone
Blog > Komentarze do wpisu
Walka o płomień

Za parę miesięcy zaczyna się olimpiada w Chinach. Świat nagle zorientował się, że w kraju niedemokratycznym na chwilę ma być pokojowo, sportowo i w ogóle wzniośle. Ani ten kraj nie jest moralnie do tego przygotowany, ani sportowcy, ani opinia publiczna nie potrafią się z tym faktem pogodzić.

Prawie każdy Francuz, wraz z nadchodzącymi w ostatnich tygodniach informacjami z Tybetu, poczuł w sobie typowe dla niego przeświadczenie o odpowiedzialności za obronę praw człowieka. Paryż zmobilizował siły i jak, powszechnie już wiadomo, starał się odbić olimpijski płomień. Plan spalił na panewce, bo chińscy policjanci przebrani za smerfy zdmuchnęli pokojową "świeczkę", a skośnooki ambasador tracąc cierpliwość, po prostu nakrzyczał na paryskich flików. Obrażony, zwinął całą ekipę i udał się w dalszą olimpijską pielgrzymkę. Osłupiali Francuzi ze zgrozą nie mogą pojąć, że w ich własnym kraju rządzi jakiś Azjata. Zrobiło się mało przyjemnie, bo Chińczycy podobno chcą bojkotować francuskie supermarkety...Itd, itd..

A jak jest naprawdę? Zdaje się, że Chińczycy dalej będą kupować w pekińskich carrefourach, albowiem 90 procent sprzedawanych tam produktów jest "Made in China".  A w kraju Gallów?  Ach, nie miejmy złudzeń...

Przeciętny Francuz to nie bojowy Paryżanin, tylko ktoś, kto codziennie zajada bagietki, spędza każdy weekend na gadaniu przy stole ze znajomymi i popijaniu dobrego winka. Podejrzewam iż duża część Francuzów nie ma pojęcia gdzie jest Tybet, ani dlaczego biją tam mnichów. Niewiele osób wie tak naprawdę, na czym polega komunizm, a już zupełnie nikt, nic, nie wie, o co chodzi Dalajlamie. "Niby" walczy o wolność, ale bez przemocy, no i ta wolność, ma być bez odrywania się od Państwa Środka. To wszystko jest bardzo skomplikowane, zwłaszcza, że większość Francuzów i tak jest przekonana o wyższości ich myślenia nad innym. Nie są w stanie zrozumieć dlaczego Chińczycy okupują Tybet, ani na czym polega kapitalizm po chińsku. Nikt nie wie o rezerwach wody w Himalajach, ani o złożach uranu, ani nawet o potrzebie Chińczyków utrzymywania kontroli nad granicami z Indiami. Mimo to, podobnie jak Polacy, Francuzi czują się mesjaszami narodów. A jako twórcy Karty Praw Człowieka wydaje im się, że są jak mało, kto upoważnieni do wygłaszania prawd ogólnoludzkich i ponad-państwowych, zupełnie jakby takie istniały.

Tymczasem, wydaje mi się, a jest to tylko moje, skromne zdanie, że nie każdemu pisane jest być szczęśliwym w tym samym ustroju. O ile w Europie demokracja i prawo jednostki do samo decydowania, jak najbardziej się sprawdza, to w innych miejscach na kuli ziemskiej nie koniecznie może dać te same rezultaty. Francuzi, najczęściej niewiele wiedzą o tym, jak wygląda świat dalej od departamentu, jaki zamieszkują. Jak więc mogą w ogóle wyobrazić sobie azjatycką rzeczywistość ? Otóż nie mogą, ale i tak krzyczą na całe gardło. I chwała im za to. Nikt bowiem kto światły nie chce pogodzić się z wynaradawianiem jednej nacji przez drugą. Zwłaszcza, jeśli po jednej stronie stoją uśmiechnięci, pokojowi Tybetańczycy, a po drugiej aroganccy, liczni jak mrówki Chińczycy. Galijski kogut nie jest oczywiście w stanie zrzucić z tronu dyktatorów i zwalczyć systemy totalitarne, ale przynajmniej wymierza policzek niesprawiedliwości i głupocie ludzkiej.

Skandaliczne wydaje mi się przyznawanie płomienia olimpijskiego krajowi, w którym istnienie ludzkie, sprowadza się do bycia śrubką w wielkim mechanizmie państwa. Nie pozwoliłabym sobie na wydawanie opinii na temat jak rządzić półtoramiliardowym narodem. Niewątpliwie Chińczycy wiedzą, co robią i ze skutkami powalającymi nasze leniwe systemy. Nie znaczy to jednak, że cud chiński, jak i środki, jakimi jest on osiągany, jest zgodny z naszymi ideałami. "Naszymi" - znaczy tymi, które są ważne dla Europy i oczywiście, Francji. A przecież olimpiada, to wymysł jak najbardziej europejski i noszący w sobie hasło Wolności. Czemu zatem pozwolono na zdradę tych ideałów? Jeżeli nawet parę lat temu mówiono o otwarciu Chin na demokrację europejską. Jeżeli nawet igrzyska zbliżą te dwa odmienne światy, to czemu organizatorzy olimpiady nie wywierali dotąd presji na chińskim rządzie? Czemu doprowadzono do kryzysu tybetańskiego, który przecież trwa od dziesiątek lat? Czemu nikt nie chciał po prostu spojrzeć prawdzie w oczy, iż Chiny nie są krajem, w którym będzie można samo decydować i myśleć jak się chce i nie nadają się do organizowania igrzysk?

Podoba mi się zatem ferwor, z jakim Francuzi protestują przeciwko chińskiej propagandzie. Podoba mi się, że stają w obronie narodu skazanego na unicestwienie lub więzienie.

Podoba mi się, że Francja była ziemią obiecaną dla polskich solidarnościowców, dla chilijskich uciekinierów za czasów Pinocheta, czy armeńskich ofiar. I nawet, jeśli większość Francuzów, nigdy w życiu nie oddałaby codziennej bagietki dla tych uciśnionych, to jednak przez lata głosowali za systemem pomocy socjalnej dla politycznych emigrantów.

Inną sprawą są różne konsekwencje tej szeroko rozumianej dobroci. Ochrona socjalna jednostki pogrąża dziś Francję w przeokropnych długach i marazmie ekonomicznym. Do tego prezydent, w którego wierzyłam, okazał się nowobogackim krzykaczem, a reformy, jakie obiecywał, przeprowadzane są w żółwim tempie.

Nikt już nic dzisiaj nie wie, ani nie rozumie. Lewicy aktualnie nie ma, no, bo być nie może. Wiadomo już oficjalnie, że socjalizm a la francaise jest zwykłą paranoją. Prawica, ciągle jednak boi się pójść drogą liberalizmu i nie chce, żeby każdy, wreszcie zadbał o własne życie. Policja wlepia mandaty za wszystko i nic, by zapełnić kasy państwa. Nie można nawet krytykować LePena, ponieważ wyparował ze sceny politycznej. Do tego, co chwila w mediach pokazują zdjęcia żony prezydenta bez majtek, co to niby jest sztuką, a prezydent zupełnie stracił humor, jak mu sondaże spadają historycznie nisko. Francuzi, według mnie, zdecydowanie nie wiedzą, co mają z sobą zrobić w ich własnym kraju. Na lewo się nie da już dłużej iść, bo portfel jest zbyt pusty, a żeby na prawo skręcić, to strach wszystkich bierze. Do tego francuscy Arabowie grożą na przedmieściach strasznym szariatem. Burżuje biednieją, bo ceny coraz wyższe, a święte krowy systemu, pracownicy budżetówki, nawet specjalnie nie strajkują, gdyż rząd zwalnia ich kaskadowo. W tej całej, mało wiosennej atmosferze sprawa Tybetu i olimpijskich igrzysk okazały się jak "tratwa meduzy" unosząca beznadziejnych rozbitków. Francuzi podchwycili temat ratując chociaż własne ideały. Coraz częściej jednak jestem przekonana, że w walce o olimpijski ogień polegną przytopieni falą własnej nieudolności.

Kiedy parę dni temu kupowałam szalik w jednym z lyońskich butików i z radością znalazłam metkę, świadczącą o produkcji francuskiej a nie chińskiej, pani sprzedawczyni pogratulowała mi zakupu. Spytałam, dlaczego. Odpowiedziała, że przecież i tak nikt nie potrafi produkować tak dobrze pięknych produktów jak Francuzi. Nie wiem czy miała rację. Właściwie to jestem pewna, że nie miała, ale ucieszyłam się, że w to wierzy. Dobrze, że jeszcze, choć trochę wierzą w siebie Francuzi. Bo przecież rzeczywiście, to dzięki nim mamy encyklopedię, a Człowiek swoją kartę broniącą honoru i wolności.

Jeżeli zatem Francuzi mają u siebie bałagan i aż strach łapie za gardło jak sobie z nim poradzą, to oddaję im cześć za to, że potrafią nadal wierzyć w ludzką godność stojąc zawsze po stronie uciśnionych.

poniedziałek, 21 kwietnia 2008, fabella

Polecane wpisy

  • Chrzan z harissą

    * W maju byłam w Polsce na kilkudniowej wycieczce samochodem. W tym samym czasie, jeszcze wtedy kandydat na prezydenta - Macron, chcąc się podlizać elektoratowi

  • Zmiany bez zmiany

    Mój ostatni wpis na tym blogu jest z 2 lutego. Pięć dni później umarł w mych ramionach mój ukochany pies. Ogromny, pięcioletni owczarek podhalański Baca. Przez

  • Oklaski po śmierci wesołego błazna

    . . Kilkanaście dni temu we Francji trzech islamskichzbrodniarzy zabiło 17 osób. Zamordowali ich za to, że satyrycy wyśmiewali się zmuzułmańskiego proroka. Dlat

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: polisz-lejdi, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/21 17:06:57
Dobry tekst...Nareszcie bardzo dobry tekst. !!! Gratuluje serdecznie i życzę dalszego powrotu do formy (Trzymam kciuki)
-
Gość: Maja, *.ppp.tiscali.fr
2008/04/22 10:44:48
Czytalam z zapartym tchem!!
Ja mieszkam na polnocy FR i fakt jest taki, ze Francuzow nie intereuje co sie dzieje na swiecie, niektorzy mysla, ze w PL zima jest nadal, ciezko im ja odnalezc na mapie...O olimpiadzie zdania nie maja, dla wiekszosci z ktora rozmawialam wazny jest sam fakt Igrzysk, ale juz nie to, ze Tybet jest okupowany przez Chiny. Tak jak napisalas, wiekszosc mysli codziennie o bagietce, a nie o tym co sie dzieje w kraju, o ktorego istnieniu co po niektorzy dopiero sie dowiedzieli.
Pozdrawiam :))
-
2008/04/22 17:01:39
Nie ma powodow do radosci. Sarkozy juz zaczyna zmieniac ton, poniewaz Francja ma interesy w Chinach i nie zamieni ich na wolny Tybet, nie ma co sie oszukiwac, kiedy prezydentem byl Znawca Sumo wytyczone zostaly dlugofalowe ramy polityki wobec Chin. A wywiad z panem Arnault w Le Figaro Economique (mniej wiecej z zeszlego tygodnia), gdzie wypiera sie antychinskosci niczym Sw. Piotr Jezusa, a przeciez Chiny nie sa najwazniejszym odbiorca produktow LVMH. Elity polityczne i biznesowe miekna i wystarczy rzut oka na historie najnowsza, zeby przestac sie temu dziwic. Nie kazda nacja, ktora pragnie posiadac wlasne, suwerenne panstwo, jest w tym zamiarze popierana przez spolecznosc miedzynarodowa. Vide Czeczeni, Kurdowie lub tez Polacy przez ponad 100 lat. Konsumenci bagietek oczywiscie rowniez nie sa zdolni do wiekszego wysilku, ale to jest oczywista oczywistosc, czym niby francuski zacianek rozni sie od polskiego?
-
2008/04/23 00:30:22
Myślę że różni się dziedzictwem. Francuzi uważaja się za ojców nowoczesnego myślenia o Człowieku jak i Społeczeństwie. Niech zatem w końcu ich prezydent stanie otwarcie po tej stronie światła, a nie przeprasza wokół ,że ma tak źle wychowany naród, bo płomień wstydu śmiał ośmieszyć.
A już zupełnym skandalem są ostatnio filmiki propagandowe o tym jak Chińczycy tylko chcą żyć lepiej, no i Tybetańczykom ,też o to samo chodzi. A mnisi to protestują tylko dlatego,że boją się tracić władzę. I takie propagandowe szmatki we francuskiej tv - wstyd i hańba. Najgorzej,że wielu w to uwierzy. Chińczykom udaje sie wprowadzać ich własną propagandę na teren francuskich mediów.
-
Gość: Maja, *.ppp.tiscali.fr
2008/04/23 10:44:02
A co z wolnoscia, tak mocno akcentowana we Francji?? Sprawdza sie powiedzenie, wszedzie dobrze gdzie nas nie ma i nie ma sie co mieszac w sprawy, ktore moga nam najbardziej zaszkodzic ekonomicznie...